Milczący zabójca
Treść
23-letni student Seung Hui Cho z Korei Południowej był sprawcą poniedziałkowej masakry na Uniwersytecie Virginia Tech w Blacksburg - poinformowała wczoraj policja. Napastnik zastrzelił 32 osoby, po czym popełnił samobójstwo. Motywem zbrodni był prawdopodobnie zawód miłosny. Koreańczyk studiował na uczelni literaturę angielską.
Jak poinformowało wczoraj Polskie Radio, wśród śmiertelnych ofiar jest żona polskiego wykładowcy Jerzego Nowaka, Jocelyne Couture-Nowak, która uczyła francuskiego na uczelni.
Rektor uniwersytetu odwołał zajęcia do końca tygodnia. Część rodzin ofiar uważa, że władze uniwersytetu nie podjęły odpowiednich środków bezpieczeństwa, co spowodowało, że liczba ofiar jest tak duża. Żądają oni dymisji rektora.
Napastnika udało się zidentyfikować dopiero wczoraj, dzięki odciskom palców. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, a jego twarz było zmasakrowana od samobójczego strzału w skroń z broni automatycznej.
Koreańczyk przebywał w Stanach Zjednoczonych legalnie od roku. Miał wizę studencką. Mieszkał w kampusie uniwersyteckim.
Z informacji mediów powołujących się na śledczych wynika, że w poniedziałek ok. godz. 7.15 padły pierwsze strzały w akademiku West Ambler Johnston. Zginęła była przyjaciółka Koreańczyka, która porzuciła go i związała się z innym studentem. On również został zastrzelony przez napastnika.
W tym czasie większość studentów mieszkających na miasteczku studenckim przygotowywała się do zajęć, a ci spoza kampusu właśnie tam przyjeżdżali. Władze uczelni zawiadomiły studentów o wypadku w akademiku drogą e-mailową (według relacji świadków niewiele osób przeczytało wiadomość, gdyż spieszyły się na zajęcia). Zamknięto tylko akademik, gdzie padły strzały. Nie podjęto innych środków ostrożności, gdyż jak oświadczył rektor Virginia Tech Charles Steger, przypuszczano, że "incydent ma podłoże osobiste" i sprawca po pierwszych dwóch zabójstwach uciekł z terenu uczelni.
Podczas gdy policja prowadziła wstępne rutynowe dochodzenie, padły strzały na przeciwległym krańcu kampusu w Norris Hall, gdzie odbywały się normalne zajęcia. Z relacji świadków wynika, że szedł od jednej sali wykładowej do drugiej, strzelając bez słowa do studentów i wykładowców.
Między jednym a drugim incydentem upłynęły dwie godziny. Ani władze uczelni, ani policja nie potrafią wytłumaczyć, jak to się stało, że napastnik przez dwie godziny swobodnie poruszał się po terenie kampusu, a potem przez nikogo niezatrzymywany wszedł do budynku Norris Hall, zastrzelił 30 osób i popełnił samobójstwo, podczas gdy stróże prawa prowadzili już dochodzenie na terenie uczelni.
Wczoraj rano, na znak żałoby, spuszczono do połowy masztu flagę narodową na Kapitolu w Waszyngtonie. W świątyniach wszystkich wyznań odbywały się modlitwy i czuwania za ofiary masakry. Prezydent George W. Bush złożył kondolencje rodzinom ofiar.
W amerykańskich mediach rozgorzała dyskusja na temat dostępu do broni. Lewa część sceny politycznej domaga się całkowitego zakazu jej posiadania, prawica twierdzi, że Amerykanie będą bezpieczni tylko wówczas, gdy każdy obywatel będzie mógł nosić broń. Wówczas w sytuacjach zagrożenia będzie mógł skutecznie bronić siebie i innych.
ELŻBIETA RINGER
23-letni Seung Hui Cho zostawił w swoim pokoju długi, chaotyczny list atakujący "bogate dzieciaki", "rozpustę" i "kłamliwych szarlatanów" w uczelnianym kampusie - podała telewizja ABC. "To przez was to zrobiłem" - napisał Seung Hui Cho według źródeł w organach ochrony porządku publicznego. Jak pisze dziennik "Chicago Tribune", Cho zachowywał się czasem dziwnie. Raz podłożył ogień w akademiku, zdarzało mu się także śledzić kobiety. Zdaniem policji mógł przyjmować leki antydepresyjne. (PAP)
"Dziennik Polski" 2007-04-18
Autor: wa