Kwalifikacja prawna zbrodni jest niezmienna
Treść
Trwające już 15 lat śledztwo w sprawie zagłady Huty Pieniackiej weszło w fazę ustalania sprawców zbrodni. Wiadomo, że wymordowania według różnych szacunków od 700 do 1500 mieszkańców tej polskiej wsi dokonał złożony z ukraińskich kolaborantów 4. Pułk Policyjny SS Galizien wspomagany przez miejscowych nacjonalistów ukraińskich. Być może ostatnią szansą dotarcia przez śledczych IPN do konkretnych sprawców mordu okaże się kwerenda w ukraińskich archiwach operacyjnym NKWD, analiza materiałów z archiwów niemieckich oraz współpraca z brytyjską Metropolitan Police Service też badającą działalność 14. Dywizji SS Galizien pod kątem ustalenia popełnionych przez tę formację zbrodni wojennych.
Gdy w sobotę, 28 lutego br., prezydenci Polski i Ukrainy oddawali hołd ofiarom mordu polskich mieszkańców Huty Pieniackiej, wielokrotnie podkreślali nazistowski charakter tej zbrodni, co wywołało niedosyt i rozgoryczenie u Kresowian oczekujących nazwania tej zbrodni po imieniu jako ludobójstwa. Tak zresztą definiowana jest ona na stronie internetowej IPN w notatce o prowadzonym śledztwie "w sprawie zbrodni ludobójstwa funkcjonariuszy SS 'Galizien' i nacjonalistów ukraińskich na Polakach w Hucie Pieniackiej". Jednak w informacji przekazanej PAP w dzień 65. rocznicy pacyfikacji Huty Pieniackiej IPN jakby zmodyfikował swoje stanowisko, stwierdzając, że śledztwo prowadzone jest "w sprawie nazistowskiej zbrodni zabójstwa mieszkańców Huty Pieniackiej", co wywołało kolejne wątpliwości. Pytani przez nas prokuratorzy krakowskiej Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zaprzeczają, jakoby w toku śledztwa doszło do zmiany kwalifikacji karnej zbrodni popełnionej w Hucie Pieniackiej z nieulegającego przedawnieniu ludobójstwa na łagodniejszą "zbrodnię zabójstwa".
- Kwalifikacja prawna tej zbrodni jest niezmienna - powiedział nam Piotr Piątek, naczelnik krakowskiej prokuratury IPN. - Przyjmujemy, że zbrodnia w Hucie Pieniackiej od początku do końca była akcją niemiecką, dlatego mówimy tu o zbrodni nazistowskiej. Brał w niej udział oddział SS Galizien złożony głównie z żołnierzy ukraińskich, ale jako jednostka niemiecka. To odróżniało tę zbrodnię od tego, co działo się na Wołyniu - wyjaśniał.
Rzeczywiście w morzu ludobójstwa zaplanowanego i dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich spod znaku OUN-UPA na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, gdzie wymordowano
ok. 120 tys. bezbronnej ludności polskiej z powodu jej przynależności narodowej, zbrodnia w Hucie Pieniackiej stanowiła jeden z nielicznych przypadków, gdy pacyfikacji mordu dokonała umundurowana jednostka niemiecka, choć złożona z ukraińskich kolaborantów.
- Dla celów opisowych używa się odnośnie do wydarzeń z Huty Pieniackiej takich nazw, jak zbrodnia ludobójstwa czy zbrodnia nazistowska, gdyż jedno drugiego nie wyklucza - wskazuje prowadzący od dwóch lat śledztwo prokurator Waldemar Szwiec. - Zbrodnia nazistowska, jako w tym wypadku szersze pojęcie, zawiera również zbrodnię ludobójstwa. I ta zbrodnia przedawnieniu nie ulega. Zresztą możemy się tu również zastanawiać nad istnieniem zbrodni wojennej, bo to nie jest taka prosta sprawa do oceny - dodaje.
Prokurator Szwiec wskazuje, że od początku podstawą śledztwa wszczętego w 1994 r. jeszcze przez Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu pozostaje dekret z 31 sierpnia 1944 r. "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego".
- To jest przepis specjalny do przepisów ogólnych mówiących o zbrodniach wojennych, który nadal pozostaje w mocy i dlatego ta zbrodnia tak została zakwalifikowana - wyjaśnia prokurator Szwiec. - Bardzo rozległe formy działania są objęte tym przepisem i w tej sytuacji ścigani są nie tylko sami bezpośredni zabójcy, ale również udzielający pomocy - dodaje.
Znamy przebieg wydarzeń
Po 15 latach śledztwa, w czasie którego przesłuchano m.in. żyjących mieszkańców Huty Pieniackiej, członków rodzin osób zamordowanych, mieszkańców sąsiednich miejscowości, poddano analizie archiwa, akta stanu cywilnego parafii Pieniaki dotyczące liczby mieszkańców oraz wszelkie dostępne publikacje dotyczące zbrodni w Hucie Pieniackiej, prokuratura IPN uważa, że dysponuje już w miarę wiernie odtworzonym przebiegiem wydarzeń, a także ustaloną w dużej części listą pokrzywdzonych. W śledztwie pozostało w zasadzie do wykonania "zindywidualizowanie zakresu odpowiedzialności", czyli rzecz najtrudniejsza - wytypowanie konkretnych sprawców.
Według IPN, sprawcami zbrodni byli żołnierze 4. Pułku Dywizji SS "Galizien" w liczbie jednego lub dwóch batalionów, przy czym zapewne był to I Batalion, tzw. policyjny, stacjonujący w tamtym czasie w Złoczowie. Jednak zgromadzone do śledztwa i pochodzące z różnych źródeł spisy żołnierzy dywizji mają charakter fragmentaryczny i nie dają pełnej podstawy do przypisania poszczególnych osób do określonych pododdziałów w ramach struktury dywizji, a także ścisłego określenia okresu służby w tych jednostkach. Z zeznań świadków i publikacji naukowych wynika, że formacjom wojskowym towarzyszyli nacjonaliści ukraińscy, w tym zarówno członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii, jak i mieszkańcy okolicznych wsi, których udział określono jako "działania w celu zaboru mienia znajdującego się w pacyfikowanych domostwach".
Zdaniem prokuratora Szwieca, bezpośrednimi sprawcami zbrodni w Hucie Pieniackiej są żołnierze SS Galizien, czyli ukraińscy ochotnicy w służbie niemieckiej.
- Akcja pacyfikacyjna została zaplanowana i przeprowadzona przez 4. Pułk Policyjny SS Galizien, natomiast Ukraińcy spoza tej formacji wojskowej wykonywali funkcje pomocnicze - twierdzi prokurator Szwiec. - Wprawdzie w zeznaniach jest mowa o pojedynczych przypadkach bicia czy strzelania do Polaków przez ukraińskich cywilów, ale ich działania zasadniczo polegały na grabieży domostw opuszczonych przez Polaków. Używając pewnego skrótu myślowego, można przyjąć, że cywilni uczestnicy tego mordu stali niejako w drugim szeregu - dodaje prokurator.
Tylko jeden morderca stanął przed sądem
Jak dotąd za mord w Hucie Pieniackiej odpowiadał przez sądami w Polsce tylko jeden sprawca - Włodzimierz Czerniawskij, dowódca oddziału paramilitarnego składającego się z nacjonalistów ukraińskich działającego również w Hucie Pieniackiej. Wpadł, gdy po podaniu, że jest Polakiem, repatriował się do Polski i tu został rozpoznany przez ocalałych z mordu. W 1950 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał go na karę śmierci. Akta tej sprawy znajdują się w materiałach śledztwa prowadzonego przez krakowską prokuraturę IPN.
Obecnie prokuratura krakowskiego IPN analizuje obszerny niemieckojęzyczny materiał otrzymany z berlińskiego archiwum federalnego w Ludwitzburgu zawierający akta osobowe kadry dowódczej SS Galizien.
- Te badania mają na celu ustalenie niemieckich i ukraińskich dowódców dywizji, którzy w tym czasie byli w tym miejscu i mogli dowodzić pacyfikacją Huty Pieniackiej. Później w celu ustalenia sprawców prokuratura przeanalizuje raporty i przyznawane odznaczenia - wskazuje prokurator Szwiec.
Liczymy na pomoc strony ukraińskiej
Śledczy po raz kolejny zwrócili się też o pomoc do archiwów ukraińskich. Wprawdzie na wcześniejsze wnioski o pomoc prawną uzyskano od Ukraińców odpowiedź, że nie posiadają oni materiałów na temat zbrodni w Hucie Pieniackiej, to jednak ostatnio pojawiła się nadzieja na dotarcie do całkiem nowego źródłowego materiału. Chodzi o sprawę operacyjną prowadzoną przez NKWD jeszcze w latach 40., dotyczącą udziału w zbrodni Ukraińców mieszkających w sąsiedztwie Huty Pieniackiej.
- Zwróciłem się do strony ukraińskiej o specjalną kwerendę w tym zakresie i oczekuję na jej rezultat - zapewnia prokurator.
W ramach śledztwa kontynuowana jest też współpraca ze służbami brytyjskimi w celu ustalenia adresów żyjących jeszcze na Wyspach żołnierzy SS Galizien. W 1947 r. w Anglii po okresie internowania osiedliło się wielu funkcjonariuszy tej formacji. Prokuratura przedstawiła Anglikom listę kilkudziesięciu członków tej formacji podejrzewanych o udział w zbrodni w Hucie Pieniackiej. Sprawa ma charakter poufny, ale IPN otrzymuje od strony angielskiej dane na ten temat. - Sprawa jest trudna, gdyż podane przez nas nazwiska, które pochodzą z relacji świadków, często są poprzekręcane, notowane fonetycznie, co bardzo utrudnia ich identyfikację - wskazuje prokurator Szwiec.
Jak wskazują prokuratorzy z krakowskiego IPN, trudno jest dziś wskazać termin zakończenia śledztwa, gdyż o ile opracowanie materiałów uzyskanych z Niemiec zależy od strony polskiej, o tyle bardzo obiecującą niewiadomą jest wynik kwerend w ukraińskich archiwach operacyjnych NKWD, które mogą rzucić nowe światło na ustalenie sprawców zbrodni w Hucie Pieniackiej.
Adam Kruczek
"Nasz Dziennik" 2009-03-11
Autor: wa