Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kosztowna niefrasobliwość

Treść

Jeśli w jakiejś dziedzinie dostosowanie obowiązującego w Polsce prawa do wymogów Unii Europejskiej jest dla rządu niewygodne - ministrowie stosują ustawy niezgodne z unijnymi standardami. Koszt tej niefrasobliwości po 1 maja br. może okazać się ogromny: Polska będzie narażona na skargi wnoszone do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu oraz na konieczność wypłaty odszkodowań z budżetu centralnego, czyli z kieszeni nas wszystkich.

Klasycznym przykładem "nieunijnej" ustawy, która prawdopodobnie trafi przed trybunał luksemburski, jest tzw. specustawa, czyli ustawa o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg krajowych. Akt ten, przygotowany w Ministerstwie Infrastruktury pod okiem wicepremiera Marka Pola i wiceministra Andrzeja Piłata, uchwalony przez Sejm w połowie 2003 r., ma za zadanie ułatwić lokalizację w naszym kraju sieci autostrad. Specustawą został nazwany przez media dlatego, że łamie polskie i europejskie standardy postępowania w dziedzinie ochrony środowiska.
Kwestię lokalizacji inwestycji w zgodzie z wymogami ochrony środowiska normuje Dyrektywa Rady 85/337/EWG znowelizowana Dyrektywą Rady 97/11/WE. Określa ona budowę dróg i autostrad jako "przedsięwzięcia w szczególnie istotny sposób wpływające na środowisko". Jest to przyczyna, dla której muszą one podlegać - w myśl unijnej dyrektywy - pełnej procedurze oceny oddziaływania na środowisko. Tymczasem autorzy specustawy pominęli w przyjętej procedurze jeden z najistotniejszych elementów oceny skutków inwestycji dla środowiska - obowiązek konsultacji społecznych podczas procedury lokalizacji autostrady. Nieuwzględnienie wymogu konsultacji społecznych stanowi istotne naruszenie prawa wspólnotowego - ostrzegali eksperci Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej w opinii na temat ustawy.
Specustawa ma obowiązywać do końca 2007 roku, do tego czasu rząd ma wytyczyć sieć autostrad. Zapomina jednak, że jeśli decyzje lokalizacyjne i sama ustawa zostaną skutecznie zaskarżone przed trybunałem luksemburskim, Polska zostanie zobowiązana do wypłaty odszkodowań.
W orzecznictwie ETS są już podobne precedensy. Europejski Trybunał Sprawiedliwości, orzekając w tzw. sprawie Frankovitch, stwierdził: "Pełna skuteczność norm wspólnotowych nie byłaby możliwa (...), jeśli jednostki nie miałyby możliwości uzyskania odszkodowania w sytuacji, gdy ich prawa są naruszone przez pogwałcenie prawa wspólnotowego, które można przypisać Państwu...".
Z kolei w orzeczeniu z 30 września 2003 r. ETS rozciągnął odpowiedzialność odszkodowawczą państw członkowskich na te wypadki, w których naruszenie prawa wspólnotowego zostało wywołane decyzją sądu krajowego orzekającego w ostatniej instancji.
Odszkodowanie od państwa może być zasądzone, jeśli skarżący udowodni trzy przesłanki: że doszło do naruszenia prawa wspólnotowego, że naruszenie to było dostatecznie poważne i że zachodzi związek przyczynowy między tym naruszeniem a powstałą szkodą. Sytuację skarżących ułatwia okoliczność, że za "dostatecznie poważne naruszenie" ETS uznaje praktycznie każde naruszenie prawa unijnego, wyroków i orzeczeń prejudycjalnych, m.in. polegające na niewdrożeniu określonej dyrektywy unijnej do prawa krajowego (jeżeli dyrektywa nadaje określone prawa jednostkom).

UE zabierze fundusze?
W wypadku specustawy niewdrożenie unijnej dyrektywy w zakresie prawa mieszkańców do informacji, konsultacji i protestów przy planowaniu przebiegu autostrady może spowodować, że odpowiedzialne za decyzje lokalizacyjne państwo będzie latami spłacało poszkodowanych mieszkańców, gdy tymczasem dochody z płatnej autostrady będzie czerpał kto inny.
Nie można też wykluczyć, że złamanie prawa przy lokalizacji autostrad może przynieść dodatkowy efekt, a mianowicie, że zostanie wykorzystany przez UE jako pretekst, aby zabrać Polsce pieniądze na inwestycje drogowe przysługujące z unijnego budżetu.
Zaskarżenie specustawy jest niemal pewne - jeśli nie przez organizacje ekologiczne, to przez mieszkańców osiedli mieszkaniowych w wielkich miastach, przeciętych autostradą "dzięki" rządowym planistom.
Małgorzata Goss



Wyższy stopień bezprawia
W III Rzeczypospolitej na każdym kroku można spotkać jaskrawe przypadki łamania Konstytucji i praw obywatelskich w imię partykularnych interesów politycznych lub finansowych. Źródłem tych naruszeń jest ten sam establishment, który - wprowadzony ponad pół wieku temu na sowieckich bagnetach - rozpanoszył się w strukturach państwa na dobre. Tylko ktoś naiwny mógł sądzić, że wejście Polski do Unii przerwie te praktyki.
Ci ludzie nie rozumieją, czym jest prawo oparte na fundamencie etyki. Dla nich prawo to zabawka, igraszka w rękach decydenta. Jak nie szanowali nigdy prawa polskiego, tak nie zamierzają szanować wspólnotowego, zawsze dyspozycyjni wobec mocodawców - przedtem komunistycznej centrali, teraz oligarchii finansowych. Tymczasem europejskie sądy będą karać finansowo nie bezpośrednio winnych, ale państwo, czyli nas wszystkich. Krótko mówiąc - odpowiedzialność w Unii Europejskiej zostanie "uwspólnotowiona": urzędnicy i politycy będą mogli po staremu faszerować kieszenie łapówkami za naginanie prawa do potrzeb sponsora, a karę za to poniosą wszyscy obywatele w formie sankcji pieniężnych z budżetu.
MaG
Nasz Dziennik 22-04-2004

Autor: DW