Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Krwawy rozejm

Treść

Mimo zgody przywódcy rebeliantów Laurenta Nkundy na zawieszenie broni we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga doszło do krwawych starć między siłami rządowymi a buntownikami.

Do walk doszło w okolicach miasta Rwindi, około 125 km na północ od Gomy, stolicy prowincji Północnego Kiwu. Deklaracje Nkundy, że zgodzi się na zawieszenie broni, jeżeli siły rządowe również będą go przestrzegać, okazały się zatem nie do zrealizowania.
- Fakt, iż siły rządowe nie są w stanie przestrzegać zawieszenia broni, jest godny pożałowania - oświadczył rzecznik prasowy sił ONZ pułkownik Jean-Paul Dietrich.
Tymczasem rzecznik rebeliantów Bertrand Bisimwa poinformował, że siły Nkundy przejęły kontrolę nad Rwindi, spychając wojska rządowe do Vitshumbi. W jego opinii, nie mają one innego wyjścia, jak tylko uciekać przez jezioro albo las.
Szacuje się, że w wyniku trwających od tygodni walk między bojownikami Laurenta Nkundy a wojskami rządowymi dach nad głową straciło około 250 tysięcy osób. Zdaniem ONZ w Kongu, mamy do czynienia z katastrofą humanitarną.
W piątek po raz pierwszy od wielu tygodni pracownikom ONZ udało się dostarczyć kukurydzę i soczewicę około 50 tysiącom głodujących cywilów, przebywającym na położonym na północ od Gomy terytorium Rutshuru.
Anna Wiejak
"Nasz Dziennik" 2008-11-18

Autor: wa