McCain: Barack, nie mówisz Amerykanom prawdy
Treść
Ostatnia przed wyborami prezydenckimi w USA debata telewizyjna na Uniwersytecie Hofstra w Nowym Jorku miała pomóc Johnowi McCainowi odrobić straty sondażowe, zaś jego przeciwnikowi Barackowi Obamie umocnić się na prowadzeniu. Tym razem dyskusja dotyczyła polityki podatkowej, "brudnej" kampanii oraz służby zdrowia i edukacji. Komentatorzy przyznają nieznaczne zwycięstwo McCainowi, który sprytnie wytknął rywalowi jego nieuczciwość, plany podniesienia podatków oraz skłonności do prowadzenia polityki w wydaniu socjalistycznym.
Barack Obama za każdym razem odrzucał stawiane mu zarzuty, niejednokrotnie kłamiąc. Tak było już na samym początku, kiedy McCain poprosił go o wyjaśnienie związków ze skorumpowaną organizacją ACORN i finansowaniem przez nią jego kampanii. Republikanin stwierdził bowiem, iż dysponuje dowodami na to, że firma ta przekazała na konto ciemnoskórego senatora ponad 200 tys. USD. Obama odpowiedział jedynie, że to nieprawda, i próbując kontratakować, uderzył w administrację obecnego prezydenta Busha, wytykając jej błędy i zarzucając doprowadzenie do obecnego kryzysu. - Senatorze Obama, ja nie jestem prezydentem Bushem. Jeśli chciał pan dyskutować na te tematy z George'em Bushem, trzeba było startować w wyborach 4 lata temu - odpowiedział McCain wyraźnie poirytowany, słysząc po raz kolejny ten sam zarzut. Tą dowcipną ripostą dość mocno rozbawił zebraną na sali publiczność. Obama jednak trzymał się swojego argumentu, stwierdzając, że McCain jako gorący zwolennik Busha będzie z całą pewnością kontynuował jego politykę.
Kandydaci jeszcze raz mogli zaprezentować swój plan ratunkowy dla sektora finansowego, który przedstawili na początku tygodnia. Następnie odpowiadali już na konkretne pytania dotyczące planowanej przez nich polityki podatkowej. Swoistym symbolem części poświęconej podatkom był "Joe - hydraulik", człowiek, który spotkał się z Barackiem Obamą podczas jego wizyty w Ohio. Dyskutując o potrzebach klasy średniej, obydwaj kandydaci zwracali się właśnie bezpośrednio do Joego. Kandydat Partii Demokratycznej, odpowiadając na zarzuty swojego adwersarza, że zamierza podnieść podatki, odpowiedział, iż jest to nieprawdą, gdyż jego zamierzeniem jest "sprawiedliwy rozdział dóbr". - Joe chce zrealizować swój amerykański sen. My zabierzemy pieniądze, które zarobi Joe, damy je senatorowi Obamie i pozwolimy jemu rozdzielać dobra - kpił z rodem komunistycznych deklaracji swojego rywala McCain. - Ja chcę, by Joe sam rozdzielał swoje dobra - dodał.
Część debaty dotyczyła "brudnej" kampanii prezydenckiej, jaka rozpętała się kilka tygodni temu. Obydwaj kandydaci oskarżali się nawzajem o chwyty poniżej pasa, próbując udowodnić, że podejmowane przez nich kroki są jedynie odpowiedzią na zaczepki drugiej strony. Poza tym zgodzili się, iż ich sztaby wyborcze nie są odpowiedzialne za obraźliwe komentarze, które padają z ust ich zwolenników w trakcie spotkań z nimi. - John, sto procent twoich spotów wyborczych było negatywne - stwierdził demokrata. McCain zaś podkreślił, że do tej pory w całej historii USA żaden z kandydatów nie wydał tyle pieniędzy na prowadzenie "brudnej" kampanii, co jego przeciwnik. Obama próbował zaprzeczyć, jednakże szybka riposta jego rywala, żeby tego nie robił, gdyż łatwo to sprawdzić, sprawiła, iż zmienił temat. Senator z Illinois nie potrafił także odeprzeć zarzutu, dlaczego finansował swoją kampanię z pieniędzy publicznych, skoro na samym jej początku zadeklarował, że nigdy tego nie zrobi. - Nie mówisz Amerykanom prawdy - zakończył McCain.
Obama - proaborcyjny ekstrema
Debata, która odbyła się na Uniwersytecie Hofstra w Nowy Jorku, poruszyła także kwestię aborcji. McCain z nieukrywaną przykrością stwierdził, że jego przeciwnik jest blisko związany z tą opcją w Ameryce, która reprezentuje ekstremalnie proaborcyjne stanowisko. Jako przykłady podał doprowadzenie przez senatora Obamę do odrzucenia ustaw, które miały szczelniej chronić życie dzieci poczętych. Zaznaczył, iż ciemnoskóry senator za każdym razem głosował przeciwko ustawie zapewniającej opiekę medyczną dzieciom, które przeżyły aborcję. Opowiedział się także przeciwko wprowadzeniu zakazu na przeprowadzanie aborcji w zaawansowanej ciąży. - Moim zdaniem, to bardzo zła procedura - stwierdził McCain. Jego rywal w typowy dla siebie sposób zaznaczył, że aborcja to kwestia bardzo trudna, lecz decyzję w tej sprawie należy zostawić kobiecie. Tak by mogła skonsultować się z rodziną, lekarzem, przewodnikiem duchowym i wziąć pod uwagę swoje zdrowie. - Aborcja to zawsze jest tragedia. Więc to nie jest tak, że bez zastrzeżeń jest się jej zwolennikiem - powiedział. Dodał, że uważa, iż jedynym rozwiązaniem tego problemu jest szeroka edukacja seksualna. Republikanin ripostował, że pod płaszczykiem ochrony "praw i zdrowia kobiet" próbuje się przemycać dopuszczenie do zabijania nienarodzonych w niemal każdym przypadku. Jego zdaniem, pod tą przykrywką można przeforsować niemal każdą regulację prawną, dlatego, jak podkreślił, Obama reprezentuje ekstremalnie proaborcyjne stanowisko.
Jednym z zadań debaty było także udowodnienie przez kandydatów, że ich nominat na fotel wiceprezydenta jest lepszy niż przeciwnik. Obama stwierdził, że Joe Biden jak nikt zna się na polityce międzynarodowej, tym samym może go wspomóc w kwestiach, w których nie jest on najsilniejszy. McCain jednak podważył kompetencje Bidena w zakresie polityki zagranicznej. Jego zdaniem, absurdalne były choćby jego pomysły podzielenia Iraku na trzy różne kraje. Dodał przy tym, że Waszyngton potrzebuje "powiewu świeżego powietrza", co gwarantuje tylko jego kandydatka Sarah Palin, sugerując przy tym, że Biden jako wieloletni przedstawiciel tamtejszej administracji znamionuje jedynie dalszą stagnację.
Łukasz Sianożęcki
"Nasz Dziennik" 2008-10-17
Autor: wa