Kto nie chce pracować na farmach?
Treść
Pomimo ostrej krytyki, a nawet żądań rolników natychmiastowych zmian, rząd Niemiec nie zamierza wycofać się z wprowadzonych w tym roku zasad zastępowania cudzoziemskich pracowników sezonowych na tutejszych polach niemieckimi bezrobotnymi. Przekonuje ponadto, że to Polacy nie chcą już pracować w RFN. Innego zdania są niemieccy farmerzy.
Obecnie rolnicy mogą zatrudnić do 80 proc. sezonowych pracowników z innych krajów, resztę muszą stanowić długoterminowi bezrobotni, obowiązkowo kierowani do pracy przez niemieckie urzędy zatrudnienia. Z wydawanych rocznie średnio 325 tys. pozwoleń na pracę sezonową dla cudzoziemców w roku 2006 rząd wydał o około 40 tys. pozwoleń mniej.
Sekretarz stanu w ministerstwie pracy Gerd Anders (SPD) w opublikowanym wczoraj wywiadzie dla "Hannoversche Allgemeine Zeitung" tłumaczył jednak, że rząd nie zamierza rezygnować z wprowadzonych zasad. "Udało nam się skierować do pracy zamiast dziesięciu procent cudzoziemców tylu właśnie niemieckich bezrobotnych" - tłumaczył Anders i stwierdził, że skargi niemieckich rolników są bezpodstawne, gdyż to właśnie dzięki owym 10 procentom niemieckich bezrobotnych zatrudnionych do lipca tego roku na niemieckich farmach i polach udało się bez większych problemów zebrać dotychczasowe plony. Niemiecki sekretarz stanu tłumaczył również, że w tym roku trudno jest o pracowników sezonowych z Polski. "30 tys. Polaków odmówiło podjęcia pracy jako pracownicy sezonowi w Niemczech, jest to wzrost o 75 procent w porównaniu z rokiem 2005" - przekonywał Anders. Tłumaczył to lepszymi warunkami życiowymi i płacami w naszym kraju, a także lepszą pracą i zarobkami w innych krajach Unii Europejskiej, do których wyjeżdżają nasi rodacy.
Tymczasem polskie urzędy nie podzielają opinii niemieckiego sekretarza. Rzeczniczka Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze poinformowała "Nasz Dziennik", że do maja br. wydano w województwie 2 tys. 271 angaży do pracy sezonowej w Niemczech. W całym zeszłym roku było ich 6 tys. 730. Zdaniem pracowników urzędu, w skali roku liczba ta byłaby zbliżona do zeszłorocznej (od maja angaże nie przechodzą przez polskie urzędy pracy), a więc trudno mówić o nagłym braku zainteresowania wyjazdami do Niemiec ze strony polskich pracowników sezonowych.
Wszystko wskazuje więc na to, że Gerd Anders przedstawił dane sprzeczne z rzeczywistością. To właśnie nowe niemieckie przepisy nakazujące zatrudniać bezrobotnych, a także nowe zasady naliczania składek ubezpieczeniowych (w przypadku Polaków ZUS, gdzie pracownik i pracodawca muszą zapłacić po 20 proc. składki na ubezpieczenie) powodują utrudnienia dla Polaków w podejmowaniu pracy sezonowej w Niemczech. Tezę tą potwierdzają niemieccy farmerzy, którzy wskazują, że nie tylko Polacy nie odmawiali (pomimo nowych trudności) przyjazdu do pracy, ale w większości przypadków ze względu na przymus przyjmowania do pracy niemieckich bezrobotnych tamtejsi pracodawcy byli zmuszeni odmawiać zatrudnienia naszych rodaków.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2006-08-09
Autor: wa