Marsz na Nadżaf
Treść
Najważniejszy hierarcha szyicki Iraku, ajatollah Ali al-Sistani, przybył wczoraj do Nadżafu, by po trzech tygodniach walk zaprowadzić w mieście pokój. Premier Iraku Ijad Alawi zarządził w Nadżafie zawieszenie broni. Sabotażyści dokonali wczoraj zamachów na 20 rurociągów na południu kraju.
Sistani, który w środę powrócił do kraju z leczenia w Londynie, wczoraj rano wyruszył z Basry na południu Iraku w kierunku świętego dla szyitów Nadżafu, miasta od 5 sierpnia nękanego walkami bojowników Muktady al-Sadra z policją iracką i wojskami USA.
Sistani podróżował w konwoju samochodów i autobusów z wiernymi, pod ochroną brytyjsko-iracką i krążących nad kolumną śmigłowców. Po drodze do kolumny przyłączali się wierni w autokarach i samochodach osobowych. Schorowany Sistani dzień wcześniej w Basrze spotkał się z przedstawicielami tymczasowego rządu Iraku, z którymi omawiał plan rozwiązania sytuacji w Nadżafie. Bezpośrednio po powrocie do Iraku zakomunikował, że ma plan zakończenia powstania w "płonącym mieście" Nadżafie, gdzie walki toczą się coraz bliżej meczetu-mauzoleum imama Alego. Plan ajatollaha ma zakładać wyprowadzenie bojowników al-Sadra z meczetu Alego, zorganizowanie marszu pokojowego Irakijczyków w Nadżafie oraz przejęcie kontroli w mieście przez siły irackie i wycofanie sił koalicyjnych.
Wczoraj premier Iraku Ijad Alawi zarządził zawieszenie broni w Nadżafie. Potwierdza to wcześniejsze informacje z Nadżafu, że rozejm w tym mieście będzie obowiązywał z chwilą przybycia ajatollaha al-Sistaniego. Alawi oświadczył w komunikacie, że Sadr wykazał wolę podporządkowania się planowi rozwiązania kryzysu przedstawionemu przez al-Sistaniego. W zamian za dobrowolne opuszczenie świętego meczetu i złożenie broni Alawi obiecał sadrystom amnestię, Sadrowi zaś zagwarantował "bezpieczne przejście", jeśli położy kres rebelii.
Wczoraj doszło w Iraku do kolejnego krwawego zamachu. Prawdopodobnie 74 osoby zginęły, a 376 zostało rannych, gdy co najmniej trzy pociski moździerzowe spadły na wypełniony ludźmi meczet w Kufie niedaleko Nadżafu. Nie wiadomo, kto odpowiada za atak na meczet. W starciach pomiędzy szyitami, chcącymi maszerować do Nadżafu, a iracką Gwardią Narodową, do których następnie doszło na ulicach Kufy, zginęła co najmniej jedna osoba, a wiele doznało obrażeń. Według świadków, gwardia otworzyła ogień do manifestantów, zachowujących się agresywnie i wznoszących okrzyki na cześć Muktady al-Sadra i przeciwko rządowi Ijada Alawiego.
Tymczasem sabotażyści dokonali wczoraj zamachów na 20 rurociągów łączących Rumailę, główne złoże naftowe na południu Iraku, z Berdżasiją koło Basry. Do ataków doszło w samej Berdżasii, 30 kilometrów na południowy zachód od Basry. Dostawy ropy zmalały o jedną trzecią.
JS, PAP, Reuters
Nasz Dziennik 27-08-2004
Autor: DW