Kto wykształci maszynistów?
Treść
W najbliższych dniach zapadnie decyzja w sprawie wyboru dyrektora słynnej warszawskiej kolejówki, czyli dawnego Technikum Kolejowego, przekształconego w ramach reformy szkolnictwa w Zespół Szkół im. inż. Stanisława Wysockiego. Trwa batalia o powołanie szefa placówki w drodze konkursu, co pozwoli na weryfikację kompetencji zawodowych i menedżerskich kandydatów. Kolejówka od ubiegłego roku podjęła na nowo kształcenie w zawodach kolejowych, toteż od jakości kształcenia zależeć będzie bezpieczeństwo pasażerów.
- Mam nadzieję, że dyrektorem zostanie ktoś energiczny, dobrze wykształcony i z sercem do kolejnictwa - mówi Marek Maciejewski, członek stowarzyszenia "Olszynka" zrzeszającego absolwentów szkoły.
Podjęte przez stowarzyszenie przed kilku laty starania o przywrócenie w szkole kształcenia na kierunku kolejowym zostały uwieńczone sukcesem. Klasa kolejowa już działa. Reanimacja kształcenia kolejowego nie przebiega łatwo. Po tym, jak technika kolejowe wyjęto w ramach reformy z resortu transportu i przekazano gminom - doszło do likwidacji praktyk na kolei i zerwania więzi szkoły z PKP, przez co kształcenie na tym kierunku straciło dla uczniów atrakcyjność. Duże znaczenie miała też zła sytuacja finansowa i brak restrukturyzacji samego przedsiębiorstwa PKP. Dzisiaj jednak kolej wraca do łask, zwłaszcza gdy zainteresowały się nią samorządy. Są sygnały na temat potrzeb kadrowych, zwłaszcza w zawodzie maszynisty.
- Udało nam się nawiązać współpracę z PKP Intercity i PKP Polskie Linie Kolejowe w sprawie przyszłego nauczania - mówi Maciejewski. Firmy te obiecały także zająć się promocją szkoły, zresztą we własnym dobrze pojętym interesie. Menedżerowie zdają sobie sprawę, że wieloletnia luka w kształceniu kolejowym objawi się wkrótce brakiem wykwalifikowanych pracowników.
Krótkowzroczność szybko się mści
Przywrócenie kształcenia kolejowego powiodło się stowarzyszeniu mimo pewnej rezerwy ze strony dyrektora placówki. Mrzonki o kształceniu kolejowym długo były niepopularne w sferach urzędniczo-politycznych. O takich szkołach mówiło się "kuźnie bezrobotnych". Była to polityka krótkowzroczna. Dziś w gospodarce rozbrzmiewa lament, że brakuje kadry technicznej.
Kiedy plan przywrócenia klasy kolejowej się powiódł, a w kolejnictwie powiały nowe wiatry, dyrektor, któremu właśnie kończy się kadencja, postanowił znów stanąć na czele szkoły. Ma oczywiście do tego prawo, pod warunkiem, że przystąpi do konkursu i wygra. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że konkurs może się nie odbyć. Biuro Edukacji Miasta Stołecznego Warszawy, które powinno go zorganizować, zastanawia się nad przedłużeniem kadencji obecnego dyrektora. Artykuł 36a ust. 9 ustawy o systemie oświaty pozwala odstąpić od konkursu po zasięgnięciu opinii rady szkoły i rady pedagogicznej w uzgodnieniu z kuratorium oświaty.
Tymczasem przeprowadzenie konkursu wydaje się konieczne, ponieważ tylko w ten sposób można zweryfikować uprawnienia dydaktyczne przyszłego szefa placówki. Szkoła powraca do roli zaplecza kadrowego polskiego kolejnictwa i nie jest obojętne, jak będzie przygotowany ten, kto będzie odpowiadał za kształcenie przyszłych maszynistów czy dyspozytorów ruchu. Dyrektor w takiej szkole musi być nie tylko menedżerem, ale - jeśli wykłada któryś z przedmiotów technicznych (a jako dyrektor ma obowiązek prowadzić jakieś lekcje przedmiotowe) - musi posiadać również tytuł inżyniera. Ten wymóg obowiązuje od ubiegłego roku i ma na celu podniesienie poziomu kształcenia. Problem w tym, że z sygnałów, jakie otrzymaliśmy, wynika, że obecny dyrektor Jerzy Staniszewski inżynierem nie jest (nie używa zresztą tego tytułu w pieczątce), a wykłada elektrotechnikę na poziomie szkoły średniej. Czy ma to tego uprawnienia? To właśnie należałoby sprawdzić w toku postępowania konkursowego. Wszak elektrotechnika to najważniejszy przedmiot zawodowy na kierunku kolejowym. Powinna go wykładać osoba znakomicie przygotowana, tak aby warszawska kolejówka mogła wejść bez zakrętów w nowy etap.
Małgorzata Goss
"Nasz Dziennik" 2007-03-13
Autor: wa