Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kto boi się emerytur małżeńskich?

Treść

Prawdopodobnie jutro międzyresortowy zespół do spraw ubezpieczeń społecznych pod kierownictwem wicepremiera Przemysława Gosiewskiego podpisze projekt ustawy emerytalnej opracowanej przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Kwestią sporną jest zaliczenie do emerytur kapitałowych świadczeń dziedziczonych, czyli małżeńskich.

MPiPS wprowadziło je do projektu warunkowo jako przedmiot do dyskusji. Zdaniem resortu, świadczenia dziedziczone budzą zastrzeżenia, gdyż "trudno będzie je policzyć i skomplikują system, który powinien być prosty". - Wprowadzenie tego rozwiązania spowoduje ogólny spadek poziomu świadczeń z II filara. W związku z tym analizujemy różne opcje, jak zabezpieczyć ubezpieczonych emerytów przed spadkiem poziomu świadczeń - powiedział wczoraj wiceminister pracy Romuald Poliński. - W sytuacji, kiedy mężczyźni odprowadzają zaledwie 7 procent swoich dochodów do Otwartych Funduszy Emerytalnych, nie da się sfinansować emerytury dla aż dwóch osób; kobiety mają prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę i dodatkowo żyją dłużej od mężczyzn - powiedział Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS.
Wycofanie się resortu z tego rozwiązania nie spodobało się marszałkowi Sejmu Ludwikowi Dornowi, autorowi pomysłu emerytur małżeńskich. Również wicepremier Przemysław Gosiewski uznał sprawę za niezwykle ważną i postanowił poczekać na analizy oraz ekspertyzy, po których międzyresortowy zespół podejmie decyzję.
Zdaniem dr. Cezarego Mecha, prezesa Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi w latach 1998-2002, problem z emeryturami małżeńskimi ma głębsze podłoże. - Obecny projekt systemu emerytalnego oparty jest na zasadzie "niezdefiniowanego świadczenia", tzn. ustawa nie przesądza, w jakiej wysokości będzie wypłacana emerytura. Ubezpieczeni będą ponosić ryzyko w związku z podejmowanymi inwestycjami przez instytucje finansowe. Ich złe decyzje odbiją się bezpośrednio na wysokości świadczeń emerytalnych. Jest to odejście od opracowanego 5 lat temu raportu pt. "Bezpieczeństwo dzięki emeryturze" przygotowanego przez Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, który wskazał kierunki, w jakich powinna iść reforma systemu emerytalnego, aby zabezpieczyć emerytów przed takim ryzykiem - twierdzi dr Cezary Mech.
W obecnym projekcie ustawy są trzy rodzaje emerytur: indywidualna, z pięcioletnim okresem gwarantowanym i małżeńska. Zdaniem Mecha, rząd rozważa wprowadzenie tablic tzw. unisex - jednakowe dla obu płci, co może wzmóc niebezpieczeństwo antyselekcji, czyli sytuacji, kiedy ubezpieczyciel dostanie nietypową grupę klientów. Mogą to być np. kobiety, które przeciętnie dłużej żyją od mężczyzn. - Firma ubezpieczeniowa będzie musiała wówczas zabezpieczyć się przed tym ryzykiem, zwiększając fundusze rezerwowe, co podraża koszty systemu i zmniejsza wypłacane emerytury. W przypadku emerytury rodzinnej, którą proponowaliśmy w raporcie UNFE, problem antyselekcji odpada. Emerytura byłaby wspólna, wyliczana dla kobiety i mężczyzny na oddzielnych tablicach. Po śmierci męża żona miałaby prawo do pobierania dodatkowo jego świadczenia - mówi Mech. - Argument o wyższych kosztach systemowych nie jest prawdziwy, gdyż dla firm ubezpieczeniowych wyliczenie prawdopodobieństwa wypłaty świadczenia dla obojga należy do łatwiejszych. Również argument o niższym świadczeniu jest chybiony, gdyż emerytura małżeńska będzie wypłacana przez dłuższy okres czasu - dodaje. W opinii Mecha, obecne propozycje są prawdopodobnie konsekwencją dążenia do zaproponowania takiego świadczenia, które w pełni umożliwi ograniczenie odpowiedzialności zakładu emerytalnego i przerzucenie ryzyka wysokości świadczenia na emerytów.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2007-07-19

Autor: wa