Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Lustracyjne déja vu

Treść

Obserwatorzy wczorajszej debaty parlamentarnej nad prezydencką nowelizacją ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego mogli mieć poczucie "powrotu do przeszłości". A konkretnie do czerwca 1992 roku, kiedy to rzekomo antykomunistyczni politycy niemal jednogłośnie opowiedzieli się przeciwko powszechnej lustracji. I tym razem było podobnie - popierając nowelizację autorstwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, politycy szermowali populistycznymi hasłami w rodzaju "praw człowieka" i "praworządności". Zaskakującą woltę wykonała LPR, która gwałtownie wycofała się z wcześniejszych "prolustracyjnych zapowiedzi".
Prezydencki projekt zmian w lustracji wróci do sejmowej komisji nadzwyczajnej, która zajmie się kolejnymi zgłoszonymi do niej poprawkami. Nie oznacza to jednak, że lustracja w wersji przyjętej przez Sejm w październiku ubiegłego roku - w formie gwarantującej odtajnienie archiwów SB i ujawnienie konfidentów komunistycznej bezpieki - zacznie od 1 marca obowiązywać w niezmienionej formie. Komisja pracuje w niespotykanym dotąd tempie i najprawdopodobniej już jutro Sejm podejmie decyzję o przyjęciu nowelizacji. A to oznaczać będzie, że lustracja, jaką zaproponuje PiS zgodnie z prezydenckimi poprawkami, niewiele będzie różnić się od obowiązującej obecnie i pociągnie za sobą przewlekłe procesy lustracyjne, praktycznie nieweryfikowalne oświadczenia lustracyjne i zamknięte dla szarego obywatela archiwa SB.
- Prezydencki projekt to powrót do zdrowego rozsądku. Akta esbeckie nie są i nie mogą być traktowane jako jedyne źródło informacji o komunistycznym zniewoleniu. Nie ma i nie będzie zgody prezydenta na automatyczne otwieranie zasobów IPN przez prezesa IPN. Nie ma też zgody na dziką lustrację, która polega na tym, że pokazujemy społeczeństwu akta IPN i mówimy, by to sobie czytali - mówił w Sejmie minister Aleksander Szczygło, szef Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
I tak naprawdę, poza drobnymi zmianami redakcyjnymi, zmiany zaproponowane przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego sprowadzają się do jednego - utajnienia przed obywatelami archiwów IPN. W efekcie to nie weryfikowane przez historyków i naukowców akta bezpieki będą określały stopień i zakres powiązań danej osoby z bezpieką, ale przede wszystkim zeznania esbeków składane w trakcie procesów lustracyjnych... Prezydencka nowelizacja przywraca m.in. oświadczenia lustracyjne, które badałby nowy pion lustracyjny IPN w procedurze karnej. Ich prawdziwość stwierdzałyby sądy okręgowe na wniosek Biura Lustracyjnego IPN. Projekt proponuje ponadto odejście od pojęcia osobowego źródła informacji i rozróżnianie form współpracy z tajnymi służbami PRL.
- Prezydencki projekt likwiduje wiele obaw różnych środowisk co do kształtu lustracji z ustawy z 2006 r. - mówił Jędrzej Jędrych (PiS), rekomendując przyjęcie noweli. Tyle, że takie wątpliwości pojawiały się niemal wyłącznie ze strony środowisk, które w 1992 roku opowiadały się przeciwko lustracji i ujawnieniu nazwisk agentów SB m.in. ze środowisk "Gazety Wyborczej" i "Polityki". W późniejszej rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Jędrych przekonywał, że takie twierdzenie to duże uogólnienie, przyznał jednak, że nie zna nazwisk osób zaproszonych przez Lecha Kaczyńskiego na "konsultacje".
- Jak ten projekt lustracji się nie sprawdzi, to przecież można przygotować inny. Nie zgadzam się, że prezydencka nowela blokuje lustrację. Moim zdaniem, najważniejszą zmianą, jaką wprowadza, jest domniemanie niewinności i umożliwienie obrony dobrego imienia przed sądem. Ustawa w poprzedniej wersji mogłaby zostać zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny - przekonywał poseł Jędrych.

Politycy boją się teczek
O tym, że w grę wchodzi tak naprawdę paniczny wręcz lęk posłów lewicy i prawicy przed otwarciem archiwów SB i umożliwieniem wglądu w te dokumenty obywatelom Rzeczypospolitej, świadczyć mogą wystąpienia przedstawicieli pozostałych klubów. Liga Polskich Rodzin jeszcze we wtorek deklarowała na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej, że złoży weto wobec wprowadzenia do porządku obrad prezydenckiego projektu noweli. Na obietnicach się skończyło. - Prezydencki projekt nowelizacji lustracji nie jest szczytem marzeń LPR, ale niewejście ustawy w życie może doprowadzić do paraliżu lustracyjnego - przekonywał poseł Ligi Robert Strąk.
Krytycznie projekt prezydenckiej nowelizacji ocenili natomiast posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy zaapelowali o przedłużenie prac nad projektem. PO nie podoba się m.in. zakres kategorii, które mają być objęte lustracją. - Klub PO ma szereg zastrzeżeń do projektu, bo nie likwiduje on dawnych wad procesu lustracji, a dodaje nowe - mówił poseł Platformy Paweł Śpiewak. Poprawki do noweli złożył również SLD, który chce utrzymania definicji współpracy ze służbami specjalnymi PRL i dotychczasowego orzecznictwa Sądu Lustracyjnego.
Samoobrona opowiada się za jak najszybszym przyjęciem projektu i proponuje kolejną poprawkę blokującą lustrację - by tylko oryginały akt służb PRL były podstawą ustaleń lustracyjnych. Z kolei PSL poprze prezydencką nowelę, chociaż wcześniej pozytywnie oceniał sejmowy i mający obowiązywać od 1 marca projekt ustawy lustracyjnej. Projekt prezydenckiej noweli trafi teraz pod obrady nadzwyczajnej komisji i najprawdopodobniej już jutro zostanie przyjęty przez Sejm.
Wojciech Wybranowski

Prawda i informacja
Dekomunizacji musi towarzyszyć wprowadzenie w życie zasady jawności oraz odtajnienia wszystkich dokumentów dotyczących historii Polski Ludowej, w tym teczek działających po 1983 roku pracowników i współpracowników peerelowskich służb specjalnych. Prawda o epoce PRL musi być znana. Należy przywrócić społeczeństwu pamięć historyczną zniszczoną czy też zdeformowaną przez 45 lat komunizmu i 16 postkomunizmu.

Polacy mają prawo wiedzieć, kto służył Moskwie, a kto walczył o niepodległą Ojczyznę. Kto był katem, a kto ofiarą.
Źródło: IV Rzeczpospolita - Sprawiedliwość dla wszystkich.Program Prawa i Sprawiedliwości, Wybory 2005
"Nasz Dziennik" 2007-01-25

Autor: wa