Mamy swój styl, charakter i sposób na grę
Treść
Rozmowa z Wojciechem Stawowym, trenerem piłkarzy Cracovii Kraków
W zakończonych niedawno rozgrywkach piłkarskiej ekstraklasy Cracovia zajęła piąte miejsce - świetne, jak na beniaminka. Mimo to niedosytu nie brakowało. Dlaczego?
- Przed sezonem piątą pozycję wzięlibyśmy w ciemno, bardzo byśmy się z niej cieszyli. Nie byłoby również problemu, gdybyśmy szansę na lepszą lokatę stracili wcześniej. Stało się jednak inaczej, do ostatniej kolejki walczyliśmy o czwarte miejsce, które - jak się później okazało - dało prawo gry w europejskich pucharach. I stąd nasze rozczarowanie, tym bardziej że na kwadrans przed końcem ostatniej w sezonie potyczki z Amiką Wronki prowadziliśmy 2:0 i zwycięstwo mieliśmy w kieszeni. A jednak przegraliśmy, czwartą pozycję zajęła Wisła Płock. To nas zabolało, stało się rysą na szkle całego sezonu. Sezonu - mimo to - bardzo udanego. Czas leczy rany - dziś, wraz z upływem dni doceniamy to, co udało nam się osiągnąć. Staramy się zrozumieć, że być może tak miało być, że może na taki sukces było za wcześnie.
Ale - niestety - wielu cały sezon ocenia przez pryzmat meczu z Amiką...
- Zwykle pamięta się ostatnie spotkanie, a w naszym przypadku decydujące o pucharowym niepowodzeniu. I my po nim byliśmy przybici, rozczarowani, zawiedzeni. Teraz mogę jednak powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że cały sezon był dla nas bardzo udany, że Cracovia zrobiła w nim wiele dobrego, że osiągnęliśmy określony poziom jako zespół w całości i jako pojedynczy gracze. Kilku z nich dostało powołania do reprezentacji Polski, graliśmy piłkę różniącą się od wielu ligowych drużyn, to mogło się podobać - słowem, jest wiele plusów.
Teraz czekamy na nowy sezon i zamierzamy walczyć o wysokie cele. Drużyna się nie rozpada, wszystko to, co robiliśmy dotychczas, będzie kontynuowane. Zespół ma pewną markę, musimy tylko zrobić wszystko, by wyciągnąć jak najwięcej wniosków z minionych rozgrywek. Tak, by w nowym sezonie, który na pewno będzie dużo trudniejszy, pokazać się z jeszcze lepszej strony i powalczyć o coś więcej niż o miejsce piąte.
Beniaminek zwykle płaci frycowe, niekiedy bolesne - o czym Cracovia mogła się przekonać - jednak dużo się też uczy. Jaką lekcję wyciągnęli zarówno piłkarze, jak i Pan z całego sezonu?
- Nauczyliśmy się przede wszystkim większego profesjonalizmu w pełnym tego słowa znaczeniu - i to pod każdym względem. Spotkaliśmy się z nową rzeczywistością. Dotychczas ekstraklasę znaliśmy bowiem tylko z telewizji bądź z opowiadań innych, teraz wreszcie mogliśmy się z nią zetknąć bezpośrednio, poznać od kuchni. Zmierzyliśmy się z najlepszymi twarzą w twarz, co było świetną lekcją. A czego się nauczyliśmy? Pokory. Kilka razy zaprezentowaliśmy się świetnie w pojedynkach z drużynami ze ścisłej czołówki, potem przychodziły mecze z teoretycznie dużo słabszymi - np. GKS-em Katowice - w których w fatalnym stylu traciliśmy punkty. Wtedy przekonywaliśmy się, że nigdy nie można chodzić z głową w chmurach, że zawsze trzeba mocno stąpać po ziemi. Mecz z Amiką nauczył nas, że nie zawsze tak szybko i łatwo, jak byśmy tego chcieli, cel się osiąga, choć zdaje się on na wyciągnięcie ręki. W życiu nigdy nie można być zachłannym, chytrym, trzeba umieć z pokorą poczekać na swoje.
Ja, jako trener i warsztatowiec, analizowałem wszystkie mecze Cracovii i mam sporo uwag także pod swoim adresem. Wiem, co muszę w swojej pracy zmienić, by było jeszcze lepiej.
Godne podkreślenia jest to, że Cracovia miała swój zauważalny i wyrazisty styl...
- ...co nas bardzo cieszyło. Nigdy nie kalkulowaliśmy, nie wychodziliśmy z założenia, że skoro jesteśmy beniaminkiem, to musimy się bronić i przyjmować warunki przeciwnika. Nasza postawa nie wzięła się jednak z niczego. Od pewnego czasu pracujemy nad konkretnym systemem gry, wcielamy go w życie niezależnie od tego, czy w trzeciej, drugiej, czy pierwszej lidze. I to z dobrym rezultatem, bo podoba się ludziom, jest zauważalne, przynosi wymierny wynik. Cracovia ma swój styl, charakter, sposób na piłkę.
Zajmując piąte miejsce w lidze, udowodniliście, że po sukcesy można sięgać, nie mając w składzie wielkich gwiazd sprowadzanych za miliony złotych. Większość graczy Cracovii jeszcze niedawno grała przecież w trzeciej bądź nawet czwartej lidze.
- Mam ogromne zaufanie do swoich piłkarzy i darzę ich wielkim szacunkiem. Nigdy też nie biegałem do swojego szefa i nie mówiłem mu, że potrzebuję wielkich wzmocnień, bo tylko w taki sposób zespół może myśleć o sukcesach. Przeciwnie. Buduję tę drużynę systematycznie od kilku lat, jej fundamenty tworzą gracze, którzy są ze mną od dłuższego czasu, nigdy się na nich nie zawiodłem i sądzę, że nie zawiodę się i w przyszłości. Naszą siłą był zatem kolektyw doskonale rozumiejących się ludzi, zgranych ze sobą, posiadających już pewne nawyki, które potrafimy w konkretnych meczach sprzedawać. Automatyzmu w grze nie da się osiągnąć, zmieniając co chwila skład. Ja o to nigdy nie zabiegałem, gdyż wiem, że pracuję z bardzo ambitnymi i uzdolnionymi piłkarzami, którzy jeszcze wiele w piłce osiągną. Arkadiusz Baran, Piotr Giza, Łukasz Skrzyński, Krzysztof Radwański, Paweł Nowak czy Marcin Cabaj wciąż się rozwijają, poznają filozofię gry w ekstraklasie i dopiero pokażą, na co ich naprawdę stać.
Czy to wszystko oznacza, że w trzeciej lidze biega tak wiele talentów, których nikt nie potrafi wyłowić, czy też ekstraklasa jest tak słaba, że nawet gracze z niskich klas mogą odgrywać w niej czołowe role?
- Prawda jest taka, że mamy w Polsce wielu niezwykle uzdolnionych zawodników, grających w niższych klasach. Sztuka polega tylko na tym, żeby ich znaleźć i im zaufać. Często idziemy na łatwiznę, sprowadzając piłkarzy ogranych, ale posiadających głośne nazwiska, bądź z zagranicy, co już jest totalnym nieporozumieniem. Do Polski trafiają bowiem gracze słabi, poziomem nieprzewyższający nawet chłopaków biegających po boiskach drugiej i trzeciej ligi. Paradoksalnie jednak oni szansę otrzymują, robi się na nich interesy, a naszym utalentowanym zawodnikom nikt ręki nie chce podać. W Cracovii przyjęliśmy inną politykę. Mamy bardzo dobrze rozeznany rynek małopolski w niższych klasach rozgrywkowych, na tej podstawie zbudowaliśmy obecną drużynę. I nie jest dziełem przypadku, że w pierwszym sezonie gry w ekstraklasie zajęliśmy tak wysokie miejsce. Gdyby ci chłopcy nie mieli talentu, ambicji, charyzmy, na pewno nie zaszliby tak daleko. To najlepszy dowód, że zdolnych piłkarzy jest wielu, tylko trzeba chcieć poświęcić czas na to, by ich znaleźć. Ten rynek jest naprawdę mało penetrowany.
A poziom naszej ligi cały czas idzie w górę. Teraz do ekstraklasy awansowały trzy zespoły - Bełchatów, Arka Gdynia i Korona Kielce - które reprezentują określoną jakość i mogą odgrywać sporą rolę w rozgrywkach. Już runda wiosenna pokazała, że nie ma w lidze zdecydowanego faworyta, że wiele może się zdarzyć. To dowodzi, że nikt przypadkowy nie może walczyć o czołowe lokaty. Nie zapominam i o tym, że modernizowane są stadiony, wszystkie już posiadają sztuczne oświetlenie, niedługo będą musiały mieć podgrzewane płyty boisk. To jest ważne i oby nie zostało zmarnowane.
Powiedział Pan kiedyś, że wspaniałym akcentem na przypadające w przyszłym roku stulecie Cracovii byłoby mistrzostwo Polski. Czy teraz, gdy wiadomo, że skład drużyny nie zostanie wzmocniony, podtrzymuje Pan te słowa?
- Mówiąc o jubileuszu klubu i marzeniach o walce o tytuł, nie warunkowałem tego wielkimi transferami. Przeciwnie. Opierałem się na tym, co mam, na szacunku i zaufaniu do piłkarzy, których prowadzę obecnie. Twierdzę, że ten zespół jest w stanie w sposób zdecydowany włączyć się do rywalizacji o mistrzostwo. Już teraz byliśmy blisko europejskich pucharów, nie sądzę, byśmy mieli cofać się w rozwoju.
Dlatego stawiam przed nami taki, a nie inny cel. W roku stulecia Cracovii wręcz nie wypada nie walczyć o najwyższe laury.
"Nasz Dziennik" 2005-06-24
Autor: ab