Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Mamy już dość!

Treść

Ogólnopolski Komitet Protestacyjny Rybaków zapowiada protest w związku z ciągłym opóźnianiem przez rząd wypłat rekompensat za zamknięcie łowisk dorszy. Rybacy domagają się od rządu także zajęcia stanowiska wobec zbyt restrykcyjnej polityki Unii Europejskiej, która twierdzi, że Polacy wyczerpali już swój tegoroczny limit połowowy i dlatego wprowadziła zakaz połowów. Tymczasem Centrum Monitoringu Rybołówstwa w Gdyni uważa, że nasza kwota połowowa dorszy została wyczerpana w tym roku jedynie w 72 procentach. Protest, który odbędzie się dzisiaj, będzie polegał na blokadzie w trzech miejscach drogi krajowej nr 6 (Szczecin - Słupsk - Koszalin - Pruszcz Gdański) w miejscowościach: Kębłowo, Biesiekierz i Redzikowo. Akcja będzie trwała między godz. 11.00 a 12.00. Nie wiadomo jeszcze, ilu dokładnie rybaków będzie w nim uczestniczyć. - Spodziewamy się dużego poparcia. O proteście zostały już powiadomione wszystkie porty rybackie - przekonuje Grzegorz Szomborg, szef Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego Rybaków. Rybacy są w trudnej sytuacji, gdyż KE nałożyła na nich sankcje za rzekome przełowienia dorszy w ubiegłym roku. Już w tym roku Bruksela obcięła nam limit o prawie 800 ton. Przez następne trzy lata będzie on sukcesywnie zmniejszany o 2,4 tys. ton. Bruksela wprawdzie podwyższyła kwoty połowowe na 2009 r. o 15 proc., ale zdaniem rybaków nie poprawi to sytuacji polskiej floty. - Jest niby więcej tej kwoty dorszowej, ale przecież musimy przez najbliższe trzy lata oddawać kwoty za rzekome przełowienie dorsza w ubiegłym roku - mówią rybacy. Właściciele kutrów twierdzą, że wprowadzony 1 października zakaz połowów dorszy jest niepotrzebny. Okazuje się bowiem, że według danych Centrum Monitoringu Rybołówstwa w Gdyni kwota połowowa dorszy na ten rok została wyczerpana jedynie w 72 procentach. Niecałe 30 procent ryby można byłoby więc łowić jeszcze przez prawie dwa miesiące. Tymczasem rybacy nie mogą tego robić i tracą przez to ogromne pieniądze. W dodatku rząd nie wywiązał się z obietnic wypłaty rekompensat za okres tegorocznych przestojów kutrów. Jak poinformował nas departament rybołówstwa w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, rekompensaty zostały wypłacone rybakom jedynie za rok ubiegły, a tegoroczne opóźnienia resort tłumaczy brakiem zgody Komisji Europejskiej na uruchomienie programu operacyjnego dla rybołówstwa, chociaż odpowiednie dokumenty wysłano do Brukseli przed trzema miesiącami. Ponadto potrzebne jest uchwalenie przez parlament ustawy o Europejskim Funduszu Rybackim, która niestety nie została dotąd opracowana. Ministerstwo przekonuje jednak, że prace nad projektem trwają i niebawem dokument zostanie wysłany do uzgodnień społecznych. Kwoty rekompensat będą różne: od 20 do 50 tys. zł na jednostkę rybacką, i będą zależały od wielkości kutra oraz od tego, czy armator łowi we wschodniej lub zachodniej części Bałtyku. Kutrom łowiącym na wschodnich wodach przysługuje kwota za 44 dni przestoju, natomiast kutrom łowiących na wodach zachodnich - za 25 dni. W sumie rekompensaty mają być wypłacone dla około 400 kutrów. W zapewnienia resortu rybacy nie wierzą. - Rząd obiecywał jak najszybszą wypłatę rekompensat z rezerwy budżetowej. Ciągle słyszymy, że się starają, że pracują i podpisują kolejne umowy. Żadne działania nie idą jednak do przodu, to tylko werbalne zapewnienia - przekonuje Szomborg. - Przecież według wszelkich danych nie przekroczyliśmy kwot połowowych. Nie mamy żadnych rekompensat za przestoje, więc z czego mamy żyć? W ubiegłym roku kutry nie wypływały na dorsze przez siedem miesięcy, w tym roku sytuacja się powtórzy. Jak długo można wyżyć z pracy trwającej tylko pięć miesięcy? - pyta Szomborg. Rybacy są zdeterminowani i deklarują zaskarżenie rozporządzenia KE o zakazie połowów do trybunału w Strasburgu. Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich, podkreśla, że skoro kwoty połowowe nie zostały przekroczone, to dorsz nie musi być dodatkowo chroniony. Ponadto Polacy wskazują, że inne kraje nie przejmują się limitami. Przykładem może być Finlandia, która ma limit połowowy w wysokości 1 tys. ton. Tymczasem tylko jeden z fińskich kutrów w okresie od 1 stycznia do 30 czerwca br. złowił ponad 325 ton dorszy i rozładował je w naszych portach. Warto jednak przy tym podkreślić, że, jak potwierdza resort rolnictwa, ilość kontroli przeprowadzona w polskich obszarach morskich przez inspektorów Komisji Europejskiej jest nieporównywalnie większa od liczby kontroli przeprowadzonych w innych państwach nadbałtyckich. Anna Ambroziak "Nasz Dziennik" 2008-11-04

Autor: wa