Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kto powie: "sprawdzam"

Treść

Dziś, według zapowiedzi premiera Kazimierza Marcinkiewicza, mają się rozpocząć rozmowy koalicyjne z Samoobroną i PSL. Na dziś przełożono również spotkanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z szefostwem Platformy Obywatelskiej, odwołane wczoraj, bo "Pałac Prezydencki nie jest miejscem gry hazardowej". Wszystko przez Bronisława Komorowskiego, który zapowiedział, że PO powie: "sprawdzam". To tylko pretekst - twierdzi PO, tłumacząc, że PiS dąży do wcześniejszych wyborów parlamentarnych.
Rano i tak wysoki poziom emocji w polityce w ostatnich dniach wyraźnie podwyższyła publikacja "Gazety Wyborczej": "już w grudniu Zbigniew Wassermann zażądał od sieci komórkowych wykazów podsłuchów z ostatnich lat i kompletuje informacje o osobach publicznych, których nazwiska pojawiają się w najgłośniejszych aferach ostatnich lat". Informacja ma pochodzić ze źródeł w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Wojskowych Służbach Informacyjnych i wymiarze sprawiedliwości.
- Artykuł zawiera wiele nieprawdziwych informacji - odpowiedział na zarzuty na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej Zbigniew Wassermann.
- To, że będzie tutaj opór materii, każdy wiedział, ale powiem szczerze, że zaskakuje mnie aż taki - dodaje Wassermann. Według niego, "niepokoją się tylko ci, którzy wiedzą, dlaczego się niepokoją". Zapewnia, że nie jest tworzony żaden specjalny katalog polityków zamieszanych w afery. Ale zaraz dodaje, że nikt nie może liczyć na bezkarność dlatego, że nim jest.
Liderzy PO zapewniają, że nie wierzą w doniesienia "Gazety Wyborczej". Ale z drugiej strony przyznają, że właśnie tego się obawiali. Nie odnoszą się do słów Jarosława Kaczyńskiego, który w sobotę powiedział: - Za jakiś czas zobaczycie państwo różnego rodzaju dokumenty, co się przez te lata również z winy tych ludzi wyprawiało - mówił o politykach Platformy.
- W krótkiej kampanii wyborczej to nie plakaty i programy grają główną rolę - uważa jeden z polityków PiS. - Przegrywają ci, których społeczeństwo uzna za szkodników dla państwa - dodaje.

Sprzeczne ekspertyzy
O tym, że scenariusz z wcześniejszymi wyborami jest przesądzony, są przekonani liderzy Ligi Polskich Rodzin. Nie angażują się w rozmowy o koalicji z PiS, bo nie wierzą, że starania Jarosława Kaczyńskiego o jakąkolwiek koalicję są szczere. I apelują, by przynajmniej wybory nie odbywały się na wiosnę, a jesienią.
- Prawda jest taka, że jesteśmy gotowi na umowę z PO, ale tylko wówczas, gdy przedstawi ona racjonalny pomysł na współrządzenie, a nie to, co dotąd - przekonuje polityk PiS. A co z rozmowami z Samoobroną i PSL?
- Jeśli cena za taki układ będzie wystarczająco niska, to może jest to jakiś pomysł na rok forsowania własnego programu - twierdzi.
Samoobrona coraz głośniej postuluje jednak, by o koalicji rozmawiać w kwadracie, a nie trójkącie.
- W naszym przekonaniu, rząd PiS - Samoobrona - PSL to za mało, ponieważ większość parlamentarna wynosiłaby wtedy 236 mandatów, a więc minimalnie ponad wymaganą połowę - tłumaczy Ryszard Czarnecki, jeden z negocjatorów partii bawiącego w Chinach Andrzeja Leppera.
Marszałek Sejmu Marek Jurek wyjaśnia, że dotąd, i tak też było przy ustalaniu harmonogramu prac nad budżetem, nie budziło niczyich wątpliwości, że termin czterech miesięcy na uchwalenie budżetu liczy się od 19 października (wówczas rząd Marka Belki powtórnie złożył projekt budżetu w Sejmie). Ale dziś takiej pewności nie ma, bo niektórzy konstytucjonaliści twierdzą, że zasada dyskontynuacji nie obejmuje tylko jednej ustawy - właśnie budżetowej. Gdyby taką interpretację przyjął za obowiązującą prezydent, to od 31 stycznia będzie miał 2 tygodnie na ewentualne podjęcie decyzji, kiedy odbędą się wybory (w ciągu 45 dni od ogłoszenia takiej decyzji). Ale oczywiście nie musi ich rozpisywać i może poczekać na zakończenie prac nad budżetem.

Bez hazardu
A co z koalicją z PO? Donald Tusk i Jan Rokita chcieli uzyskać odpowiedź na to pytanie wczoraj w Pałacu Prezydenckim.
- Chcemy wiedzieć, jakie są rzeczywiste intencje PiS-u i czy prezydent jest dla wszystkich, czy tylko pilnuje interesów jednej partii - tłumaczyli.
- Powiemy "sprawdzam" - mówił Bronisław Komorowski, którego wypowiedzi zaraz po wyborach parlamentarnych były już powodem ostrych sporów Kaczyńskich z PO.
Nie inaczej było i tym razem.
- Wypowiedzi liderów PO wskazywały, że to spotkanie miało się odbyć w atmosferze nielicującej z powagą tego urzędu - powiedział szef Kancelarii Prezydenta Andrzej Urbański i kilkanaście minut przed rozmową poinformował, że została ona odwołana. Być może odbędzie się dziś, o ile 24 godziny wystarczą na "ostudzenie emocji".
- Gry hazardowe i jakieś "sprawdzam" się tu nie odbywają i nie będą odbywały - stanowczo stwierdził minister.
Coraz częściej w kuluarach pojawiają się głosy, że prezydent nie chce się angażować w spory polityczne, by później łatwiej pokazać społeczeństwu, iż nadszedł czas na zmianę systemu politycznego - z parlamentarnego na prezydencki. Ale do tego trzeba zmiany Konstytucji, a to raczej mało prawdopodobne.
Koalicji PO z PiS oczekuje wicepremier Zyta Gilowska. Szefowa resortu finansów stwierdziła wczoraj, że "nie wierzy, by rzeczy były aż tak smutne, iż z powodu wątpliwości kilku osób nie można było zbudować rządu, który jest w Polsce bardzo potrzebny, ze stabilnym zapleczem w Sejmie".
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2006-01-17

Autor: ab