Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kto ile zapłaci za ekologię

Treść

Kraje unijne w ostatniej chwili osiągnęły porozumienie w sprawie finansowania przez UE inwestycji służących walce z ociepleniem klimatu w krajach rozwijających się. W dokumencie końcowym uwzględniona będzie zdolność finansowa poszczególnych państw Wspólnoty.
- Osiągnęliśmy kompromis dobry dla klimatu i dobry także dla państw, które ze względu na poziom rozwoju i zamożności mogły czuć się zaniepokojone brakiem - dotychczas - pewnego precyzyjnego mechanizmu, który opisywałby sposób finansowania ambitnych planów klimatycznych - powiedział Donald Tusk. - Państwa słabsze ekonomicznie będą płacić mniej - dodał. W opinii szefa polskiego rządu, niedopuszczalne jest, by obowiązywał mechanizm przewidujący, że biedniejsze państwa, które zgodnie z protokołem z Kioto poniosły największe ciężary redukcyjne CO2, były w przyszłości dodatkowo obciążone większymi kosztami ochrony klimatu. Odnosząc się do polskich redukcji emisji, premier poinformował, że "nie będzie żadnej decyzji, która zniesie uprawnienia, a więc w jakimś sensie waluty, jaką posiadają te państwa, które redukowały zgodnie z protokołem z Kioto w ostatnich latach bardzo solidnie emisje i dzięki temu zyskały pewien typ uprawnień". Dzięki porozumieniu, do jakiego udało się wczoraj dojść, kraje Unii Europejskiej podczas grudniowego szczytu w Kopenhadze zajmą jedno stanowisko.
Sprawy finansowe blokowały porozumienie i dopiero kompromisowa propozycja Szwecji posunęła rozmowy do przodu. Zakładała ona, że wysokość składek poszczególnych państw będzie zależna od potencjału gospodarczego danego kraju. - Z tego, co wiem, obecny projekt jest lepszy, ale nie jest jeszcze do końca satysfakcjonujący - powiedział Lech Kaczyński. Zdaniem prezydenta, jest to postęp, ale tylko w krótkiej perspektywie, bo miałaby obowiązywać w latach 2010-2012. Zasady dotyczące późniejszych lat mają dopiero zostać opracowane przez wszystkie kraje członkowskie. - To też jest z punktu widzenia Polski dobre, tyle tylko, że pozostaje pytanie, jakie te zasady będą - dodał prezydent.
Szwedzka propozycja była odpowiedzią na żądania Polski, która przewodniczy koalicji ośmiu państw z naszej części Europy. Grupa chce, by składki były obliczane na podstawie zamożności państw, nie zaś wielkości emisji przez nie CO2, czego chcą kraje bogatsze. Przy stosowaniu zasady wielkości emisji Polska płaciłaby takie same składki jak np. Francja. Unia deklaruje pomoc najbiedniejszym państwom w latach 2010-2012 na poziomie 5-7 mld euro rocznie. Polska natomiast zapowiedziała gotowość wnoszenia 10 mln euro w skali roku.
Porozumienie na szczycie w Brukseli jest szczególnie trudne, gdyż komplikuje je sprawa nadwyżek wielkości emisji dwutlenku węgla po wygaśnięciu zobowiązań z Kioto. W interesie Polski jest utrzymanie prawa do sprzedaży tych nadwyżek po roku 2012. Chodzi o blisko 500 mln ton CO2, które można by sprzedać krajom przekraczającym swoje limity za 2,5-3,5 mld euro. Przeciwne utrzymaniu nadwyżek są kraje starej Unii. Jak poinformował prof. Jan Szyszko, były minister środowiska, obecnie protokół z Kioto jest w drugim roku rozliczeń, które zaczęły się w 2008 roku i będą trwały do 2012. Tymczasem "sprawa wygląda tak, że zaczynamy dyskutować, co będzie po roku 2012. Ale to powinno obejmować zobowiązania funkcjonujące w okresie trwania protokołu z Kioto". Profesor Szyszko zaznaczył, że wszystkie kraje, które respektują ten protokół, powinny się wywiązać z zawartych w nim zobowiązań. I tak, zgodnie z wymogami Polska dokonała redukcji CO2 o 32 proc., a zobowiązania mówiły o 6 procentach. 15 krajów starej Unii dokonało redukcji w wysokości około 1 proc., a miała ona sięgnąć co najmniej 8 procent - Trzeba wyegzekwować najpierw zobowiązania od krajów, które nie spełniły warunków, i te pieniądze przeznaczyć na następny okres po roku 2012 - powiedział prof. Szyszko.
Wojciech Kobryń
"Nasz Dziennik" 2009-10-31

Autor: wa