Limit na siostry
Treść
W polskich szpitalach brakuje pielęgniarek - alarmują lekarze i samorząd pielęgniarski. Powód? Coraz mniej osób chce się kształcić w tym kierunku. Odstraszają je nadmierne obciążenie obowiązkami oraz niskie zarobki, pensja wynosi zaledwie ok. 800 zł netto. Mimo odczuwanego w zakładach opieki zdrowotnej braku pielęgniarek znalezienie pracy na tym stanowisku jest bardzo trudne, ponieważ zadłużone placówki nie mają pieniędzy na nowe etaty, choć wyraźnie potrzebują sióstr. W opinii pielęgniarek, brak napływu nowej kadry i starzenie się obecnej może spowodować załamanie rynku świadczeń pielęgniarskich już za pięć lat.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, za ubiegły rok w urzędach pracy było zarejestrowanych blisko 16 tys. bezrobotnych pielęgniarek i położnych. Ogólna ich liczba sięga - według Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych - 210 tys. osób.
Pielęgniarki obawiają się, że już za kilka lat w polskiej służbie zdrowia pojawi się zjawisko "dziury pokoleniowej" personelu pielęgniarskiego. - Niedługo nie będziemy mieć w Polsce wystarczającej liczby pielęgniarek. Sygnalizowałyśmy ten problem już od dawna. To żadne zaskoczenie, jak również i to, że na nasze apele rząd w ogóle nie reaguje - usłyszeliśmy od Hanny Gutowskiej z Warszawskiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych. Jej zdaniem, malejąca liczba polskich sióstr jest efektem lekceważenia przez resort zdrowia jednego z rozporządzeń ministra zdrowia obligującego publiczne i niepubliczne ZOZ-y do zatrudnienia takiej liczby sióstr, która gwarantowałaby bezpieczeństwo pacjentów.
- Obecnie pracuje u nas 150 sióstr. To za mało w stosunku do potrzeb. Ale od czasu likwidacji licealnych szkół pielęgniarskich nie napływają do nas żadne nowe oferty - podkreślił Marek Bruzdowicz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Rypinie (woj. kujawsko-pomorskie). Dodał też, że mimo braku personelu dyrekcja nie ma często możliwości zatrudniania nowych osób ze względu na ograniczone środki z Narodowego Funduszu Zdrowia. Tylko w tym roku placówce tej ograniczono i tak już szczupłe środki o prawie 8 proc. Do podjęcia nauki, a potem pracy często zniechęca też niska pensja, niewymierna do trudów i odpowiedzialności, nieprzekraczająca z reguły 800 zł netto.
Brak także perspektyw na znalezienie pracy nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach UE. Okazało się bowiem, że znowelizowana w kwietniu br. ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej, dostosowująca przepisy do standardów UE, przewiduje automatyczne uznawanie tylko dyplomów magisterskich.
Pielęgniarki z dyplomem licencjackim, które ukończyły naukę do 1 maja, będą musiały wylegitymować się 3-letnim - a nie jak do tej pory rocznym - stażem pracy w zakładzie opieki zdrowotnej. Pięcioletni staż zawodowy będzie natomiast obowiązywał absolwentki szkół pomaturalnych. Warunkiem jest także to, by staż odbył się w ciągu ostatnich 7 lat.
Pielęgniarki ze średnim wykształceniem zawodowym (czyli te po liceach medycznych) nie mają na terenie UE uznanego nawet minimalnego wykształcenia zawodowego. Według danych Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych oraz Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, dotyczy to ok. 65 proc. pielęgniarek. Istnieje realne zagrożenie, że grupa tych sióstr będzie mogła liczyć tylko na pracę w charakterze asystentki pielęgniarskiej. Zdaniem Izby, doprowadzi to do degradacji społecznej i zawodowej grupy osób o stosunkowo wysokich kwalifikacjach zawodowych. - Będzie to tylko wysoko wykwalifikowana tania siła robocza na Zachodzie. To degradacja naszego zawodu - podkreśliła Elżbieta Buczkowska, prezes NIPiP.
Największą motywacją do podjęcia pracy w krajach UE będą kwestie finansowe. Według danych Izby, rocznie z Polski wyjeżdża ok. 150 pielęgniarek. - Regiony informują nas, że migracja ta ciągle rośnie. To sytuacja tragiczna przede wszystkim dla naszych pacjentów - oceniła Bożena Banachowicz, przewodnicząca Związku.
Siostry poszukują pracy głównie w takich krajach, jak Irlandia, Niemcy, Norwegia czy Włochy. W tych państwach zarobki kształtują się na kilkakrotnie wyższym poziomie aniżeli pensje polskie. W dodatku nie ma tam chętnych do nauki tego zawodu. Siostry znajdują zatrudnienie przede wszystkim w domach opieki społecznej, do opieki nad ludźmi starszymi.
Legislacyjna fuszerka
Niepokój środowiska pielęgniarskiego budzi też jeden z zapisów znowelizowanej w ubiegłym roku ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej mówiący o konieczności uczestniczenia polskich sióstr w dodatkowych kursach podyplomowych. Tymczasem koszt takiego szkolenia to kwota rzędu kilku tysięcy złotych. Okręgowe izby pielęgniarskie refundują ten wydatek tylko do 70 proc. Resztę opłaca sama pielęgniarka lub jej pracodawca. Zdaniem środowiska pielęgniarskiego, mało prawdopodobne wydaje się jednak, aby większość polskich sióstr podjęła tak kosztowne szkolenia przy zarobkach nieprzekraczających często 800 zł. Ponadto przy stale zwiększającym się bezrobociu nie należy się spodziewać pomocy finansowej ze strony pracodawcy. Izba uważa, że koszty dokształcania powinny być pokrywane w większej części przez budżet państwa. - To Ministerstwo Zdrowia określa, ile chce mieć pielęgniarek. A jeżeli resort zaznacza, ile chce mieć specjalistów w danej dziedzinie, powinien pokrywać koszty tego kształcenia - stwierdziła Buczkowska.
OZZPiP bulwersuje też brak właściwych regulacji co do tego, kto i za ile będzie prowadził te szkolenia. Ustawa przewiduje bowiem, że organizatorami kształcenia podyplomowego mogą być nie tylko medyczne szkoły wyższe, ale też osoby fizyczne i osoby prawne. Zdaniem Związku, regulacje te mogą prowadzić do przejmowania nadzoru nad szkoleniami przez mało wykwalifikowane i nastawione na łatwy zysk prywatne spółki, co z kolei ułatwi rodzenie się mechanizmów korupcjogennych.
Jak do tego doszło
Według NIPiP, zmniejszanie się liczby sióstr jest skutkiem reformy służby zdrowia jeszcze z 1999 r. Chodzi o wprowadzone wówczas zmiany wydłużające m.in. czas kształcenia polskich sióstr do 3 lat po maturze. Wcześniejszy system przewidywał możliwość uzyskania zawodu w czasie 2,5-letnich szkół licealnych, do których rekrutowali się uczniowie kończący podstawówkę.
W ramach przygotowań przedakcesyjnych Polska zobowiązywała się dostosować system kształcenia pielęgniarek i położnych do systemu obowiązującego w Unii Europejskiej. W praktyce polegało to na zniesieniu systemu kształcenia średnich kadr. Już w 1996 r. doszło do przekształcenia pomaturalnych liceów medycznych w publiczne i niepubliczne wyższe szkoły zawodowe. Odtąd podjęcie nauki zawodu stało się możliwe dopiero po zdaniu egzaminu dojrzałości, a więc po ukończeniu szkoły średniej (liceum czy technikum zawodowego).
Poza szkołami wyższymi można było podjąć naukę również na wydziałach pielęgniarskich sytuujących się przy uniwersytetach i akademiach medycznych. Umożliwiało to uzyskanie specjalizacji w obu tych zawodach na drodze licencjatu lub magisterium. Reforma kształcenia kadr pielęgniarskich miała więc zapewnić nie tylko przygotowanie pielęgniarki i położnej do ogólnej opieki nad pacjentem i jego rodziną, ale też dać możliwość dalszego kształcenia podyplomowego.
Rzeczywistość okazała się jednak o wiele trudniejsza. Likwidacja średniej kadry personelu i związane z tym wydłużenie czasu kształcenia spowodowały znaczne braki wśród kadry pielęgniarskiej. Wskutek tego jedna pielęgniarka musi często wykonywać obowiązki, które normalnie przypadałyby na kilka osób. Dochodzi do sytuacji, gdy na 60 pacjentów przypadają tylko 2 pielęgniarki. Do tego dochodzą obowiązki dotąd wykonywane przez tzw. personel pomocniczy. Chodzi tu m.in. o czynności opiekuńczo-pielęgnacyjne takie jak mycie łóżka czy zmiana pościeli chorego, które niegdyś wykonywały salowe. Personel ten został jednak zwolniony w ramach szukania oszczędności przez ZOZ-y. Wypromowały się za to firmy outsittingowe, które sprzątają tylko w określonych godzinach i które nie są zainteresowane tym, co dzieje się z pacjentem, a na co normalnie zwracały uwagę salowe.
Negatywnym aspektem likwidacji liceów medycznych jest również to, że szkoły te działały niemal w każdym większym mieście. Szkoły wyższe czy wydziały pielęgniarskie powstałe przy akademiach medycznych znajdują się często tylko w miastach wojewódzkich, oddalonych od miejsca zamieszkania często o wiele kilometrów. W opinii sióstr, ten na pozór mało istotny aspekt często zniechęca do podjęcia nauki w zawodzie.
- Są to często naprawdę duże odległości. To ogromne utrudnienie, zważywszy na nawał nauki (4,6 tys. godzin zajęć w ciągu 3 lat) i odpowiedzialność zawodu. Nasze koleżanki mają z tym problem, zwłaszcza te, które mają już rodziny - powiedziała nam Maria Jabłońska, pielęgniarka z Okręgowego Szpitala Kolejowego w Lublinie.
Siostry skarżą się też na stale rosnące wymagania ze strony pracodawców oraz na nadmiar obowiązków niezwiązanych stricte z zawodem. Dotyczy to głównie pielęgniarek pracujących w klinikach, od których oprócz opieki nad pacjentem wymaga się też wysokich kwalifikacji administracyjnych.
Lekarze tłumaczą, iż jest to konsekwencja zmniejszania się na oddziałach liczby sióstr, i przyznają, że to rezultat likwidacji liceów medycznych.
Anna Ambroziak
Nasz Dziennik 25-06-2004
Autor: DW