Legenda go przeżyła
Treść
Kazimierz Krajewski, IPN Warszawa Major Zygmunt Szendzielarz - pseudonim "Łupaszka" - to jeden z tych ludzi, o których mówimy zazwyczaj "ostatni leśni" lub "żołnierze wyklęci". Jednak tak naprawdę należałoby nazwać go żołnierzem niezłomnym. Wojenne i powojenne dzieje człowieka, w którego symbolicznej ostatniej drodze dziś uczestniczymy, to dziewięć lat nieprzerwanej walki z obydwoma wrogami wolności Polski: z hitlerowskimi Niemcami i z komunistami, zarówno z Sowietami, jak i z rodzimymi zdrajcami Ojczyzny. Zygmunt Szendzielarz to jeden z tych ludzi, których wielkość wyznacza nie tylko odwaga osobista i poświęcenie, ale przede wszystkim postawa służby i ofiarności wobec własnego państwa i Narodu. Major "Łupaszka" to postać o wymiarze symbolicznym dla całego pokolenia Polski Walczącej, pokolenia akowskiego. Przede wszystkim to wychowanek szkół Polski niepodległej - maturę zdawał w 1929 roku. Nie było i chyba nie będzie równie ofiarnego pokolenia jak to, które wychowały polskie szkoły w dwudziestoleciu międzywojennym. On zaś był jednym z najwybitniejszych jego przedstawicieli. Postać majora i jego działalność bojową charakteryzuje ciągłość walki prowadzonej z wrogami Rzeczypospolitej. Pierwsze strzały oddał w wojnie obronnej 1939 roku, w walkach toczonych z Niemcami - jako dowódca szwadronu 4. pułku Ułanów Zaniemeńskich, zaś ostatnie w bojach z nowym, komunistycznym okupantem - jako dowódca partyzanckiej brygady. Po raz ostatni dowodził w polu w walkach prowadzonych na Podlasiu zimą 1947 roku, a w konspiracji walczył do czerwca 1948 roku. Był bowiem jednym z tych bohaterów Polski Podziemnej, którzy uznali, iż dopóki Polska nie odzyska wolności, nie wypuszczą broni z ręki i nie zakończą raz podjętej walki. W prowadzonej walce Major kierował się żelazną konsekwencją. Nie poszedł do niewoli po zakończeniu bojów wrześniowych w 1939 roku, lecz podjął działalność konspiracyjną. Gdy tylko było to możliwe, wyruszył znów w pole i w Wileńskim Okręgu AK sformował jedną z najlepszych jednostek partyzanckich - 5. Brygadę, zwaną "Brygadą Śmierci". Po rozbrojeniu oddziałów AK przez Sowietów w lipcu 1944 roku nie porzucił pola walki, lecz wraz z najwierniejszymi żołnierzami zameldował się w Białostockim Okręgu AK. Tam odtworzył swą 5. Brygadę Wileńską i znów poprowadził ją przeciw nowemu okupantowi. W wyniku decyzji dowództwa musiał we wrześniu 1945 r. zdemobilizować Brygadę, ale tylko po to, by wiosną 1946 roku powrócić na plac boju - na nowym terenie, na Pomorzu. Gdy zakończył się "pomorski" etap walki, zobaczymy go wśród oddziałów "Młota" na Podlasiu, noszących z jego rozkazu nazwę 6. Brygady Wileńskiej. Nie uciekł z kraju - pozostał w nim do końca - płacąc za to najwyższą cenę. Kolejny wyznacznik postaci Majora to dokonana przez niego trafna ocena systemu komunistycznego. Był jednym z tych wybitnych dowódców Armii Krajowej, którzy bolszewizm zdiagnozowali prawidłowo - jako zło - i nigdy nie weszli z nim w pakty i kompromisy, zdając się na łaskę komunistów. Nic w tym dziwnego, gdyż ze zbrodniczością systemu komunistycznego zetknął się już na Kresach, jeszcze pod okupacją niemiecką, gdy musiał bronić ludności przed ludobójczym terrorem sowieckiej partyzantki. Wiedział, że komunizm to nie jest kwestia jakichś abstrakcyjnych poglądów, ale coś straszliwie realnego. To przeciwnik, z którym się nie paktuje, lecz walczy na śmierć. Nie sposób mówić o Majorze, nie wspomniawszy o nim jako o wybitnym oficerze i jednym z najlepszych dowódców partyzanckich swej epoki. Za świetne dowodzenie szwadronem we wrześniu 1939 roku został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. W partyzantce okresu okupacji niemieckiej dowodził w kilkudziesięciu udanych operacjach bojowych, często o spektakularnym charakterze. W zwycięskiej bitwie pod Worzianami został ranny. Także w działaniach prowadzonych przeciw nowemu wrogowi - reżimowi komunistycznemu - wykazał się najwyższymi zdolnościami organizatorskimi i dowódczymi. Dodajmy, jako żołnierza i dowódcę cechowało go nie tylko ogromne męstwo, ale też odwaga cywilna. Zawsze brał odpowiedzialność za swe decyzje i rozkazy, jakkolwiek by nie były trudne. I tak dochodzimy do cech, które charakteryzowały Majora jako człowieka. Był postacią doprawdy niezwykłą. Dowódcą o charyzmatycznej osobowości, wywierającym wpływ na żołnierzy i współpracowników. Dowódcą zdolnym do poderwania podkomendnych nawet w chwilach upadku sprawy - tak jak było to po zagładzie oddziału "Kmicia" latem 1943 roku czy po katastrofie operacji wileńskiej i rozbrojeniu oddziałów AK przez bolszewików, czy po demobilizacji 5. Brygady we wrześniu 1945 roku. Major na nowo organizował rozbite i rozproszone oddziały i prowadził je do nowych walk i nowych zwycięstw. Wszyscy podkomendni Majora, z którymi miałem okazję się zetknąć, do końca zachowali o nim jak najlepszą pamięć jako o wspaniałym dowódcy i człowieku bez reszty poświęconym sprawie niepodległości. Jak wspominają ci, którzy siedzieli z Majorem w celi śmierci - pożegnał się z towarzyszami po żołniersku i na śmierć poszedł z podniesioną głową. Tak zapamiętali go już na zawsze. Komuniści - wrogowie wolności naszego kraju - chcieli zadać Majorowi i jego żołnierzom nie tylko śmierć fizyczną, ale też śmierć cywilną. Nie tylko zabili ich i pozbawili grobów, zakopując w nieznanych miejscach, ale poprzez swą propagandę starali się zohydzić ich w oczach opinii publicznej. Chcieli wymazać ich ze społecznej pamięci. Czy ten zamiar się powiódł? Z pewnością nie. Major został zamordowany przez komunistów 8 lutego 1951 roku w mokotowskim więzieniu. Ale jeszcze za życia stał się legendą, która go przeżyła. Jeszcze kilka lat po jego śmierci na Podlasiu walczyły ostatnie oddziały noszące dumną nazwę Brygady Wileńskiej i odwołujące się do tradycji partyzantki Majora "Łupaszki". Dla nas, żyjących dziś w wolnej Polsce, Major "Łupaszka" jest jednym z największych bohaterów walki o niepodległość. Wznosimy mu pomniki, takie jak te, które stoją w Siedlcach, w Kiersnowie i innych miejscach. Na temat działalności prowadzonej przez Majora i jego żołnierzy powstają publikacje, książki, rozprawy naukowe. Akordem podsumowującym stosunek współczesnych do postaci majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" stało się nadanie mu przez prezydenta Rzeczypospolitej najwyższego odznaczenia państwowego 11 listopada 2007 roku. Wielki poeta - Zbigniew Herbert - napisał w jednym ze swych wierszy: "Nie dajmy zginąć poległym". Odpowiadamy: "Nie damy!". Chwała Bohaterom! Przemówienie wygłoszone 30 czerwca 2008 r. podczas symbolicznego pogrzebu majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" na Powązkach Wojskowych w Warszawie. "Nasz Dziennik" 2008-07-05
Autor: wa