Małysza pogoń za Jacobsenem
Treść
Czy Adam Małysz zdoła odrobić stratę do Norwega Andersa Jacobsena i po raz czwarty w karierze sięgnie po Kryształową Kulę? Część odpowiedzi na to pytanie poznany w fińskim Lahti, gdzie dziś i jutro odbędą się pierwsze po mistrzostwach świata w Sapporo konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich.
Na razie Małysz traci do lidera 234 punkty. Bardzo dużo. Przed nim jest jeszcze Austriak Gregor Schlierenzauer, który jednak wyprzedza Polaka jedynie o 62 "oczka". Tę stratę łatwo zniwelować, pierwszą już nie. Do zakończenia sezonu pozostało bowiem zaledwie siedem konkursów indywidualnych (w tym jeden w Lahti, dziś odbędzie się konkurs drużynowy). Do zdobycia jest zatem 700 punktów, sporo. Ale nawet pełna pula, czyli siedem triumfów naszego mistrza, może nie zapewnić mu końcowego sukcesu. Małysz musi bowiem liczyć jednocześnie na kiepską formę Jacobsena. Tylko jeśli Norweg będzie skakał słabo i zajmował odległe lokaty, Polak zrealizuje swój cel. Czy to realne?
Na mistrzostwach w Sapporo Jacobsen spisywał się fatalnie. Najważniejsza impreza sezonu najwyraźniej go przerosła, nie potrafił poradzić sobie z presją i oczekiwaniami. Skakał źle i to była niespodzianka. Prowadzący Norwegów fiński trener Mika Kojonkoski jest jednak przekonany, iż jego podopieczny najgorsze ma już za sobą. Mistrzostwa się zakończyły, są przeszłością, teraz przed Jacobsenem kolejne wyzwania. Na pewno łatwiejsze. Kojonkoski wierzy, iż ten skoczek jutro stanie na podium.
Małysz jest jednak dobrej myśli. Jacobsenem sobie głowy nie zaprząta, chce tylko daleko skakać i robić swoje jak najlepiej. - Szansa na Puchar Świata jest i mocno wierzę, że może mi się udać. Będę walczył - zapowiada nasz znakomity skoczek. Pełen optymizmu jest również trener Hannu Lepistoe.
W Lahti odbędzie się pierwszy konkurs Turnieju Skandynawskiego. We wtorek zawodnicy będą rywalizować w Kuopio, następnie przeniosą się do Norwegii, gdzie powalczą w Lillehammer (16 marca) i Oslo-Holmenkollen (18 marca).
Rekordzistą obiektu w Lahti jest Austriak Andreas Widhoelzl, który poszybował tu 135,5 m.
Piotr Skrobisz
żródło: "Nasz Dziennik" 2007-03-10
Autor: mj