Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kuttin odchodzi i oskarża

Treść

Trener kadry polskich skoczków narciarskich Heinz Kuttin poinformował, że nie przedłuży kończącej się w kwietniu umowy z Polskim Związkiem Narciarskim. - Chciałbym pracować z tymi chłopcami, ale nie z tym zarządem, nie z tym prezesem - stwierdził Austriak. Być może następcą Kuttina zostanie pracujący obecnie z naszą kadrą B jego rodak - Stefan Horngacher.
- Mówię to jasno. Atmosfera w kadrze zaczęła się psuć po Turnieju Czterech Skoczni. Łukasz Kruczek [asystent Kuttina - przyp. red.] popełnił wtedy wielki błąd, rozbił zespół. Cały plan opracował Polo Tajner, który za moimi plecami kontaktował się z fizjologiem Jerzym Żołądziem. Potem Łukasz przeszedł na ich stronę. Wierzyłem Łukaszowi, wierzyłem w to, że idziemy razem w jednym kierunku. Okazało się inaczej - opowiada rozgoryczony austriacki szkoleniowiec. Pytany o przykłady, odpowiada: - Adam Małysz był zmęczony. Pytam: "O co chodzi?". On na to, że nie może tak często skakać. Mówię: "Jechałem 900 kilometrów, żeby zobaczyć kilka twoich skoków, a ty tego dnia akurat nie skaczesz?". Te kontakty za moimi plecami to był nasz największy problem - dodaje Kuttin. Według niego, relacje w ekipie i z działaczami związku były dobre, zanim Apoloniusz Tajner nie objął funkcji kuratora, a później prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. - Nie wiem, co Tajner obiecał Kruczkowi, ale na pewno dawał mu jakieś wskazówki. Łukasz jest w trudnej sytuacji, bo jest pomiędzy mną i Polem. Sam kontakt z profesorem nie był błędem. On naprawdę nam pomógł - przyznaje trener, którego kontrakt z PZN wygasa 30 kwietnia. - Tylko prezes może to zmienić, ale prezes ze mną nie rozmawia, a ja nie rozmawiam z nim. Odejdę po sezonie - zapowiada Austriak.
W powszechnej opinii następcą Kuttina mógłby zostać pracujący obecnie z polską kadrą B jego rodak Stefan Horngacher. Sam Kuttin (obaj panowie są przyjaciółmi) jest jednak przekonamy, że do takiej sytuacji nie dojdzie. - Stefan nie zostaje w Polsce, podobnie jak ja. Nie wiem, kto będzie moim następcą, szkoda mi moich chłopców, bo nadchodzi w polskich skokach nowe pokolenie. Największy problem jest taki, że oni nie dają z siebie wszystkiego. Ja postawiłem jasne warunki, powiedziałem, że kto nie pracuje, ten nie jest w kadrze - kończy Kuttin, który jest zdania, że w przygotowaniach kadry do igrzysk olimpijskich nie popełnił żadnego błędu.
Apoloniusz Tajner nie chce odnieść się do zarzutów Austriaka. - Nie będę komentował słów, których osobiście nie słyszałem. Poza tym Kuttin na pewno wypowiedział je pod wpływem emocji po nieudanym dla jego podopiecznych konkursie. Nie będę się przed tym bronił. Ten atak nie wprawia mnie w stan jakiegoś szczególnego przejęcia. Może gdybym usłyszał to prosto w oczy, zareagowałbym inaczej - mówi. Prezes PZN zgadza się jednak, że sytuacja, w której prezes związku porozumiewa się z trenerem tylko przez pośredników, nie jest normalna. Przyznaje też, że na temat przejęcia pierwszej reprezentacji skoczków rozmawiał z Horngacherem. Nie chce jednak zdradzić szczegółów.
Pisk, PAP

"Nasz Dziennik" 2006-02-20

Autor: ab