Kto daje i zabiera...
Treść
Ministerstwo Finansów domaga się od władz Radomia oddania miliona złotych. Pieniądze miały być wydane na nowe mieszkania dla ofiar katastrofy budowlanej przy ul. Wałowej 31. Jednak miasto pomogło tym ludziom, przeznaczając pieniądze... ze swojego budżetu. Teraz gmina chciałaby wydać milion złotych na pomoc dla rodzin z innych budynków zagrożonych zawaleniem, lecz resort finansów się na to nie zgadza.
Ministerstwo stoi twardo na stanowisku, że pieniądze trzeba wydać albo dla ludzi z Wałowej 31, albo oddać do budżetu. Ustawa o finansach publicznych jest jednoznaczna: pieniądze muszą być zagospodarowane na cel, na jaki zostały przeznaczone. Teoretycznie władzom Radomia można nawet zarzucić niegospodarność, bo wydały dotację na inny cel niż zakładano, ale sprawa jest bardziej skomplikowana.
Kamienica przy ul. Wałowej 31 runęła pod koniec sierpnia ubiegłego roku. Kilkanaście rodzin znalazło się bez dachu nad głową. Nieliczni mogli sobie poradzić sami, innym musiało przyjść z pomocą miasto. Sytuacja niektórych rodzin była rzeczywiście trudna, ludzie przez kilka dni koczowali nawet w namiotach. Najpierw umieszczono ich w lokalach tymczasowych, potem dostali od gminy mieszkania socjalne, m.in. w dawnej bursie przy ul. Wernera. Cały czas miasto starało się też o wsparcie ze strony rządu dla swoich działań. Pod koniec grudnia ub.r., gdy wszyscy dawni lokatorzy kamienicy przy ul. Wałowej mieli już dach nad głową, rząd "hojnie" sypnął groszem, przekazując na pomoc dla nich milion złotych. Jednak pieniądze trzeba było wydać do końca roku, czyli raptem w ciągu kilku dni. Dlatego niejako w trybie awaryjnym władze miasta kupiły budynek przy ul. Marywilskiej na potrzeby mieszkań socjalnych. Nie było jednak sensu przekwaterowywać ludzi z Wałowej, skoro mieli już mieszkania. Poza tym wiele rodzin już nie chce nigdzie się wyprowadzać. Samorząd liczył więc, że na Marywilską trafią lokatorzy innych budynków, którym grozi zawalenie. Jest ich w Radomiu około 80. Ale ministerstwo nie chce się na to zgodzić i od kilku miesięcy blok przy Marywilskiej stoi pusty, choć można by tu już wprowadzić kilkanaście rodzin.
Marek Kalita
"Nasz Dziennik" 2005-07-26
Autor: ab