Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Krytyka na wyrost

Treść

- Krytyka Polski przez Komisję Europejską za nadmierny deficyt budżetowy jest przedwczesna - uważa prof. Andrzej Kaźmierczak ze Szkoły Głównej Handlowej. W ten sposób profesor skomentował stanowisko KE i rady unijnych ministrów finansów, którzy wezwali Polskę do obniżenia deficytu. Zdaniem Brukseli, nasz deficyt wynosi 3,7 proc. PKB, a powinien być zmniejszony do co najmniej 3,4 procent. Zdaniem prof. Kaźmierczaka, deficyt między 3,4 a 3,7 proc. mieści się w granicach błędu statystycznego, a jeśli uwzględnić bardzo dobre wyniki budżetowe w styczniu, to kryterium, którego żąda UE, jest do spełnienia na koniec roku.

Warszawa uważa, że jeśli wzrost gospodarczy utrzyma się na poziomie 6 proc., jak przewiduje wielu ekonomistów, to nie ma zagrożenia, że deficyt przekroczy barierę 3,4 proc. PKB. Opinię taką potwierdza prof. Kaźmierczak. - Mamy bardzo wysoki wzrost gospodarczy, a to, przekładając się na wzrost podatków od przedsiębiorstw i od ludności, wygeneruje większe dochody budżetowe. Deficyt na poziomie 3,4 proc. PKB uda się osiągnąć - mówi. Według prof. Kaźmierczaka, dane, które Ministerstwo Finansów podało za styczeń, potwierdzają, że prognozy gospodarcze są bardzo optymistyczne. - W styczniu osiągnięto nadwyżkę budżetową, dlatego że korzystne były wpływy z podatków od przedsiębiorstw i od ludności. Rosną zyski przedsiębiorstw, ale rosną także wydatki ludności, bo mamy do czynienia ze wzrostem płac, a to oznacza także, że rosną wpływy z VAT, a więc podatków pośrednich, konsumpcyjnych - zauważa.
Rada unijnych ministrów finansów, oceniając wysiłki polskiego rządu zmierzające do obniżenia deficytu, uznała je za niewystarczające i zarekomendowała, aby rząd do 27 sierpnia podjął skuteczniejsze działania w tym zakresie. Według prof. Kaźmierczaka, z takim stanowiskiem nie można się zgodzić, ponieważ działania rządu pomagają uzdrowić sytuację w finansach publicznych i mają charakter dwukierunkowy: dotyczą zwiększania dochodów i cięcia wydatków budżetowych. Według niego, osiągnięcie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, a co za tym idzie - powiększanie dochodów budżetowych, jest zasługą nie samych przedsiębiorców, ale także rządu. - Nie można powiedzieć, że to nie są działania na rzecz zmniejszenia deficytu budżetowego. O ile mi wiadomo, w UE jest bardzo mało państw, które taki wysoki wzrost osiągają. Relatywnie w skali UE nasze osiągnięcia gospodarcze są bardzo dobre - powiedział profesor.

Trudne cięcia wydatków
Wysiłki w celu obniżenia deficytu widoczne są szczególnie - zdaniem prof. Kaźmierczaka - przy działaniach podejmowanych przez rząd po stronie wydatków budżetowych. - Można argumentować, że są niewystarczające, ale pamiętajmy, że obcinanie wydatków budżetowych jest rzeczą złożoną i trudną - mówi, a działania rządu nazywa "odważnymi". - Wiemy, że resort finansów zapowiada reformę finansów publicznych, która da duże oszczędności budżetowe, bo w ramach tego planuje się zlikwidować wiele agencji i zakładów budżetowych, których środki przejdą bezpośrednio do budżetu państwa, zatem to pomoże zmniejszyć deficyt - dodaje.
Reforma finansów publicznych ma polegać m.in. na zmniejszeniu obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców, w tym zmniejszeniu składki rentowej, co "w długim okresie zwiększy ilość miejsc pracy i wpłynie dodatkowo na wzrost dochodów budżetowych".
"Jaskrawym" przykładem tego, że rząd obniża wydatki, ma być rezygnacja z waloryzacji rent i emerytur w tym roku, a jest to - podkreśla ekonomista SGH - "sprawa bolesna dla rządzących, dla PiS", ponieważ obiecywali rokroczne waloryzowanie rent i emerytur. - Jednak rząd się z tego wycofuje, chociaż wie, że wpłynie to negatywnie na jego popularność wśród rencistów i emerytów, ale robi to dlatego, żeby wprowadzić oszczędności budżetowe - podkreśla Andrzej Kaźmierczak i dodaje, że te cięcia (dotyczy to też kwestii dotowania biopaliw) są bardzo niepopularne, ale one mają miejsce, a zatem nie można się zgodzić z twierdzeniem KE, że "nasz rząd nie czyni nic w kierunku zmniejszenia deficytu budżetowego".
Rządowi udaje się także powstrzymywać falę żądań płacowych w gospodarce, co także ogranicza wydatki.
- Minister finansów Zyta Gilowska twardą ręką trzyma kasę państwa. Nie ma rozrzutności, jeśli chodzi o wydatki budżetowe. Trzeba dodać, że tu nie ma żadnej czarodziejskiej różdżki. Na efekty wzrostu trzeba poczekać. Nie tak łatwo w krótkim czasie uzyskać wysokie wpływy do budżetu, a gwałtownych cięć też nie można dokonywać - zaznacza prof. Kaźmierczak. - Przyznaję rację minister finansów, że wiele robi w dziedzinie ograniczania deficytu budżetowego, aby spełnić to kryterium, o które prosi UE - dodaje.
Paweł Tunia
"Nasz Dziennik" 2007-03-01

Autor: wa