Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Krwawe walki w Tajlandii

Treść

Od momentu, kiedy premier Abhisit Vejjajiva wprowadził w niedzielę w Bangkoku i czterech prowincjach sąsiadujących z miastem stan wyjątkowy, w kraju dochodzi do coraz burzliwszych antyrządowych demonstracji. W wyniku starć z policją i wojskiem rannych zostało już ponad 77 osób. Tajlandzka armia zapowiedziała, że w związku z wprowadzonym stanem wyjątkowym zastosuje "wszelkie możliwe środki", które pozwolą jej zaprowadzić w stolicy porządek.

Premier Tajlandii Abhisit Vejjajiva w reakcji na zapowiedzi zaostrzenia antyrządowych manifestacji wprowadził w niedzielę w Bangkoku i czterech sąsiadujących prowincjach stan wyjątkowy. Wezwał przy tym obywateli do współpracy z rządem w celu jak najszybszego zakończenia kryzysu. Wystąpienie to zaogniło jednak jeszcze bardziej niezadowolenie społeczeństwa. W poniedziałek nad ranem przed ministerstwem ponownie zebrały się setki demonstrantów. Podczas starć policji i wojska z manifestującymi obywatelami rannych zostało co najmniej 77 osób, w tym kilka ciężko. Wśród osób odwiezionych do szpitali byli także żołnierze. Jak oświadczył rzecznik armii, do starcia doszło w chwili, kiedy żołnierze przystąpili do odblokowywania jednej z głównych arterii prowadzących do miasta. Demonstranci utworzyli wówczas z samochodów barykady, zza których mieli wyrzucać przeciwko mundurowym kamienie i koktajle Mołotowa. W odpowiedzi żołnierze użyli gazu łzawiącego i broni palnej.
Demonstranci, którzy od 26 marca oblegają siedzibę parlamentu, domagają się jak najszybszego ustąpienia rządu. Żądają także, aby wraz z nim odszedł premier Abhasit, któremu zarzucają bezprawne objęcie tego stanowiska. Biorący udział w antyrządowych manifestacjach Tajlandczycy są zwolennikami Thaksina Shinawatry, oskarżanego przez rojalistów o korupcję i nepotyzm byłego potentata telekomunikacyjnego, który w 2006 roku został odsunięty od władzy w wyniku zamachu stanu. Shinawatra wezwał w niedzielę swoich zwolenników do "rewolucji" i zapowiedział gotowość do powrócenia z wygnania i stanięcia na jej czele.
- Tajlandzka armia zastosuje wszelkie możliwe środki, aby szybko zaprowadzić porządek w Bangkoku, gdzie wczoraj rano doszło do starć antyrządowych - zapowiedział dowódca sił zbrojnych gen. Songkitti Jaggabatara. Obiecał jednak, że armia nie będzie używała siły do zdławienia własnego narodu. - Nie użyjemy siły, aby zdławić własny naród, gdyż jesteśmy w pełni świadomi, że demonstranci są Tajlandczykami. Rezerwujemy sobie jednak prawo do użycia broni w stanie uprawnionej obrony - dodał generał podczas telewizyjnego wystąpienia. Analitycy wyrażają jednak obawy, że narastający w stolicy i okolicznych prowincjach chaos skłoni dowództwo armii do dokonania kolejnego wojskowego zamachu stanu.
Marta Ziarnik, PAP
"Nasz Dziennik" 2009-04-14

Autor: wa