Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Małysz - bez błysku, medalu i trenera

Treść

Adam Małysz wyjedzie z Turynu bez medalu. W sobotę w konkursie na dużej olimpijskiej skoczni nie zdołał podjąć walki z najlepszymi. Trudno spodziewać się, by ta sztuka udała się naszym reprezentantom w dzisiejszym konkursie drużynowym. Zawodnik jest podłamany, zastanawia się, co dalej, wkrótce z naszą kadrą pożegna się austriacki trener Heinz Kuttin. Nie powiódł się bieg na dochodzenie polskim biatlonistom, na ćwierćfinale zmagania w short tracku zakończył Dariusz Kulesza. Przyzwoity występ zaliczył jedynie panczenista Konrad Niedźwiedzki. Polacy na arenach 20. Zimowych Igrzysk Olimpijskich zawodzą. To smutne. Pozostaje nam cieszyć się sukcesami innych, np. austriackich skoczków, którzy stoczyli zapierający dech w piersiach pojedynek o złoty medal.

Popis Austriaków, Małysz daleko od podium
W sobotę Adam Małysz stanął przed ostatnią w karierze szansą zdobycia złotego medalu olimpijskiego. Nadzieje, rozbudzone zapewne na wyrost po niedawnym konkursie na zwykłej skoczni, zostały jednak brutalnie rozwiane. Już treningi i kwalifikacja na dużym obiekcie w Pragelato wskazywały, że z formą trzykrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli nie jest najlepiej. Mimo to on sam, a my wraz z nim, wierzył, że w samym konkursie może być inaczej. Że przypomni sobie najlepsze lata, odzyska błysk. Była to po trosze wiara wbrew zdrowemu rozsądkowi, szybko zweryfikowana. Po pierwszej serii zmagań już było bowiem wiadomo, że tego dnia pan Adam nie będzie się liczył w walce o najwyższe cele. Skoczył tylko 123 m, bez pasji, przeciętnie, a co gorsza - dużo bliżej od najlepszych. Gdy wylądował, zrezygnowany spuścił głowę, bo zdawał sobie sprawę z tego, że stracił szansę nie tylko na złoto, ale i jakikolwiek medal. W drugiej serii było podobnie, a nawet gorzej. Bo choć poprawił się o pół metra, spadł z dziesiątej na czternastą pozycję. Rywale szybowali ładniej i dalej. Po konkursie Małysz był podłamany. - Myślałem, że jestem w dobrej formie, ale skakałem słabo. Zabrakło mi błysku, bez niego nic nie da się zrobić. Już na rozbiegu nie czułem, że mogę polecieć daleko. Pociesza mnie tylko fakt, że postawiłem wszystko na jedną kartę, że do końca walczyłem o jak najlepszy wynik. Nie udało się...
Co teraz? Jaka będzie przyszłość Małysza, jego trenera Heinza Kuttina? Sam zawodnik ma nadzieję, że jeszcze zdoła powrócić do czołówki, że jutro będzie lepsze, ale nie ukrywa, że się go nieco obawia. Przyznaje, że przyszłoroczne mistrzostwa świata w Sapporo są dlań motywacją, ale z drugiej strony podkreśla, że nie interesuje go walka o miejsca w trzeciej dziesiątce. Oby nie był do niej zmuszony, bo wówczas chyba pożegna się ze sportem...
Miejmy też nadzieję, że bodźcem dla naszego mistrza będzie także nowy trener kadry. Dziś już wiadomo, że Heinz Kuttin pozostanie szkoleniowcem reprezentacji najwyżej do końca kwietnia, gdyż wówczas wygasa jego kontrakt. Żadna ze stron - to jest Austriak i Polski Związek Narciarski - nie jest zainteresowana jego przedłużeniem.
A w sobotę w Pragelato prawdziwe show urządzili rodacy Kuttina, którzy zdominowali konkurs. Thomas Morgenstern i Andreas Kofler stoczyli pojedynek, który wpisze się do kronik zimowych igrzysk jako jeden z najwspanialszych i najpiękniejszych. Podnieśli rywalom poprzeczkę na nieosiągalny dla nich poziom, nokautując ich w rzadko spotykany sposób. Już w pierwszej serii poszybowali dużo dalej od wszystkich (134 m Kofler, 133 - Morgenstern), zdobywając dużą i bezpieczną przewagę. Wszyscy zastanawiali się jednak, czy w drugiej ją utrzymają, czy nie ulegną presji. Utrzymali, ba - obaj skoczyli wręcz fenomenalnie! Najpierw Morgenstern w rewelacyjnym stylu osiągnął 140 m, chwilę po nim Kofler jedynie pół metra mniej, ale w gorszym stylu. Rozpoczęło się nerwowe liczenie punktów, po ich zsumowaniu okazało się, że Morgenstern wyprzedził kolegę z reprezentacji o zaledwie 0,1 punktu. Niesamowite!
W cieniu pojedynku dwóch Austriaków toczyła się walka o najniższe miejsce na podium. Ostatecznie mistrz olimpijski ze średniej skoczni Lars Bystoel pokonał swego rodaka Roara Ljoekelsoeya. O absolutnej dominacji triumfatorów świadczy fakt, że Bystoel stracił do Koflera aż 26,1 punktu!
Klapą zakończył się występ prowadzących w klasyfikacji Pucharu Świata Jakuba Jandy i Janne Ahonena. Czech uplasował się na 10., a Fin na 9. pozycji. Dla nich to klęska. Dodajmy też, że 26. miejsce zajął drugi Polak w konkursie, Kamil Stoch.

Sikora - słabo, ale i tak najlepiej w karierze
Bez sukcesów startowali Polacy w biatlonowych biegach pościgowych. Najpierw na 10 km rywalizowały panie, które przede wszystkim nie miały szczęścia do pogody. W tym czasie padał niezwykle obfity śnieg, który oblepiał narty i ograniczał do minimum widoczność na strzelnicy. Z trzech naszych reprezentantek najlepiej wypadła Magdalena Gwizdoń, która mimo trzech niecelnych strzałów zajęła 21. miejsce. Jeszcze gorzej strzelała Krystyna Pałka. Bezbłędna w biegu na 15 km, tym razem spudłowała aż pięć razy i - jak sama później przyznała - po prostu nie mogła odnaleźć się w panujących warunkach. Zajęła 37. miejsce. Magdalena Nykiel nie ukończyła zawodów.
Wygrała Niemka Kati Wilhelm, która wyprzedziła swą rodaczkę Martinę Glagow oraz Rosjankę Albinę Achatową.
Panowie wyruszyli na trasę 12,5 km biegu kilkanaście minut po paniach i przez ten czas pogoda zmieniła się nie do poznania. Śnieg przestał padać, a zza chmur wyszło słońce. Niewiele jednak zabrakło, aby Polacy - Tomasz Sikora i Wiesław Ziemianin - w ogóle nie pojawili się na starcie (kłopoty w podróży, wiozący ich samochód nie był w stanie wyjechać pod górę...). Przybyli na kwadrans przed przestrzeliwaniem, wyruszyli bez treningu, testowania nart, w nerwach. Mimo pokładanych w nich nadziei (Sikora marzył o czołowej dziesiątce) znów zawiedli. Pan Tomasz tradycyjnie nie popisał się na strzelnicy i ostatecznie minął metę na 18. miejscu. Kiepskim, ale i tak najlepszym w jego olimpijskiej karierze. Ziemianin zajął 30. pozycję.
Triumfował - to niespodzianka - Francuz Vincent Defrasne. Na drugim miejscu uplasował się faworyt, Norweg Ole Einar Bjoerndalen, a na trzecim Niemiec Sven Fischer.

Niedźwiedzki - nieźle, Kulesza i Kałwa - bez szans
Nieźle spisał się w łyżwiarskim biegu na 1000 m Konrad Niedźwiedzki. Polak zajął 13. miejsce, co jest dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę fakt, że w obecnym sezonie na tym dystansie nie startował ani razu - jego koronnym dystansem jest 1500 m. Nasz reprezentant pobiegł w czwartej parze ze słynnym Amerykaninem Chadem Hedrickiem, przegrał, ale obaj zawodnicy uzyskali dobry czas (Polak - 1.09,32 min) i długo znajdowali się na czołowych pozycjach. Dopiero pod koniec zostali zepchnięci na dalsze. Wygrał Amerykanin Shani Davis (1.08,89) przed swym rodakiem Joeyem Cheekiem (1.09,16) i Holendrem Erbenem Wennemarsem (1.09,32).
Na ćwierćfinale 1000 m zmagania w short tracku zakończył Dariusz Kulesza. Polak w swoim biegu natrafił na szalenie wymagających rywali i nie był w stanie podjąć z nimi wyrównanej walki - minął metę jako czwarty, ostatecznie został sklasyfikowany na 11. miejscu. I tak przyzwoitym jak na debiutanta. Triumfowali reprezentanci Korei Południowej - Hyun-Soo Ahn wyprzedził Ho-Suk Lee. Podobnie było zresztą w biegu na 1500 m kobiet, gdzie wygrała Sun-Yu Jin przed Eun-Kyung Choi.
Na trasie alpejskiego supergiganta rywalizował w sobotę Michał Kałwa. Polak nie miał szans w pojedynku z najlepszymi, zajął 45. miejsce, tracąc do zwycięzcy 5,6 s. Startowało 56 zawodników, najsłabszy czas uzyskał Albańczyk Erjon Tol - wyprzedził go m.in. przedostatni na mecie Senegalczyk Leyti Seck. A wygrał legendarny Norweg Kjetil Andre Aamodt, dla którego był to czwarty złoty medal olimpijski w karierze. Jak dotąd taka sztuka nie udała się żadnemu alpejczykowi. Srebrny krążek wywalczył Austriak Hermann Maier (0,13 s straty), a brązowy Szwajcar Ambrosi Hoffmann (0,33 s).
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2006-02-20

Autor: ab