Lippi i Pirlo - oto bohaterowie
Treść
Legendarny Pele, jeden z dwóch najlepszych piłkarzy w historii, nie ma wątpliwości, iż wtorkowy mecz Niemców z Włochami był jak na razie najpiękniejszym widowiskiem tegorocznego mundialu. Z tym zdaniem nie sposób się nie zgodzić - obie drużyny stworzyły niezapomniany spektakl, którego losy rozstrzygnęły się w ostatnich sekundach dogrywki. Wygrali fantastycznie usposobieni Włosi. Załamany Juergen Klinsmann przyznał, że zastanawia się, czy kontynuować przygodę z kadrą. Namawiają go do tego całe Niemcy.
Ależ to był mecz - od 1. do 120. minuty toczony w niesamowitym tempie, pasjonujący, piękny. Obie drużyny rzuciły na szalę wszystko, co mają najlepszego. Zaskoczyli przede wszystkim podopieczni Marcelo Lippiego, którzy od samego początku ruszyli zdecydowanie na rywala i nie odpuścili aż do ostatnich chwil. Dzięki temu wygrali i awansowali do finału.
O Italii w tym mundialu mówiło się różnie. Wywoływała skrajne emocje - od entuzjazmu po świetnym początku i zwycięstwie nad Ghaną, po niepokój i konsternację związane ze słabymi pojedynkami z USA i Australią. Ba, w tym ostatnim meczu podopieczni Lippiego niemal uciekli od stryczka, zdobywając - niezasłużenie - decydującą bramkę w ostatnich sekundach dogrywki. Z rzutu karnego, którego nie było.
Po tym pojedynku włoskie media ostro zaatakowały Lippiego. Zarzucały mu, że po miesiącach dobrej pracy i mądrego prowadzenia drużyny nagle zaczął popełniać błędy zaprzeczające jego dotychczasowej filozofii futbolu. Wystarczyło jednak, by Italia wygrała 3:0 w ćwierćfinale z Ukrainą, i ton całkowicie się zmienił. "Mamy drużynę marzeń" - obwieściły media.
Niemcy z takimi problemami się nie borykali. Owszem, trener Klinsmann złą prasę miał, ale przed mistrzostwami. Podczas nich stał się bohaterem narodowym, nazwano jego imieniem ulicę, a gospodarze kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa, imponując rozmachem i polotem. We wtorek jednak się potknęli. Choć zagrali więcej niż dobrze, w starciu z niesamowitą Italią nie mieli zbyt wielu atutów.
Dlaczego? Bo Włosi mają fantastyczną defensywę, która potrafiła zatrzymać Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego. Bo mają w pomocy Andreę Pirlo, który całkowicie zdominował środek boiska, fantastycznie rozdzielał piłki, potrafił genialnie zwolnić i przyspieszyć kiedy trzeba, i jednym zaskakującym podaniem stworzyć zagrożenie pod niemiecką bramką. Bo mają świetnego trenera, który potrafił wykorzystać umiejętności każdego piłkarza i kazał im grać do przodu, o zwycięstwo i nie kalkulować.
To był klucz do sukcesu. Niektórzy sądzili, że Lippi zastosuje defensywną taktykę opartą na szybkich kontrach nękających rywala raz na jakiś czas. Nic z tego - trener kazał swym piłkarzom od początku ruszyć do przodu i oni atakowali aż do 120. minuty. Dlatego wygrali.
Najbardziej fascynująca we wtorkowym meczu była dogrywka. Podczas gdy wiele drużyn w dodatkowym czasie gry nie ma już sił, cofa się, oczekując serii rzutów karnych, Włosi i Niemcy postawili wszystko na jedną kartę. Zaryzykował przede wszystkim Lippi, który od 74. min wprowadził na boisko trzech (!) ofensywnych graczy. Chciał wygrać, bo wiedział doskonale, że w "jedenastkach" większe szanse mają przeciwnicy. I od pierwszych chwil Włosi zaatakowali, przez 120 sekund gry trafili w słupek i poprzeczkę niemieckiej bramki. Niesamowite! I kiedy wydawało się, że gol nie padnie, w 119. minucie Italia przeprowadziła zabójczą akcję - oczywiście Pirlo kapitalnie zagrał piłkę do świetnego Fabio Grosso, a ten pięknym uderzeniem zdobył prowadzenie. Kilka chwil później załamanych Niemców pogrążył Alessandro del Piero. - Jestem dumny ze swoich piłkarzy, bo zrobili dokładnie to, czego od nich oczekiwałem - skomentował Lippi.
Wspaniały mecz i zasłużone zwycięstwo Włochów. Nie trzeba chyba dodawać, co działo się wieczorem na ulicach Rzymu i innych miast, jak brzmiały tytuły gazet: "Berlin wzięty", "Arogancja i pyszałkowatość Niemców zostały ukarane", "Będziemy mistrzami świata"...
Niemcy oczywiście płaczą. Trener Klinsmann przyznał, że jeszcze nie wie, czy nadal będzie prowadził reprezentację. - Muszę na ten temat porozmawiać z żoną - powiedział. Piłkarze są załamani, z ulic zniknął odświętny nastrój.
Co ciekawe, Franz Beckenbauer, prezydent komitetu organizacyjnego mistrzostw i jeszcze dwa miesiące temu główny oponent Klinsmanna, nie ma wątpliwości, że selekcjoner powinien zostać z kadrą, bo dobrze wykonuje swą pracę.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2006-07-06
Autor: ab