Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Londyn nie ustąpi

Treść

Szef brytyjskiej dyplomacji Jack Straw powiedział wczoraj rano w Brukseli, że porozumienie budżetowe Unii na lata 2007-2013 nie może zostać osiągnięte "za wszelką cenę". Zasugerował w ten sposób, że Wielka Brytania najprawdopodobniej podtrzyma przedłożoną 5 grudnia propozycję budżetu Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Nieustępliwość Brytyjczyków niepokoi rządy pozostałych państw UE i jej kierownicze instytucje. Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso w telefonicznej rozmowie z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem poinformował wczoraj o wystosowaniu listu do brytyjskiego premiera z sugestią zwiększenia środków dla 10 nowych krajów UE.
- Pole manewru jest bardzo małe, wszyscy chcielibyśmy osiągnąć porozumienie. Ale nie może ono być osiągnięte za wszelką cenę - powiedział Straw rano dziennikarzom. Podobne zdanie wyraził polski minister ds. europejskich Jarosław Pietras. - Porozumienie jest możliwe, ale nie za wszelką cenę. Ta zasada obowiązuje po obu stronach - powiedział Pietras, który towarzyszył szefowi polskiej dyplomacji Stefanowi Mellerowi na wczorajszym spotkaniu w Brukseli. Pietras przypomniał, że polskim postulatem w negocjacjach jest utrzymanie zasady solidarności, czyli wspierania z unijnego budżetu rozwoju najbiedniejszych regionów w Unii.
Szefowie dyplomacji państw UE spotkali się wczoraj w Brukseli, by przygotować szczyt europejski, który odbędzie się w czwartek i piątek w stolicy Unii Europejskiej. Głównym tematem rozmów był projekt unijnego budżetu na lata 2007-2013. Za sprawą Brytyjczyków spotkanie miało jednak charakter konsultacyjny, ponieważ zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami nie przedstawili oni nowej propozycji budżetu UE na lata 2007-2013.
Brytyjczycy, którzy przewodniczą w tym półroczu pracom Unii i są tym samym zobowiązani do szukania kompromisu w sprawie budżetu, zapowiedzieli, że dopiero przed szczytem unijnym, który rozpocznie się w czwartek, przedstawią nowe propozycje. Zdaniem komentatorów, nastąpi to najprawdopodobniej jutro. - Zastanawiamy się, jak zmienić naszą propozycję tak, by nowe postanowienia, jeśli będą musiały mieć miejsce, zostały ujawnione opinii publicznej w ciągu tego tygodnia - powiedział Straw. W opinii komentatorów, poprzez swoją zwłokę Londyn chce "zmiękczyć" pozostałe państwa UE. Ma temu także służyć zapowiedź dalszych niewielkich cięć w kontrowersyjnym rabacie we wpłatach do unijnego budżetu.
Dziennik "Financial Times" napisał, że premier Wielkiej Brytanii Tony Blair dokona niewielkich cięć rabatu w ramach rewizji pakietu budżetowego UE. Jednak prywatnie przedstawiciele brytyjskich władz mówią, że nadzieje, iż Wielka Brytania zrezygnuje z 14 mld euro w latach 2007-2013, raczej pozostaną płonne.
Przedstawiona 5 grudnia propozycja Londynu została skrytykowana nie tylko przez pozostałe 24 kraje członkowskie, ale także przez Parlament Europejski i Komisję Europejską. Zakłada ona zmniejszenie globalnych wydatków Unii do 846,7 mld euro (wobec 871,6 mld euro proponowanych w czerwcu przez ówczesne luksemburskie przewodnictwo), głównie poprzez cięcia o 14 mld euro dla nowych, najbiedniejszych krajów. Polska - według wyliczeń KE - w propozycji brytyjskiej w stosunku do luksemburskiej traci około 5,5 mld euro, w tym 600 mln w ramach funduszy na rozwój obszarów wiejskich, a resztę w ramach funduszy strukturalnych i spójności. W sumie otrzymałaby z puli na politykę regionalną nieco ponad 56 mld euro, gdy w czerwcu Luksemburg obiecywał 61,6 mld euro.
Współpracownicy Blaira są przekonani, że w sprawie unijnego budżetu najtrudniej będzie porozumieć się z Polską, która według brytyjskiej propozycji może stracić najwięcej. Obawiają się oni także, że nowy budżet zablokuje Francja, bowiem francuski prezydent Jacques Chirac uważa brytyjską propozycję za niesprawiedliwą dla wschodniej Europy. Ich zdaniem, rozstrzygającą rolę jako mediator może odegrać nowa kanclerz Niemiec Angela Merkel, która chce porozumienia, pod warunkiem, że Brytyjczycy zrezygnują z większej części rabatu.
Brytyjskie propozycje budżetowe nie podobają się także Węgrom. Premier tego kraju Ferenc Gyurcsany oświadczył wczoraj, że jego kraj jest gotów zawetować brytyjski projekt budżetu UE na lata 2007-2013, jeśli nie będzie on służył węgierskim interesom. Gyurcsany zapowiedział, występując przed parlamentem, że jedzie do Brukseli walczyć o to, by Węgry znalazły się wśród trzech krajów członkowskich, które dostaną największą pomoc w przeliczeniu na jednego obywatela.
Minister Stefan Meller, który reprezentował Polskę w Brukseli, rozmawiał o brytyjskim projekcie z przedstawicielami państw bałtyckich i nordyckich.
- Nic się nie zmieniło w postawie tych krajów. Są przeciwne propozycji brytyjskiej - powiedział, zaznaczając, że stanowisko to wynika z różnych motywów.
Tymczasem Komisja Europejska podjęła wczoraj decyzję o udzieleniu wsparcia finansowego w wysokości 248 mln euro z Funduszu Spójności UE na projekt oczyszczania ścieków w Warszawie.
Krzysztof Warecki

"Nasz Dziennik" 2005-12-13

Autor: ab