Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Miarka się przebrała

Treść

Z marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem rozmawia Magdalena M. Stawarska

W czwartek po południu ogłosił Pan decyzję o utworzeniu nowego ugrupowania politycznego. Co przemawia za tym, że będzie to sukces?
- Podjąłem decyzję, że wspólnie z kolegami będziemy budować ugrupowanie chrześcijańsko-konserwatywne. W Polsce konieczna jest partia, która będzie państwowa - zmierzająca do tworzenia prawa i kształtowania większościowej opinii publicznej, a jednocześnie zaangażowana na rzecz podstawowych wartości chrześcijańskich: cywilizacji życia, praw rodziny, silnej Polski w chrześcijańskiej Europie. Mam to szczęście, że mogę te prace podjąć ze sprawdzonymi przyjaciółmi.
Rozmawiałem z wieloma posłami porażonymi postawą kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości w głosowaniach nad konstytucyjną ochroną życia. Wielu ludzi ma poczucie, że PiS stało się biurokratycznym mechanizmem wspierania polityki rządu, w której trudno realizować wartości chrześcijańsko-konserwatywne. Również odbiór społeczny pokazuje, że wiele środowisk czekało na taki właśnie głos.

Najważniejsze zadania nowej partii to...
- Obrona praw rodziny - uważamy to za rzecz najistotniejszą i kluczową. Chcemy wrócić do takich instrumentów polityki prorodzinnej, jak obniżenia podatków dla rodzin czy wydłużanie urlopów macierzyńskich. Chcemy, by były to główne kierunki polityki społecznej państwa. Uważamy za bardzo ważną sprawę zaangażowanie w debatę europejską. Polska powinna bronić w Europie wartości chrześcijańskich. Będziemy również działać na rzecz osłabienia oligarchii w życiu politycznym.

Te postulaty pokrywają się częściowo z programem Ligi Polskich Rodzin...
- LPR na pewno jest ważnym partnerem do rozmowy. Dla nas zarówno PiS, jak i LPR to są partnerzy do współpracy, dlatego że w naszym przekonaniu w polityce polskiej za dużo jest dzisiaj agresji, ducha walki partyjnej, a za mało ducha solidarności narodowej. Ugrupowania bardzo głośno krzyczą o swoich poglądach, czasami od nich odstraszając - zamiast przedstawiać swoje propozycje innym, szukać szerszego poparcia i budować solidarność narodową poprzez budowanie większości. My uważamy, że to jest możliwe. W swojej działalności zawsze starałem się kierować tymi zasadami.

Obecnie w rządzie nie ma de facto - poza znaną ze swych poglądów wiceminister pracy Joanną Kluzik-Rostkowską - osoby odpowiedzialnej za politykę rodzinną... Czy widzą Państwo potrzebę zmian w tym obszarze?
- Za wcześnie, aby wypowiadać się teraz w kwestiach personalnych rządu. W moim przekonaniu, pani minister jest pewnie osobą pełną dobrych intencji, choć jej stanowisko - formułowane za zgodą i z mandatu premiera - budzi sprzeciw. Na przykład pani minister wielokrotnie krytykowała potrzebę konstytucyjnych gwarancji ochrony życia. W momencie kiedy był powoływany rząd, wskazywałem premierowi kandydatury na ministra do spraw rodziny. Premier je odrzucił. Wiele było takich spraw, które do tej pory przyjmowałem z cierpliwością, ale miarka się przebrała w momencie, gdy kierownictwo PiS podjęło działania obstrukcyjne wobec starań o konstytucyjne gwarancje prawa do życia.

Wracając do Pana przyszłej partii - oficjalnie jest w niej dopiero pięć osób. Czy oprócz byłych działaczy ZChN będzie się Pan starał pozyskać innych posłów, na przykład z LPR?
- Nikogo nie będziemy wyciągać. Jesteśmy przede wszystkim nastawieni na współpracę ze wszystkimi posłami, którym bliskie są nasze chrześcijańsko-konserwatywne poglądy. Wiele osób chce takiego zaangażowania i tworzymy dla niego pole. Jestem w kontakcie z bardzo wieloma kolegami z parlamentu.

Jaka będzie nazwa nowej partii?
- Złożymy ją w sądzie rejestrowym w przyszłym tygodniu, będzie to ugrupowanie chrześcijańsko-konserwatywne.

Panie Marszałku, podkreśla Pan, że "partia polityczna powinna być nastawiona na współpracę z innymi, a nie na animowanie nieustannych konfliktów". Czy jednak wyjście Pana oraz innych posłów z PiS tego nie przekreśla?
- Prawo i Sprawiedliwość było partią o wielkim potencjale, ale jednocześnie stało się partią podporządkowaną dyrektywom wyłącznie partyjno-taktycznym, które w zasadzie zaczęły ograniczać możliwość realizowania w niej wartości katolicko-konserwatywnych. Dlatego podjąłem decyzje: najpierw o opuszczeniu partii, a później, po licznych konsultacjach z przyjaciółmi, o założeniu nowego ugrupowania chrześcijańsko-konserwatywnego. Do tej decyzji skłoniła mnie zarówno determinacja jednych kolegów, jak również rozmowy z kolegami niezdecydowanymi, którzy mają świadomość tego, że nie mogą dzisiaj realizować swoich przekonań w PiS, a o ich postawie decydują względy praktyczne bądź taktyczne. Jeżeli się okazuje, że to nie przekonania są spoiwem partii, tylko okoliczności - to trzeba się wyrwać z tych okoliczności i podjąć odpowiedzialność.

Po niepomyślnym głosowaniu nad zmianą Konstytucji rozmawiał Pan z premierem Jarosławem Kaczyńskim. Dlaczego nie udało się osiągnąć w tych rozmowach kompromisu?
- Rozmawiałem z premierem jeszcze w niedzielę i miałem nadzieję, że po bardzo burzliwym spotkaniu w sobotę będziemy mogli rozmawiać o zmianie modelu PiS, tak żeby partia była otwarta również na wpływ polityczny ludzi o przekonaniach katolicko-konserwatywnych. Jednak premier uznał, że w partii wszystko dobrze się dzieje, że opinia parlamentarzystów i ich przekonania mają dostateczny wpływ na politykę, wskutek czego nie ma praktycznie żadnych powodów do dokonywania zmian. W ten sposób ja musiałem stwierdzić, że Prawo i Sprawiedliwość przestało być tym wielkim, otwartym, patriotycznym chrześcijańskim ruchem ludowym, a staje się coraz bardziej partią podporządkowaną wyłącznie decyzjom premiera i małej grupy ludzi, którzy z nim współpracują. Oczywiście ta rozmowa była następstwem głosowań, w których uzmysłowiłem sobie, że nie mogę działać w partii, w której na godzinę przed głosowaniami nie ma decyzji o tym, jak posłowie będą głosować w sprawach ochrony życia.
Uważam też, że podtrzymywanie takiej sytuacji, w której Polska staje się państwem oligarchii partyjnych, jest sytuacją chorą.

Czy zatem rozłam w Prawie i Sprawiedliwości oznacza początek końca tej partii?
- Wielokrotnie mówiłem Jarosławowi Kaczyńskiemu o tym, że jeżeli będą kontynuowane destrukcyjne działania, godzące w prace nad konstytucyjną ochroną życia, to ta partia straci swój charakter. Mówiłem premierowi również o odpowiedzialności ludzi, którzy doprowadzili do zaburzenia spokojnych, prowadzonych w atmosferze wielkiej powagi moralnej prac nad tą zmianą. Tak naprawdę dosłownie do ostatniej chwili podejmowane były działania. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości byli formalnie nakłaniani nie tylko do głosowania przeciwko zmianom w art. 38 Konstytucji (prawna ochrona życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci). Decyzja, że PiS zagłosuje nad art. 30 mówiącym o tym, że dziecko od momentu poczęcia ma prawa człowieka należne mu z tytułu przyrodzonej godności ludzkiej, zapadła godzinę przed głosowaniem. Dla mnie jest to nie tylko łamanie sumień, ale odrzucenie w partii, w której dyscyplina była ważna, najwyższej dyscypliny wobec nakazów dobra wspólnego, które w tym przypadku są bardzo jednoznaczne. Uważam, że głosowanie nad zmianą Konstytucji, które było poprzedzone wieloma innymi wcześniejszymi sygnałami, pokazało głęboki kryzys ideowy Prawa i Sprawiedliwości.

Gdyby udało się Panu wtedy dojść do sensownego porozumienia z Jarosławem Kaczyńskim, to wycofałby Pan obie swoje decyzje, zarówno o rezygnacji z funkcji marszałka, jak i o odejściu z partii?
- Byłem gotów do prowadzenia rozmów i dialogu do końca, ale premier nie widział potrzeby do wprowadzenia zmian w PiS. Zatem jeżeli miało zostać tak jak podczas głosowań konstytucyjnych, to trzeba było powiedzieć: do widzenia. Jeżeli partia miała być kierowana tak jak podczas Rady Politycznej na drugi dzień, gdzie właściwie dyskusje mają charakter fikcyjny i omijają najważniejsze problemy, to trzeba było podjąć próbę innej działalności. Dla mnie bardzo trudne było nawet to, że premier głosił poglądy, iż ze względu na realizm wyborczy nie możemy być jednomyślni w sprawie prawa do życia, jeżeli chcemy mieć bardzo szerokie poparcie. Muszę przyznać, że nie rozumiem, dlaczego mamy na przykład być jednomyślni w sprawie utrzymania złego prawa wyborczego w Polsce, a nie możemy być jednomyślni w sprawie prawa do życia. W sprawach takich, jak niepodległość, uczciwość czy cudze życie nie potrzeba żadnych podziałów, a ktoś, kto petryfikuje te podziały, tak naprawdę wyklucza ludzi, dla których są to rzeczy uniwersalne.

Panie Marszałku, jest Pan dobrze przygotowany, żeby w praktyce zrealizować postulaty, które leżą u podstaw powołania nowej formacji?
- Wiem, że mówię o sprawach, z których trzeba wyciągnąć wnioski. A liczyć trzeba nie tylko na swoje siły. W obliczu ostatnich wydarzeń nie mogłem postąpić inaczej i żadna z tych decyzji nie była podyktowana przez emocje. Mamy w Polsce prawicowy rząd, który ma bardzo wielu dobrych ministrów i mamy w Polsce liberalno-lewicową opozycję. Dla nas jest rzeczą oczywistą, że chcemy współpracować z rządem i udzielać poparcia dla wszystkich tych działań, które służą budowaniu silnej Polski. Ale chcemy to robić na podstawie własnych przekonań i niebezwarunkowo. Nasze bezwarunkowe poparcie dla polityki Jarosława Kaczyńskiego doprowadziło do tego, że poczuł się on poza kontrolą opinii społecznej, jak to pokazał w piątek, 13 kwietnia. Chcemy zagwarantować obecność wartości chrześcijańsko-konserwatywnych w polityce prawicy i rządu.

Wskutek rozłamu w PiS zaczęło się mówić o nowych wyborach...
- W moim przekonaniu, nie należy Polsce i Polakom grozić nowymi wyborami. Rząd ma wyraźną większość parlamentarną. Jestem przekonany, że oddanie dzisiaj władzy opozycji byłoby powrotem do sytuacji kryzysowej w państwie, takiej jaka istniała w latach 90. i na początku 2000 roku. W tej sytuacji nie ma żadnego powodu, żeby przeprowadzać wybory, a już na pewno nie powinna być powodem do ogłaszania nowych wyborów sytuacja, gdy posłowie chcą podejmować decyzje zgodne ze swoim sumieniem. W tym miejscu apeluję do wszystkich polityków, a szczególnie do premiera, o spokojne myślenie o państwie, szukanie partnerów do współpracy, a nie uciekanie się do wyborów przed pojawieniem się nowej siły politycznej. Nowe wybory oznaczałyby kryzys państwa. Myślę, że nikt odpowiedzialny nie będzie szedł w tym kierunku.

A czy nowe ugrupowanie zamierza wejść do koalicji?
- Jesteśmy gotowi do współpracy z rządem, popieramy wiele jego prac parlamentarnych. Uważamy, że powinniśmy być częścią koalicji, bo jesteśmy częścią większości parlamentarnej. Naszą partię zakładamy nie dla awantury, nie dla podziałów, ale dla konsolidacji. Chcemy, żeby w życiu politycznym obecne były zasadnicze wartości, które są nadrzędne w stosunku do decyzji partyjnych, a z drugiej strony - żeby nasza partia była otwarta na opinię społeczną. Oczywiście, że będziemy się starali uzyskać właściwe instrumenty działalności politycznej, ale przede wszystkim jesteśmy nastawieni na to, żeby w Polsce budować zgodę, szeroką aprobatę polityczną dla tych spraw, których chcemy być rzecznikami.

Dziękuję za rozmowę.

Autor: wa