Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Korzeniowski i długo, długo nic...

Treść

Złoty medal Roberta Korzeniowskiego w chodzie na 50 km i czwarte miejsce Moniki Pyrek w skoku o tyczce - to najlepsze lokaty wywalczone przez Polaków na dziewiątych lekkoatletycznych mistrzostwach świata. Wynik skromny i poniżej oczekiwań. Bo choć do Paryża nasza reprezentacja nie jechała po deszcz medali, to tego, że chwil radości będzie tak niewiele, chyba nikt się nie spodziewał.
Od razu nasuwa się na myśl wniosek raczej smutny: mamy w tej chwili jednego lekkoatletę wielkiej klasy, a poza nim długo, długo nic. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy Robert Korzeniowski zakończy swą sportową karierę, co prędzej czy później (a raczej prędzej) nastąpi. Co wtedy będzie?
Owszem, nasze oczekiwania związane z paryską imprezą nie były wielkie. Ale liczyliśmy, że któryś z reprezentantów Polski - oprócz oczywiście Korzeniowskiego - uplasuje się na medalowym miejscu, wierzyliśmy po cichu w kilka niespodzianek. Tę miał sprawić przede wszystkim Aleksander Waleriańczyk w skoku wzwyż. Młody zawodnik krakowskiego Wawelu legitymował się przecież najlepszym w tym roku wynikiem (2,36 m) i... gdyby go powtórzył w Paryżu, byłby mistrzem świata. Tak się jednak nie stało, Waleriańczyk w finale skoczył zaledwie 2,25 m i uplasował się na 10. miejscu. Ale z drugiej strony, trudno do krakusa mieć pretensje, obecny rok jest jego pierwszym w światowej czołówce i mógł najzwyczajniej w świecie nie wytrzymać presji. W przyszłości będzie lepiej. Na pewno. Lepiej od Aleksandra spisał się Grzegorz Sposób, który zajął 6. miejsce (2,29).
Zawiodła natomiast Kamila Skolimowska, bo od mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem mogliśmy oczekiwać czegoś więcej niż tylko 8. miejsca. Po cichu mieliśmy nadzieję na medal Moniki Pyrek w skoku o tyczce, ale nasza zawodniczka nie liczyła się w walce o podium. W tej sytuacji jej 4. miejsce traktować trzeba jako umiarkowany sukces. Wierzyliśmy, że o czołowe lokaty bić się będzie męska sztafeta 4x100 m, oczekiwania wzrosły po udanych startach w eliminacjach i półfinale. Niestety, już w samym finale Polacy pobiegli bardzo słabo i zajęli ostatecznie 6. miejsce. Niektórzy liczyli na niespodziankę w postaci czołowego miejsca Adama Kolasy w skoku o tyczce, skończyło się na rozczarowaniu i 9. lokacie.
Gdy zawodzili nasi faworyci, musieliśmy się cieszyć z małych sukcesików innych. Z piątej pozycji Aurelii Trywiańskiej w biegu na 110 m przez płotki, z szóstego miejsca Krystyny Zabawskiej w pchnięciu kulą czy takiej samej lokaty sztafety 4x400 m pań, jak i dwóch 7. miejsc: Romana Magdziarczyka w chodzie na 50 km i Anny Rogowskiej w skoku o tyczce.
Oczywiście nie zapominamy o Robercie Korzeniowskim, ale to na bladym tle naszej reprezentacji sportowiec jakby z innej planety. Jedyny, na którego zawsze i wszędzie możemy liczyć. Wybitny i po prostu najlepszy. W fantastycznym stylu wygrał swą koronną konkurencję, chód na 50 km, ustanawiając przy tym niesamowity rekord świata. Po raz kolejny skupił na sobie kamery stacji telewizyjnych z całego globu. I chyba nic więcej dodawać nie trzeba. Poza smutną refleksją: dlaczego nie mamy więcej takich Korzeniowskich?
Ogółem w klasyfikacji punktowej lekkoatletycznych mistrzostw świata (uwzględniającej pozycje 1.-8.) Polska zajęła dalekie, 17. miejsce. Przed naszymi znalazły się m.in. Etiopia, Hiszpania, Grecja, RPA, Japonia i Szwecja.
Szef szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Jerzy Skucha za występ w Paryżu wystawił naszym reprezentantom - w szkolnej skali - notę trzy z plusem. - Generalnie spodziewałem się czegoś lepszego. Liczyłem, że większość zbliży się do rekordów życiowych. Tak się nie stało - powiedział.
Mimo wszystko zakończyć możemy nutką leciutko tchnącą optymizmem. Otóż w Paryżu, z różnych przyczyn, nie startowali Szymon Ziółkowski, Paweł Czapiewski, Paweł Januszewski, Artur Kohutek, Marek Plawgo i Lidia Chojecka. Każdy z nich ma na koncie medale mistrzostw Europy, świata bądź olimpijskie. I każdy może wystąpić na przyszłorocznych igrzyskach w Atenach.
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 2-09-2003

Autor: DW