Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Mamy do czynienia z latami zaniedbań w policji

Treść

Z Januszem Kaczmarkiem, ministrem spraw wewnętrznych i administracji, rozmawia Wojciech Wybranowski

Panie Ministrze, mówił Pan niedawno, że istnieje możliwość pozyskania z funduszy UE dodatkowych środków na rozwój polskiej policji i zwiększenie bezpieczeństwa.
- Tak, w ramach środków Unii Europejskiej jest 7. program ramowy dotyczący bezpieczeństwa. Program, którego istotą jest sięgnięcie do 53 mld euro pozwalających na sfinansowanie różnego rodzaju produktów polskiej nauki. Otóż w Polsce istnieje tzw. Platforma Bezpieczeństwa Wewnętrznego - grupa składająca się z naukowców, instytucji o charakterze naukowym, sędziów, prokuratorów, funkcjonariuszy policji. Miałem okazję widzieć opracowane, przygotowane przez nich produkty naszej polskiej myśli naukowej - takie jak chociażby samolot bezzałogowy, który pozwala śledzić przestępców, czy program komputerowy, który przy przesłuchaniu podejrzanego nagrywa rozmowę w wersji audio, a jednocześnie w tym samym czasie zapis rozmowy jest drukowany na papierze. Są to narzędzia mogące być wykorzystywane przez praktyków, a które są tworem polskich naukowców. Kolejny taki program, który miałem okazję obserwować, to program, dzięki któremu można zrekonstruować całą twarz człowieka na podstawie tylko niewielkiego fragmentu twarzy danej osoby. I jeżeli taka grupa wystąpi do UE z poparciem rządu o pieniądze na zrealizowanie tych projektów naukowych, podkreślam - mogących być skutecznie wykorzystanymi w ramach poprawy bezpieczeństwa - i znajdzie uzasadnienie i zrozumienie w strukturach unijnych, to wówczas te pieniądze będzie można przekazać na realizację polskich przedsięwzięć. Z możliwości pozyskania tych środków warto skorzystać, będą się też o nie zwracały inne kraje. Pamiętajmy jednak, że dzisiaj, w dobie rozwijającej się przestępczości zorganizowanej, w dobie terroryzmu i przestępczości transgranicznej czy też w końcu w dobie przestępczości w cyberprzestrzeni, tak naprawdę granice nie mają już znaczenia, a ta przestępczość jest ogólnoświatowa. Do zwalczania tego rodzaju grup kryminalnych potrzebne są odpowiednie instrumenty naukowe, wysokiej techniki czy informatyki.

Mówi się o złej sytuacji polskiej policji, często krytykuje się funkcjonariuszy, a jednak ostatnie tygodnie to zdecydowane sukcesy: rozbicie gangu mokotowskiego, ujęcie "młodzieżówki" Wołomina... Mówiąc kolokwialnie - coś drgnęło?
- To prawda, ja nie ukrywam, że policja pokazuje swoją skuteczność - i to zarówno piony kryminalne, jak i Centralne Biuro Śledcze. Ale to nie koniec. Mamy również pewien pomysł na jeszcze dalej idące sukcesy i na to, by w Polsce było bezpieczniej. Wprowadzamy obecnie program "Małe miasteczko". Jego istotą jest dokonanie oceny, które miejscowości na mapie Polski są zagrożone przestępczością w takim znaczeniu, że na tym terenie funkcjonuje pewnego rodzaju klika. Miejscowości, gdzie ludzie mogą czuć się zagrożeni, bo jest jakaś nieformalna grupa, która tą miejscowością zawładnęła i jeszcze jest w jakiś sposób powiązana z lokalną policją. Będziemy dokonywać oceny tego rodzaju stanu i jeśli okaże się, że mamy do czynienia z takimi miejscowościami - a doświadczenie pokazuje, że tak jest - to wówczas najpierw dokonamy operacyjnego rozpoznania, a następnie będą prowadzone procesowe działania policji, która na ten teren będzie wchodziła z innych miejscowości. Chcemy stworzyć poczucie bezpieczeństwa zwykłym mieszkańcom i rozbić kliki przestępcze, które są w małych miejscowościach, a niejednokrotnie lokalne siły nie są w stanie przebić się przez tę "klinowatość" bądź - co również się zdarza - są w jakiś sposób uzależnione od tych osób. Pierwszą taką akcję przeprowadziliśmy w Ciechanowie, gdzie 250 funkcjonariuszy weszło jednocześnie i rozbiło grupę, która zajmowała się wszystkim: handlem narkotykami, kradzieżami, rozbojami, całą tą sferą przestępczości dokuczliwej, ale nie w skali ogólnopolskiej czy międzynarodowej, lecz właśnie lokalnej.

Mówiąc o lokalnych klikach, nie sposób nie wspomnieć o problemie przenikania grup przestępczych do prokuratur, policji, sądów. Według Pana, to obecnie poważny problem?
- Można powiedzieć: i tak, i nie. Nie jest to w żaden sposób masowe zjawisko, natomiast każdy taki przypadek, który się pojawia, źle świadczy o danej instytucji. Zwróćmy chociażby uwagę na ostatnie działania CBŚ, które w ciągu kilku dni dwukrotnie zatrzymuje tę samą osobę. Chodzi mi tutaj o warszawskiego prokuratora podejrzewanego o wręczanie korzyści majątkowej. I co się dzieje? Kiedy po operacji specjalnej CBŚ zatrzymuje tego prokuratora, to zaledwie po dwóch dniach wychodzi on na wolność. Nie może zostać aresztowany, bo chroni go immunitet prokuratorski. Moim zdaniem, te przepisy są chybione. Tu od razu muszę dodać, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro będzie chciał zmienić przepisy w zakresie ochrony immunitetem, tak by takie sytuacje się nie powtarzały. Ale wracając do meritum, ów zwolniony przez sąd prokurator po upływie kilku dni wręcza kolejną korzyść majątkową po to, by w tym przypadku uchronić się od sprawy, która już jest prowadzona przeciwko niemu. To świadczy o patologii i rzuca cień na daną instytucję, ale w żaden sposób nie przekłada się na wszystkich, bo przecież przy tej sprawie pracowali uczciwi policjanci i uczciwi prokuratorzy, którzy zatrzymali tę czarną owcę.

Można odnieść wrażenie, że pewnego rodzaju porządki, przez niektórych określane mianem "czystek", jakich Pan czy minister Ziobro dokonują w organach ścigania lub wymiarze sprawiedliwości, budzą obawy niektórych środowisk. W mediach pojawiają się publikacje krytycznie oceniające takie działania, publikacje w samym środowisku dziennikarskim nierzadko określane mianem "inspirowanych", dotyczące choćby sprawy oczyszczalni ścieków w Białymstoku, zdymisjonowania prokuratorów np. we Wrocławiu czy lokalnych prominentów policji w innych miastach i miasteczkach.
- Oczywiście, dzisiaj mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie fakty są w jakiś sposób przedstawiane zupełnie odmiennie - mimo oczywistych dokumentów potwierdzających nasze tezy. Uważam, że najważniejsze jest nie opierać się na tym, co kto mówi, bo słowo jest ulotne, może być kłamliwe czy chybione, ale trzeba sięgnąć do dokumentów. I w przypadku każdej z tych spraw, które pan wymienił w swoim pytaniu, trzeba pokazać takie dokumenty. Niech każdy sobie oceni sytuację nie w oparciu o słowa, ale o dokumenty i ich rzetelną analizę.

Ostatnie dni to sprawa komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego. Krytykując Kornatowskiego, poseł Rokita powołuje się na sprawę sprzed 20 lat i raport "Komisji Rokity", tej samej, która zdaniem rodzin osób zamordowanych w stanie wojennym nic nie zrobiła, by doprowadzić do ukarania sprawców zbrodni komunistycznych. Analizowałem ten raport i mam wrażenie, że stawiane obecnie panu Kornatowskiemu zarzuty są naciągane i przygotowane w celu zdyskredytowania niewygodnego dla kogoś szefa policji...
- Oczywiście! Panie redaktorze, jest to ze wszech miar przedziwne! Sprawa ta była przedmiotem analizy w 1992 r. i wówczas nikt nie mówił, że pan Konrad Kornatowski, który był zatrudniony w organach prokuratury, dopuścił się jakiegoś błędu. Uznano wówczas podjęte przez niego decyzje za trafne. Taka była ocena departamentu prokuratury w Ministerstwie Sprawiedliwości w 1992 r., za czasów ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Dyki. W tymże 1992 r. pan prokurator Kornatowski był nagradzany przez ówczesnego ministra sprawiedliwości i nikomu nie przeszkadzało, że był w raporcie. Pan Konrad Kornatowski w czasie swojej pracy zajmował różne stanowiska, był nagradzany przez kolejnych ministrów i też nikomu nie przeszkadzało, że znajduje się na "liście Rokity". Natomiast zaczęło to komuś przeszkadzać, kiedy został komendantem głównym policji. Mam wrażenie, jak gdyby dopiero teraz ten moment zelektryzował niektórych i postanowili wykorzystać tę sytuację, by spróbować zdyskredytować komendanta Kornatowskiego. Powołałem jednak komisję, która ma zadanie ponownie zająć się sprawą i zbadać ją na podstawie dokumentów.

Panie Ministrze, to już ostatnie pytanie: jakie - Pana zdaniem - są dziś największe problemy i bolączki ludzi pracujących w policji i czy jest szansa na ich rozwiązanie?
- W dniu, w którym rozmawiamy, jestem chyba jednym z nielicznych ministrów spraw wewnętrznych i administracji, którzy postanowili w Poznaniu spotkać się ze zwykłymi policjantami, tymi, którzy chodzą po ulicach, prowadzą bezpośrednie postępowania, zajmują się prewencją, służbą kryminalną i całą sferą działalności policyjnej. Poprosiłem o spotkanie ze zwykłymi policjantami po to, by wysłuchać ich bolączek. Prosiłem, żeby to spotkanie odbyło się bez udziału kadry kierowniczej. Jakie są największe bolączki policjantów? Od bardzo prostych, prozaicznych, po takie, które można określić mianem systemowych. Musimy mieć świadomość, że mamy do czynienia z latami zaniedbań w policji. Latami, które sięgają bardzo daleko wstecz. Za pośrednictwem "Naszego Dziennika" chciałbym przekazać pewne przesłanie do byłych szefów MSWiA - żeby może mniej krytykowali moje poczynania, a bardziej radzili, w czym można jeszcze pomóc. Do tej pory bowiem nikt nie zaradził bolączkom polskich policjantów sprzed wielu lat, a teraz jest szansa, żeby to zrobić. Po pierwsze - zaniedbania finansowe. Te wysuwają się na pierwszy plan. Ale polscy policjanci nie myślą tylko o finansach, o swoich zarobkach, myślą też o swoim wyposażeniu. Jeśli dzisiaj w Poznaniu ci funkcjonariusze pokazywali mi, że mają na swoim wyposażeniu - a są na służbie i idą wieczorem w teren - pistolety z 1965 czy 1967 r., jeżeli mówią, że problemem jest ubiór, jeżeli mówią, że jeżdżą samochodami, które są z początku lat 90., a jest to jeden z lepszych garnizonów w kraju - to muszę przyznać, że są to olbrzymie problemy. Nie od razu do naprawienia, ale pokazuje to niestety, że dużo jest w tym temacie do zrobienia. Mam zamiar przeznaczyć olbrzymią część pieniędzy na wyposażenie policjantów, na przyspieszenie przetargów w tym zakresie i po prostu chcę rozmawiać z ludźmi w terenie, rozmawiać w sposób bezpośredni, bez udziału ich przełożonych. I wsłuchiwać się w ich słowa, by podejmować trafne decyzje.

Dziękuję za rozmowę.

Chcemy stworzyć poczucie bezpieczeństwa zwykłym mieszkańcom i rozbić kliki przestępcze, które są w małych miejscowościach, a niejednokrotnie lokalne siły nie są w stanie przebić się przez tę "klinowatość" bądź - co również się zdarza - są w jakiś sposób uzależnione od tych osób.

Mam zamiar przeznaczyć olbrzymią część pieniędzy na wyposażenie policjantów, na przyspieszenie przetargów w tym zakresie i po prostu chcę rozmawiać z ludźmi w terenie, rozmawiać w sposób bezpośredni, bez udziału ich przełożonych. I wsłuchiwać się w ich słowa, by podejmować trafne decyzje.

"Nasz Dziennik" 2007-03-31

Autor: wa