Larmore we francuskim repertuarze
Treść
Po raz kolejny ożywa galeria bohaterek francuskiej opery romantycznej. Tym razem prezentowanych przez Jennifer Larmore, amerykańską śpiewaczkę, której kariera związana jest z największymi scenami operowymi z nowojorską MET na czele, gdzie debiutowała w 1995 r. partią Rozyny w "Cyruliku Sewilskim" Rossiniego.
Początki jej kariery były związane z Europą. Rozpoczęła w 1986 r. jako Sextus w "Łaskawości Tytusa" W.A. Mozarta w Nicei. Szybko okazało się, że jest znakomitą wykonawczynią partii w operach Belliniego, Rossiniego, Mozarta i Haendla. W 1993 r. nagrała partię tytułowej Carmen w operze Bizeta pod batutą Giuseppe Sinopolego, co spotkało się z wysoką oceną krytyki i publiczności. Równie wysoko oceniono jej album z ariami operowymi Mozarta i Haendla oraz nagrania "Orfeusza i Eurydyki" Glucka, gdzie wystąpiła u boku Dawn Upshaw pod batutą Donalda Runniclesa, oraz "Włoszki w Algierze" Rossiniego.
Jej najnowszy album to typowy recital dobrany pod kątem pełnej prezentacji śpiewaczki dysponującej mezzosopranem o specyficznej ciemnej, niemal altowej barwie i miękkim soczystym brzmieniu. Warunki wokalne podparte dobrą techniką, wyjątkową muzykalnością oraz temperamentem i świetnym wyczuciem charakteru postaci zapewniają wysoki poziom artystyczny jej interpretacjom. Wszystko to można odnaleźć na omawianej płycie. Uwodzicielska moc Dalili zamknięta w arii tytułowej bohaterki "Mon coeur s'ouvre", mieni się wszelkimi odcieniami zmysłowego, a zarazem delikatnego brzmienia jej głosu. W dramatycznej arii "O ma lyre immortelle" z "Sapho" subtelnie wyważa emocje bez popadania w przesadną ekspresję, podobnie jak w arii "Va! Laisse couler mes larmes" z "Werthera". Równie subtelnie brzmi tragiczna aria "Ah! Ah! Je vais mourir" Dydony z "Trojan" Berlioza; tutaj udało się śpiewaczce uchwycić ten szczególny nastrój ogarniających ją wizji i zbliżającej się śmierci. Aria porzuconej Małgorzaty "D'amour l'ardente flamme" z "Potępienia Fausta" Berlioza to okazja do podziwiania wokalnie wyrażonej rezygnacji i goryczy. Jedynie otwierająca album aria Niklasa "Vois sous l'archet fremissant" z "Opowieści Hoffmanna" Offenbacha brzmi zbyt jednostajnie, a wymagająca wirtuozowskiej koloratury aria "O Palermo! O Sicile" z "Zerliny" Aubera śpiewana jest, jak na mój gust, nieco przyciężko. Lekkość, blask i humor odnajdujemy w zamykającej album arii "Je suis Lazuli" z "L'étoile" Chabriera. Słowa uznania za dyskretny i wyważony akompaniament należą się towarzyszącej Larmore Radio Symphonieorchester Wien pod dyrekcją Bertranda de Billy.
Szkoda tylko, że w dołączonym do płyty bukiecie nie znalazło się choćby jedno zdanie o śpiewaczce, co wydaje się dziwną praktyką wydawnictwa.
Adam Czopek
Nasz dziennik 16-01-2004
Autor: DW