M. Rubio: USA pozostają w NATO, ale domagają się większych wydatków na obronność

Treść
Stany Zjednoczone pozostają w NATO, ale chcą zwiększenia wydatków na obronność. Marco Rubio złożył taką deklarację w trakcie wizyty w Europie. Histerię w tej sprawie uznał za nieuzasadnioną.
Sekretarz stanu USA, Marco Rubio, podczas wizyty w Europie rozwiał spekulacje na temat wyjścia Stanów Zjednoczonych z NATO.
„Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że popiera NATO. Pozostaniemy w NATO” – zaznaczył Marco Rubio.
Stany Zjednoczone chcą silniejszego sojuszu, oczekują zwiększenia wydatków na obronność do 5 proc. PKB.
„Jesteśmy na drodze, realistycznej drodze do tego, aby każdy z członków zobowiązał się i wypełnił obietnicę osiągnięcia do 5 proc. wydatków” – poinformował sekretarz stanu USA.
Marco Rubio tłumaczył, że bezpieczeństwo Europy i świata wymaga realnych zobowiązań, a nie jedynie deklaracji. Jego zdaniem obecna sytuacja geopolityczna wymaga zdecydowanych działań. Wojna na Ukrainie, agresywna polityka Rosji oraz rosnące zagrożenia ze strony Chin, Iranu i Korei Północnej sprawiają, że NATO musi wzmocnić swoje zdolności obronne.
„Siła jest nadal konieczna jako środek odstraszający” – dodał.
Sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, zgodził się ze stwierdzeniem, że wzmacnianie obronności musi być priorytetem. Mówił, że w ubiegłym roku Europa i Kanada zwiększyły wydatki na obronność o 20 proc., a w ciągu ostatniej dekady przeznaczyły dodatkowe 700 miliardów euro na zbrojenia.
„Robimy wszystko w sojuszu, w duchu braku niespodzianek, w duchu współpracy, bycia silnymi sojusznikami. Skupiamy się na głównym zagrożeniu, jakim jest Rosja” – wskazał Mark Rutte.
Z ostrożnością do tych słów podchodzi szefowa unijnej dyplomacji. Kaja Kallas utrzymuje, że kluczowe jest budowanie realnych możliwości obronnych, a nie ścisłe trzymanie się wskaźników.
„Usłyszeliśmy ten apel, chcemy wydawać więcej.(…). Nie skupiałabym się jednak na liczbach, ale na zdolnościach” – zaznaczyła Kaja Kallas.
Polska już teraz przeznacza na wojsko około 4 proc. PKB, a w kolejnych latach chce zbliżyć się do poziomu 5 procent. W cieniu wizyty amerykańskiego sekretarza stanu w Europie powrócił temat Grenlandii. Szef duńskiej dyplomacji wykorzystał okazję, by poruszyć kwestię amerykańskich roszczeń wobec wyspy.
„Widzieliśmy oświadczenia prezydenta USA. Nie możemy tego zaakceptować. I powiedziałem to bardzo, bardzo jasno” – podkreślił Lars Lokke Rasmussen.
Wypowiedzi Donalda Trumpa na temat ewentualnego przejęcia wyspy przez Stany Zjednoczone od dawna budzą sprzeciw w Danii. Departament Stanu USA ograniczył się jednak tylko do krótkiego oświadczenia, w którym podkreślił silne relacje amerykańsko-duńskie oraz wspólne priorytety w zakresie obronności.
TV Trwam News
źródło: radiomaryja.pl, 4 kwietnia 2025
Autor: dj