Limitów nie da się znieść
Treść
Z posłem Andrzejem Sośnierzem (PiS), byłym prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia, rozmawia Krzysztof Losz
Minister Ewa Kopacz powiedziała, że od połowy przyszłego roku możliwe będzie zniesienie limitów świadczeń medycznych, za które płaciłby NFZ. Pan przekonywał, iż doprowadzi to do bankructwa systemu. Szefowa resortu ripostowała, że to jeszcze Pan, razem ze Zbigniewem Religą, przygotował nowy projekt kontraktowania usług medycznych, który umożliwia zniesienie limitów...
- To efekt nieporozumienia, które mam nadzieję, że już sobie wyjaśniliśmy. To prawda, iż zaproponowaliśmy nowy system kontraktowania usług medycznych, ale minister zdrowia Ewa Kopacz źle odczytała nasze intencje. Chciałbym podkreślić, że nowe, przez nas proponowane, zasady nie oznaczają zniesienia limitów w kontraktowaniu usług wykonywanych przez szpitale. Limity muszą pozostać.
Dlaczego? Przecież od lat, jeszcze jak istniały kasy chorych, dyrektorzy szpitali, lekarze narzekali i narzekają na limity. Twierdzą, że taki system zmusza ich do odmawiania pomocy chorym, że tworzą się kolejki oczekujących na operacje i inne zabiegi. Gdyby nie było limitów, można by szybko pomóc wszystkim...
- Tylko że wtedy mamy szybkie bankructwo NFZ. Fundusz będzie miał do dyspozycji 40-50 mld złotych. To prawda, że jego dochody rosną, bo poprawia się sytuacja gospodarcza, ale jednak są to i tak ograniczone pieniądze. Limity można by znieść dopiero, gdyby NFZ dysponował nieograniczonymi pieniędzmi, a tak przecież nigdy nie będzie. Gdybyśmy więc znieśli limity, to okazałoby się, że NFZ zapłaci tylko za część faktur, bo na tyle by mu starczyło pieniędzy.
Czyli część szpitali dostałoby pieniądze za swoje usługi, a część ani złotówki?
- Tak, innej możliwości nie ma. Zniesienie limitu ładnie brzmi, ale powoduje nieobliczalne konsekwencje. Ja wiem, że szpitale narzekały i narzekają na limity, ale w każdym, nawet najbogatszym kraju jakieś limity są. Stany Zjednoczone to podawany przez wiele osób przykład dobrze działającej ochrony zdrowia, z ubezpieczeniami prywatnymi, sporymi funduszami. Ale i tam są określone limity wykonywania zwłaszcza najdroższych procedur medycznych. Także w USA są kolejki do transplantacji i innych poważnych operacji, bo i tam zdają sobie sprawę, że ochrona zdrowia jest w stanie wchłonąć każdą ilość pieniędzy. Ciągle przecież wprowadzane są nowe technologie medyczne, leki, sposoby terapii.
To na czym miał polegać nowy system kontraktowania szpitalnych świadczeń medycznych zaproponowany przez Pana i ministra Religę?
- Jest on dość szczegółowy i dla laika skomplikowany, ale w skrócie mogę powiedzieć, że chodzi o to, iż zaproponowaliśmy podzielnie świadczeń medycznych na pewne grupy. Proponowaliśmy też zmianę zasad wyceniania procedur medycznych. Teraz mamy do czynienia z niezdrową sytuacją, gdy szpitale często oszukują NFZ. Do sprawozdań wpisywano najdroższe świadczenia, których nawet nie wykonywano. Pomijano zaś te tańsze. Ale szpital dzięki temu dostawał więcej pieniędzy. Teraz takie oszustwa będą nieopłacalne, bo wykonując nawet mniej płatne procedury, ale w większej ilości, szpital nie będzie na tym tracił. To bardzo ważne nie tylko dla przejrzystości systemu, ale pozwoli w przyszłości uniknąć wielu konfliktów między szpitalami a funduszem.
Uszczelniony zostanie sposób zamawiania i rozliczania usług medycznych wykonywanych przez szpitale?
- Tak, taki jest główny cel zaproponowanych przez PiS rozwiązań. Myśmy chcieli najpierw wprowadzić ten system od początku 2008 roku. Szpitale bały się, że nie zdążą przygotować się do tego. Dlatego czas konsultacji przedłużyliśmy do końca kwietnia. Pani minister Kopacz chce jeszcze to przedłużyć o dwa miesiące. To dobra propozycja, bo mamy więcej czasu na dyskusję. Zmiany są potrzebne i trzeba je wprowadzić, ale powtórzę jeszcze raz: limitów nigdy nie da się znieść.
Mamy nowy spór ze szpitalami. Dwa miesiące temu Pan jako prezes NFZ i Zbigniew Religa, minister zdrowia, podjęliście decyzję o wypłacaniu szpitalom pieniędzy za tzw. nadwykonania. Dla minister to rodzaj kukułczego jaja.
- I to mnie najbardziej dziwi w postępowaniu minister Kopacz. Z jednej strony obiecuje ona w 2008 roku zniesienie wszelkich limitów usług medycznych, a z drugiej nie chce, aby fundusz płacił za nadwykonania. To ogromna niekonsekwencja. Zdecydowaliśmy się na płacenie szpitalom za część nadwykonań, bo nie zawsze jest tak, że wszystkie przypadki wykonywania świadczeń były uzasadnione. I dlatego dogadywaliśmy się ze szpitalami np. na zasadzie: płacimy wam za 90 proc. chorych przyjętych ponad limit, bo co do 10 proc. mamy wątpliwości. Szpital był i z tego zadowolony i szedł na ugodę. My zaś płaciliśmy pieniądze, nie narażając się na procesy sądowe i konieczność uiszczenia nie tylko należności głównej, ale także odsetek. Teraz może być tak, że szpitale pójdą do sądu, uzyskają odszkodowania, bo ich roszczenia są najczęściej uzasadnione, ale już z wysokimi odsetkami. Dlatego zupełnie nie rozumiem tej decyzji minister Kopacz.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-12-10
Autor: wa