Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ksiądz Michał Winiarz SDB (1911-1988)

Treść

Salezjanie w Polsce mogą poszczycić się wieloma sukcesami na polu duszpasterskim i wychowawczym. Jedną z dziedzin, w której zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiego Kościoła, jest muzyka kościelna. W gronie duchowych synów ks. Bosko odnajdziemy wielu wybitnych kompozytorów, dyrygentów chórów, kapelmistrzów orkiestr dętych. Przez lata wychowali całe rzesze organistów w szkole w Przemyślu, która została w brutalny sposób zamknięta przez komunistyczne władze w 1963 roku. Jednym z najbardziej zasłużonych salezjanów na polu krzewienia kultury muzycznej był ks. Michał Winiarz.

Jego kapłańskie posługiwanie przypadło na lata 1947-1988, a więc w całości realizował je w trudnej rzeczywistości zmagania Kościoła z totalitarnym systemem. Doświadczył osobiście wielu przykrości ze strony komunistycznej władzy. Przez całe życie pozostał wierny Chrystusowemu kapłaństwu. Wszelkie niedogodności znosił z cierpliwością. W jego utworach odnajdziemy liczne ślady trudnej drogi Narodu i Kościoła w PRL.

W domu rodzinnym
Michał Winiarz przyszedł na świat w chłopskiej rodzinie Szymona i Teresy z domu Skoczylińskiej w miejscowości Tuligłowy w powiecie rudeckim na terenie województwa lwowskiego. Rodzinna parafia Winiarzy przynależała do diecezji przemyskiej. Miał sześcioro rodzeństwa. Rodzice wychowywali swoje dzieci na ludzi pracowitych i zaangażowanych w życie Kościoła, w czym sami dawali im świadectwo. W Tuligłowach Michał ukończył 6 klas szkoły podstawowej.
Właśnie w rodzinnych stronach zaczęła się rozwijać artystyczna wrażliwość młodego Michała Winiarza. Wszystko sprzyjało rozwojowi jego uzdolnień muzycznych: przyroda, której lubił słuchać, stryj organista, który uczył go gry na fortepianie i fisharmonii, udział w pierwszych szkolnych przedstawieniach teatralnych i solowe występy śpiewacze. W swoich "Wspomnieniach muzycznych" napisanych w 1977 r. ks. Michał Winiarz tak opisywał ten okres swojego życia: "Moja wioska rodzinna leży na terenach równiny nadniestrzańskiej. Dziwna zaduma i cisza były nieodłącznymi towarzyszami tamtejszego człowieka. Nękany walką o byt, zakochany w swojej zagrodzie i w polu, wkładał w to codzienne życie wiele trudu i poświęcenia. Wieś zamknięta lasami i bagnami - tworzyła tu swoistą kulturę, pełną osobliwych wierzeń i zwyczajów. Cechą charakterystyczną tego regionu był niespotykany folklor i dialekt mowy. W czasie okupacji zbierałem piosenki tego okręgu mieszkańców, ale niestety wszystko zaginęło.
Lubiłem bardzo wsłuchiwać się w śpiewy ptaków, których była moc w zaroślach, na bagnach i łąkach. Kwilenie czajek na bagnach miało jakąś osobliwą zadumę i tęsknotę. Smętne odgłosy żurawi, których była tu moc - zwłaszcza jesienią, jakby chciały wyśpiewać czar pustki na polach i kolorowych liści na drzewach. Wspomnienia tychże żurawi zostawiłem w piosence do melodii 'Jarzębina uralska': 'Gdzieś nad nami leciał żurawi smętny sznur...'.
Gospodarstwo rodziny Winiarzów było bardzo duże. Ale dziadek podzielił je między trzech synów. Sam do końca życia został przy najmłodszym - moim ojcu. Ogród cały był obsadzony czereśniami. Gatunek rosnących tam czereśni jest inny. Drzewa są bardzo wysokie, o dużych konarach. Wiele jagód (jak nazywano owoce czereśni) marnowało się, bo nikt nie odważył się je dostać. Ptaki miały raj. Wiosną cały sad był otoczony bielą kwiatów czereśni. Te wspomnienia zostały w piosence 'Bajka', którą poświęciłem swojej siostrzenicy Jasi: 'Chcę dziś tobie opowiedzieć bajkę z dawnych lat, którą kiedyś dla mnie śpiewał czereśniowy sad...'.
Ten smętek i zaduma udzieliły się na całe moje życie. Większość z moich kompozycji - to melodie w tonacjach minorowych, o motywach sentymentalnych, uczuciowych, smętnych, jak szumiące trzciny nadniestrzańskie".

Wśród duchowych synów księdza Bosko
W roku 1926 za radą swojego dalszego krewnego ks. Michała Chrąchola SDB piętnastoletni wówczas Michał Winiarz rozpoczął naukę w salezjańskim Małym Seminarium w Daszawie. Tu rozwinął swoje talenty muzyczne za sprawą księży Władysława Chmiela i Józefa Padurka (w okresie okupacji prowadził chór w obozie internowania księży w Lądzie i później w Dachau). W Daszawie Winiarz nauczył się grać na wszystkich instrumentach dętych, śpiewał w chórze i występował w przedstawieniach teatralnych wystawianych przez salezjańskich wychowanków na deskach szkolnej sceny.
Z Kresów Wschodnich Michał Winiarz trafił do Wielkopolski, do kolejnej salezjańskiej szkoły - Małego Seminarium dla Synów Maryi w Lądzie nad Wartą. Tu po raz pierwszy próbował swoich sił jako organista w kościele oraz rozmiłował się w literaturze klasycznej. Po ukończeniu 6 klasy postanowił wstąpić w szeregi duchowych synów ks. Bosko. W 1931 r. rozpoczął nowicjat w Czerwińsku.
W domu formacyjnym kontynuował swoją muzyczną edukację. Ćwiczył grę na fortepianie, grał na organach podczas nabożeństw, szlifował grę na instrumentach dętych w nowicjackiej orkiestrze. Z tego okresu ks. Winiarz wspominał zwłaszcza kleryka Józefa Kowalskiego, dzisiaj błogosławionego męczennika z Auschwitz, oraz mistrza nowicjatu ks. mgr. Pawła Gollę: "Naszym dyrygentem i asystentem nowicjackim był kl. Józef Kowalski. Jemu zawdzięczam dalszy postęp w muzyce. (...) Byłem zaangażowany w przepisywanie nut na opalografie. Do dziś są jeszcze resztki tej pracy w nowicjacie. Śp. ks. Józef Kowalski był wprost godny podziwu w prowadzeniu biblioteki zakładowej. Śp. Magister Paweł Golla, wyśmienity muzyk i znawca literatury muzycznej, wpajał w nas zamiłowanie do muzyki i śpiewów liturgicznych".
Po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych w dniu 23 lipca 1932 r. kleryk Michał Winiarz został skierowany do studentatu filozoficznego w Marszałkach. Tutaj znowu mógł rozwijać swoje zdolności artystyczne pod okiem znakomitych salezjańskich wychowawców, co potwierdzają zapiski ze "Wspomnień muzycznych", w których ks. Winiarz po latach pisał: "Pogłębiało się moje zamiłowanie do muzyki, której natchnieniem był ks. M. Mączyński. To był człowiek o wysokiej kulturze muzycznej, utalentowany dyrygent i znawca emisji głosu. Sercem tego natchnienia był śp. ks. prof. Franciszek Harazim [obecnie Sługa Boży w procesie II grupy męczenników II wojny światowej - przyp. J.W.]. Układał teksty polskie pod znane fragmenty oper Verdiego i tłumaczył libretta sceniczne Offenbacha. Jego wykłady z literatury polskiej to były perełki lecące z nieba na tę smutną ziemię. Szkoda, że wszystkie te zapiski zaginęły mi. Jemu zawdzięczam zamiłowanie do poezji z okresu romantycznego. Zacząłem coś pisać. Dziś mi się wszystko przydało, bo teksty do moich utworów pozwalały mi jakoś prędzej coś skomponować. To wielkim duchem kapłan i salezjanin".
Po dwóch latach studiów kleryk Michał Winiarz został skierowany na kolejny etap formacji zakonnej, czyli praktykę duszpastersko-wychowawczą, którą w latach 1934-1938 odbywał w zakładach salezjańskich w Różanymstoku, Lądzie, Aleksandrowie Kujawskim i Sokołowie Podlaskim. Wszędzie pracował w charakterze wychowawcy, nauczyciela muzyki, dyrygenta chóru i orkiestry dętej, organisty, udoskonalając w ten sposób swój muzyczny warsztat i zdobywając doświadczenie wychowawcze. W Sokołowie w dniu 17 lipca 1937 r. złożył wieczyste śluby zakonne.
W roku 1938 kleryk Winiarz powrócił do seminarium i rozpoczął studia teologiczne w WSD salezjanów w Krakowie na tzw. Łosiówce. Tu śpiewał w seminaryjnym chórze prowadzonym przez ks. prof. Jana Mazerskiego (zginął później w Powstaniu Warszawskim).
W Krakowie zastał Michała Winiarza wybuch II wojny światowej. Nie zdołał w czasie okupacji ukończyć teologii i przyjąć święceń. W roku 1941 zagrożony aresztowaniem musiał opuścić seminarium i udał się w rodzinne strony, gdzie przeczekał do końca wojny. W 1946 r. powrócił do regularnego życia zakonnego i po roku dodatkowej asystencji w Łodzi, w czasie której uzupełniał egzaminy z teologii, przyjął w dniu 29 czerwca 1947 r. w Krakowie święcenia kapłańskie z rąk ks. bp. Stanisława Rosponda.
Po święceniach ks. Michał Winiarz został skierowany do pracy w salezjańskiej wspólnocie przy parafii św. Teresy w Łodzi. Jednak życie okazało się bogatsze i pierwszy rok kapłaństwa spędził wśród swoich rodaków pozbawionych opieki duszpasterskiej. Z Mszą Świętą prymicyjną udał się do miejscowości Mysłakowo w gminie Marcinowice w powiecie świdnickim na Dolnym Śląsku, gdzie wraz z innymi ekspatriantami z województwa lwowskiego osiedliła się rodzina ks. Winiarza. Okazało się, że nie mieli oni żadnego duszpasterza. Wobec licznych próśb i nalegań wiernych oraz zarządu gminnego ks. inspektor zgodził się wyjątkowo na okresową posługę kapłańską młodego neoprezbitera wśród swoich ziomków. Ksiądz Winiarz wywiązał się ze swojej pracy wzorowo, dał się poznać jako dobry organizator życia religijnego i kulturalnego, zyskując sobie serca wszystkich. Mimo nalegań wiernych przełożeni salezjańscy nie zezwolili na kontynuację jego pracy na Ziemiach Zachodnich.
Powrócił więc do Łodzi i z zapałem zaangażował się w pracę duszpasterską oraz w studia w konserwatorium muzycznym. Szybko zachwycił też wiernych swoim talentem kaznodziejskim. W Łodzi ks. Winiarz pracował w latach 1948-1952. Jak sam wspominał, był to jeden z najbardziej twórczych okresów jego życia. W przywoływanych już kilkakrotnie "Wspomnieniach muzycznych" czytamy: "Byłem w Łodzi organistą, dyrygentem orkiestry dętej i chóru parafialnego. To były lata szczytowe moich zapałów do muzyki, zwłaszcza do orkiestry dętej. Tu powstało najwięcej kompozycji. Powstały marsze-polki, polki i marsze żałobne. Tu w Łodzi powstał utwór sceniczny na podstawie powieści Gołubiewa 'Bolesław Chrobry' - 'Światło w Puszczy'".
Kolejną placówką duszpasterską, w której pracował ks. Winiarz, była parafia przy bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa na warszawskiej Pradze. Tu w latach 1952-1965 prowadził parafialny chór, kontynuował studia w konserwatorium, wystawiał z zespołem teatralno-muzycznym jasełka i Mękę Pańską. W Warszawie powstało wiele przepięknych kompozycji ks. Michała, zwłaszcza kolęd i pieśni poświęconych Matce Najświętszej.

Na ubeckich przesłuchaniach
Okres pracy duszpasterskiej ks. Winiarza w Warszawie przypadł na mroczne lata stalinowskich represji. Dosięgły one także naszego muzyka. Ksiądz Michał Winiarz kilkakrotnie był wzywany na przesłuchania do Referatu ds. Wyznań. Nie pojawiał się jednak na każde wezwanie, co spowodowało, że był bacznie obserwowany. W jednej z notatek funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa z 1954 r. czytamy: "Stosunek do władzy państwowej negatywny, nie honoruje wezwań na rozmowy. Punktów katechetycznych nie zgłaszał i nie stwierdzono, aby takowe prowadził. Zajmuje negatywne stanowisko wobec ruchu księży postępowych. Gorliwy wykonawca poleceń kurii. W dużym stopniu zaangażowany w działalności duszpasterskiej".
Mimo nieprzyjemnych sytuacji, jakimi były w tamtych czasach dla księży spotkania z przedstawicielami władzy, ks. Winiarz zachowywał zimną krew, a nawet, można powiedzieć, wykazywał się dużym poczuciem humoru, kierując rozmowy na rzeczy mało ważne lub wręcz sprowadzając je do absurdu. Przebieg rozmów sprowadzał na takie tematy, jak przykładowo loty kosmiczne czy wykopaliska archeologiczne. W notatkach z dwóch odbytych spotkań z Władysławem Rogackim - kierownikiem Referatu ds. Wyznań w Warszawie, odnalezionych w gdańskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, możemy znaleźć m.in. takie relacje komunistycznego urzędnika ze spotkań z salezjaninem: "W dniu 21 bm. [kwiecień 1953 r. - przyp. J.W.] przyszedł na moje wezwanie ks. Winiarz Michał wikariusz parafii Najświętszego Serca Jezusa. W trakcie rozmowy ksiądz wypowiadał się bardzo obszernie o nauce, rozwoju jej w Polsce Ludowej i wielkim postępie, jaki ogarnia świat cały, i prawdopodobnie już niedługo będzie realne, gdy będziemy mówić o podróży międzyplanetarnej. Między innymi interesuje się ksiądz wykopaliskami i z jego opowiadań wynika, że zwiedził już nie jedno wykopalisko. (...) Co do obecnej rzeczywistości ksiądz jest liberalny i wyraził się, że jako obywatel zdaje sobie zupełnie jasno sprawę ze swoich obowiązków względem Ojczyzny. O Głównej Komisji Księży przy ZBOWiD ksiądz udał, że nic nie wie, o takowej słyszy pierwszy raz".
W innej notatce czytamy: "W dniu 9 stycznia br. [1954 - przyp. J.W.] przybył na moje wezwanie ks. Winiarz Michał, wikary z Bazyliki. Po wypełnieniu ankiety i życiorysu zatrzymałem księdza na krótką rozmowę, w czasie której powiedział, że obecnie kończy studia muzyki w konserwatorium, nie ma dużo czasu, ponieważ musi się przygotowywać do egzaminu, najwięcej trudności ma z historii nowoczesnej, poznać całą konstytucję PRL itd. (...) W sprawie religii nic nie wspominał, więcej interesował się Zakopanem, skąd dopiero wrócił. Ksiądz w czasie rozmowy był swobodny, jednak stronił od wypowiedzi politycznych". Podczas innej rozmowy na pytanie ubeka, o czym księża mówią kazania w bazylice, ks. Winiarz polecił mu prenumeratę "Biblioteki Kaznodziejskiej", z której mieli korzystać salezjanie posługujący w warszawskiej parafii.
Postawa ks. Winiarza wobec komunistycznych aparatczyków oraz nieprzejednana postawa innych salezjanów z Warszawy zadecydowała o tym, że wiosną 1965 r. nie przyznano mu paszportu na wyjazd do rodziny przebywającej w Anglii. Podporucznik R. Kochański, kierując decyzję odmowy przyznania paszportu salezjaninowi, w poufnym piśmie do Prezydium Rady Narodowej m.st. Warszawy - Wydziału do Spraw Wyznań, wprost przywoływał motywację, jaką kierowała się w swojej decyzji Służba Bezpieczeństwa: "z uwagi na wrogą postawę tego zakonu". Kilka miesięcy później, po zakończeniu roku szkolnego, przełożeni zakonni skierowali ks. Michała Winiarza na nową placówkę.

U skrzatuskiej Pani
Po 13 latach pracy w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa na warszawskiej Pradze ks. Michał Winiarz został mianowany proboszczem w parafii Wniebowzięcia NMP w Skrzatuszu i kustoszem tamtejszego sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Chociaż była to mała parafia, na którą składało się kilka niewielkich miejscowości, ze względu na szerzący się tu kult maryjny należała do miejsc duszpastersko ważnych. Podlegała wówczas administracji gorzowskiej, dziś zaś sanktuarium w Skrzatuszu należy do diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i jest centralnym miejscem kultu maryjnego na tych terenach. Cudowna pieta Matki Boskiej Bolesnej znajduje się tu w barokowym kościele zbudowanym w latach 1687-1694 jako wotum za zwycięską odsiecz wiedeńską. Konsekracja kościoła odbyła się w 1701 roku. Dokonał jej sufragan poznański Hieronim Wierzbowski. Od samego początku miejsce to stało się centrum katolicyzmu na terenach zdominowanych przez protestantów. Sanktuarium w Skrzatuszu było też przez wieki miejscem, w którym Polacy bronili swojej narodowej tożsamości. Po powrocie w 1945 r. w granice państwa polskiego przybywały tu liczne pielgrzymki czcicieli skrzatuskiej Matki Bożej Bolesnej z całej okolicy, a wierny lud przybyły z różnych stron na Ziemie Odzyskane modlił się o zachowanie narodowych tradycji i katolickiej wiary.
W powierzonej sobie parafii ks. Michał Winiarz z zapałem zabrał się do pracy. Pierwszą akcją duszpasterską było przygotowanie parafian do uroczystości Sacrum Poloniae Millennium, które przypadały na 1966 rok. Stały się one okazją do przeprowadzenia wielkich rekolekcji całego Narodu, które realizowane były w programie Wielkiej Nowenny przygotowanej przez ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, w okresie kiedy jeszcze więziony był przez komunistyczne władze w latach 50. Ksiądz Winiarz w parafii powierzonej jego pieczy zorganizował wiosną 1966 r. misje parafialne, które głoszone były we wszystkich miejscowościach i w kościołach filialnych przynależących do parafii. Zewnętrznym uwieńczeniem misji było postawienie krzyży misyjnych przez mieszkańców na przykościelnych placach w Witankowie, Dobinie i Zawadzie. Inicjatywy ks. proboszcza spowodowały zdecydowane przeciwdziałanie komunistycznych władz, które zaangażowały aż kilka swoich agend, żeby ukarać jednego ks. Michała Winiarza! Najpierw architekt powiatowy w Wałczu powołał komisję budowlaną, która dokonała lustracji krzyży misyjnych. Następnie o akcie "samowoli budowlanej" powiadomiono prokuraturę w Wałczu, która zleciła zbadanie sprawy KM MO w Wałczu. Ostatecznie przejął ją Wydział Śledczy KW MO w Koszalinie. Cały rozwój wydarzeń odbywał się pod ścisłą kontrolą Służby Bezpieczeństwa, zwłaszcza kierownika samodzielnej sekcji IV KW MO kpt. Stefana Uścisłowskiego, naczelnika Wydziału Śledczego KW MO ppłk. Ewarysta Sokołowskiego, jego zastępcy mjr. Czesława Kozłowskiego oraz zastępcy komendanta wojewódzkiego MO ds. SB płk. Stefana Sokołowskiego. Ostatecznie ks. Winiarzowi postawiono zarzut niestosowania się do ostrzeżeń w sprawie przestrzegania prawa budowlanego. Opisane wydarzenia pokazują skalę zaangażowania władz komunistycznych w walkę z Kościołem: sztab ludzi, liczne śledztwa i dochodzenia przeciwko trzem misyjnym krzyżom i jednemu kapłanowi!
Ksiądz Winiarz nie przejął się represjami i doprowadził milenijne uroczystości parafialne do szczęśliwego końca. Centralnym uroczystościom Tysiąclecia Chrztu Polski w Skrzatuszu przewodniczył ks. bp Wilhelm Pluta. Z tej okazji proboszcz zorganizował w parafii chór liczący 120 osób, co na warunki tej niewielkiej parafii było nie lada osiągnięciem. Podczas uroczystości ks. bp Pluta, dziękując za zaangażowanie parafianom, pochwalił ich z ambony, mówiąc, że takiego "chóru nie powstydziłyby się żadne stolice świata".
Z okazji przywoływanych tu uroczystości chór wykonał kilka utworów swojego dyrygenta, m.in. "Kantatę Skrzatuską", którą po dziś dzień śpiewa się przy odsłonięciu cudownego obrazu. W związku z Millennium i odbywającą się po Polsce peregrynacją obrazu Czarnej Madonny z Jasnej Góry ks. Winiarz ułożył także inną okolicznościową pieśń "Królowo Polski, ratuj nas!". W swoim przekazie oddawała ona całą ówczesną smutną rzeczywistość, wyciskała łzy w oczach umęczonego Narodu, przywoływała przebijającą się w sercach Polaków tęsknotę za pokojem i narodowym pojednaniem:

Królowo Polski, ratuj nas, Maryjo,
Co tam wędrujesz,
gdzie łzy ludzkie płyną.
Przybądź, Maryjo do swoich dzieci,
tak będziemy wołać
przez całe życie. (...)
Wejdź, Róż Królowo,
w nasze polskie domy.
Twój Obraz będzie
Jasnogórskim tronem.
Daj pokój, Matko,
stęsknionemu światu.
By brat nie groził
zemstą swemu bratu.
Na Jasną Górę patrzą nasze oczy,
By cały Naród w zgodzie się połączył.
O Matko, oświeć zwątpień
naszych noce,
Niech, nas, Polaków,
miłość zawsze łączy.
Swym płaszczem osłoń miasta,
wioski polskie
I osłódź nasze łzy codziennej troski.
Mijają lata Twego Nawiedzenia,
Lecz nie przeminą
nasze rzewne pienia.
Pracę w Skrzatuszu ks. Michał Winiarz zakończył w 1972 roku. Pozostawił po sobie parafię rozśpiewaną i wrażliwą na zaangażowanie w życie własnej wspólnoty. Przez kolejny rok za zgodą przełożonych przebywał w ramach urlopu w USA, gdzie udzielał się w duszpasterstwie polskiej parafii pw. Świętych Cyryla i Metodego na Brooklynie.
Następnie w latach 1973-1980 pracował w Pile. Chór św. Cecylii przy parafii pw. Świętej Rodziny przeżywał pod kierownictwem ks. Winiarza lata swojej świetności. Podźwignięcie się z kryzysu liczebnego, powrót twórczego zapału, liczne koncerty, animacja muzyczna najważniejszych uroczystości religijnych tej dekady to tylko niektóre sukcesy pilskich chórzystów pod okiem księdza dyrygenta. Warto w tym miejscu wspomnieć, że ks. Winiarz w okresie pracy w Pile zaangażował się także w większym niż zazwyczaj wymiarze w głoszenie misji świętych i rekolekcji parafialnych.

"O Maryjo z Gdańskiej Bramy"
Podczas gorącego w wydarzenia polityczne sierpnia 1980 r. ks. Michał Winiarz pracował już przy salezjańskim kościele rektoralnym pw. św. Jana Bosko w Gdańsku Oruni, gdzie został skierowany przez przełożonych po siedmioletnim duszpasterzowaniu w Pile. W czasie pamiętnego lata ks. Michał bardzo przeżywał wydarzenia, które dokonywały się za sprawą strajkujących stoczniowców. Pojawiał się z tysiącami gdańszczan pod słynną dzisiaj bramą Stoczni Gdańskiej im. Lenina, na której protestujący robotnicy powiesili udekorowane kwiatami obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej i Jana Pawła II. Zadziwili tym cały świat - jak miał później powiedzieć Papież.
Na kanwie tych przeżyć ks. Michał napisał wówczas pieśń "O Maryjo z Gdańskiej Bramy". Chociaż odnajdziemy ją dzisiaj w niektórych kościelnych śpiewnikach, nie jest znana szerszemu gronu odbiorców. A szkoda, bo stanowi piękne świadectwo przeżywania w duchu wiary pamiętnych dla naszej współczesnej historii wydarzeń w kluczu synowskiego zawierzenia Matce Najświętszej. W poszczególnych strofach tego pamiątkowego utworu czytamy:

O Maryjo z Gdańskiej Bramy,
dziś błagamy Cię
I wołamy: Matko, ratuj,
ratuj dzieci swe.
Sześćset lat minęło już,
jak królujesz z Jasnych Wzgórz,
Z krzyżem w dłoniach
i z Różańcem idzie Polski Lud,
by uprosić łaski Twojej cud.
Gdy odsłania się Twój obraz,
każdy wzrusza się,
Wśród hejnałów, rzewnych fanfar,
płyną westchnień łzy.
Matko, patrz: to dzieci Twe,
jak sieroty tulą się,
Przytul nas do serca swego
w każdy życia czas
I obdarzaj pełnią swoich łask.
Wspieraj, Matko, w ciężkich chwilach,
kiedy słabnie dłoń,
Gdy w modlitwie wargi mdleją,
Matko, przy nas stań.
Matko, przyjdź i dodaj siły,
by w spokoju Naród żył,
By zapewnił swoim dzieciom
chleb i radość dni,
By zabłysnął wielkiej chwały świt!
O Madonno Jasnogórska,
na Twej tarczy znak
Nieustannie przypomina,
że nam wiary brak.
Chcemy cierpieć tak jak Ty,
choć boleści płyną łzy.
Więc ku niebu wznosim dłonie,
ratuj, Matko, nas,
Bo już nadszedł ciężkiej próby czas.

Rzeczywiście czas radości wywołany zwycięskim strajkiem i podpisaniem umów społecznych w Stoczni Gdańskiej, w efekcie których powstała "Solidarność", szybko się skończył. Nadszedł czas próby znaczony mrocznym okresem stanu wojennego. Ksiądz Winiarz był świadkiem przemian, jakie dokonywały się staraniem wielu ludzi, którzy nie dali się pokonać ostatnim podrygom komunistycznego reżimu. Gdańsk w tej walce odegrał czołową rolę. W 1987 r. ks. Michał uczestniczył w spotkaniach z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, który na Wybrzeżu wlał nową iskrę nadziei w serca ludzi "Solidarności". Jak się później okazało, była to już ostatnia prosta w zwycięskim marszu ku wymarzonej przez Polaków wolności.
Gdańsk był ostatnim miejscem kapłańskiej posługi ks. Michała Winiarza. Przez siedem lat pracował tu gorliwie jako katecheta, spowiednik, kaznodzieja i dyrygent chóru "Ave". Na dzień 31 stycznia 1988 r., w którym przypadła uroczystość setnej rocznicy narodzin dla nieba założyciela zgromadzenia salezjańskiego św. Jana Bosko, przygotował wspaniale chór z Gdańska Oruni. Okazało się, że była to ostatnia wielka uroczystość, którą muzycznie animował jako dyrygent i organista. Ksiądz Michał Winiarz zmarł 22 lutego 1988 r. w 77. roku życia, z czego 56 lat przeżył w zgromadzeniu salezjańskim i 41 jako kapłan.
Na uroczystości pogrzebowe ks. Winiarza, którym przewodniczył ks. bp Zygmunt Pawłowicz, przybyli licznie współbracia i jego wychowankowie z wielu zakątków Polski. W czasie homilii ówczesny ks. inspektor Stanisław Skopiak przypomniał wszystkim jeszcze raz życiową drogę ks. Michała Winiarza i modlitwę zawartą w pieśni jego autorstwa:

Twoich śladów, Boże,
szukam na ziemi tej,
Która wieńcem kwiatów
ku Tobie schyla się.
Dobry Boże, ratuj mnie,
gdy doświadczeń przyjdą dni,
Kiedy Ewangelii zniknie ślad,
Serca nie zniszczy bezlitosny świat.
Otrzyj łzy, co z oczu spadną mych.
Błagam Cię, od czynów
broń mnie złych.
Życie mknie jak szalony,
bezlitosny wiatr,
Tyle już, o Boże, przeminęło lat.
Wiem, że światłem
i prawdą jesteś Ty.
Tyś mój Pan, Ojciec życia
i mój Bóg!

Ksiądz Michał Winiarz pochowany został na cmentarzu w Gdańsku Oruni.
ks. Jarosław Wąsowicz SDB
"Nasz Dziennik" 2009-01-31

Autor: wa