Przejdź do treści
Przejdź do stopki

KNB z prokuratorem w tle

Treść

Ministerstwo Skarbu Państwa zwróciło się do Komisji Nadzoru Bankowego o uchylenie jej uchwały sprzed tygodnia i dopuszczenie resortu w charakterze strony do postępowania w sprawie wniosku UniCredito, dotyczącego wykonania prawa głosu z akcji BPH.

Ministerstwo Skarbu Państwa zwróciło się natomiast do komisji o usunięcie naruszenia prawa, uniemożliwiającego uczestnictwo w posiedzeniu jego reprezentantowi na zasadzie strony.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz wystosował list do prezesa UniCredito Italiano Alessandro Profumo z zaproszeniem do rozmów na temat fuzji banków należących do włoskiego inwestora - Pekao SA i BPH. Rząd sprzeciwia się połączeniu obu banków, powołując się na podpisane z inwestorem umowy prywatyzacyjne. Spotkanie miałoby się odbyć dziś po południu, jednak na razie ze strony UniCredito nie nadeszło potwierdzenie - zaznaczył rzecznik rządu Konrad Ciesiołkiewicz. Podjęcie negocjacji z UniCredito ma sens tylko w wypadku, jeśli Komisja Nadzoru Bankowego nie wyda wcześniej zgody na "uaktywnienie" akcji BPH.
Wczoraj Komisja Nadzoru Bankowego zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu, aby rozstrzygnąć wniosek UniCredito o zgodę na wykonywanie prawa głosu z akcji BPH. Ponieważ w ubiegłym tygodniu nie dopuściła Skarbu Państwa do postępowania na prawach strony, wniosek o dopuszczenie do udziału w postępowaniu na podstawie art. 183 kpa zgłosił prokurator generalny. Kodeks nie wymaga w tym wypadku zgody KNB.
- Prokurator jest tam po to, aby wszystko toczyło się w zgodzie z prawem - wyjaśnił premier Kazimierz Marcinkiewicz. Zaznaczył, że nie bierze on udziału w głosowaniu.
W imieniu prokuratora generalnego na posiedzeniu KNB mieli się stawić prokurator Waldemar Grudziewski, dyrektor biura postępowania sądowego Prokuratury Krajowej, i Maria Teresa Kalocińska. Posiedzenia KNB są tajne. Według naszych informacji, prokurator Grudziewski zaraz na wstępie posiedzenia miał złożyć wniosek o przesunięcie rozstrzygnięcia do czasu zapoznania się przez niego z materiałem sprawy. Rząd chciałby przełożenia przez KNB decyzji o co najmniej dwa tygodnie. Zdaniem premiera, rozstrzygnięcie nie może zapaść bez udziału Skarbu Państwa jako strony, bo jest to warunek ewentualnego zaskarżenia decyzji KNB. - Jestem przekonany na sto procent, że potrafimy do tego doprowadzić - oświadczył szef rządu.
Widoczna ostatnio presja Komisji Europejskiej i prasy zagranicznej na Polskę, jak również krytyczne wypowiedzi przedstawicieli banków są efektem szeroko zakrojonego lobbingu za granicą ze strony... przedstawicieli niektórych instytucji polskich.
Prezes NBP Leszek Balcerowicz uczestniczył w spotkaniu szefów banków centralnych w Bazylei, co uniemożliwiło mu złożenie podpisu pod uzasadnieniem decyzji o niedopuszczeniu przedstawiciela Skarbu Państwa do udziału w postępowaniu przez KNB. Jak poinformował rzecznik resortu skarbu Marcin Mazurek, uzasadnienie po wielu monitach dotarło do ministerstwa dopiero we wtorek po południu. MSP przygotowuje zaskarżenie postanowienia KNB do sądu administracyjnego.

Włosi na bakier z prawem
Bank BPH, którego dotyczy postępowanie, UniCredito Italiano przejęło w drodze fuzji z niemieckim HVB, dotychczasowym właścicielem BPH. Zgoda polskiego nadzoru bankowego jest warunkiem wstępnym, aby UCI mogło dokonać połączenia banków BPH i Pekao SA. Ten ostatni Włosi nabyli w 1999 r. na mocy umowy prywatyzacyjnej zawartej ze Skarbem Państwa. Zobowiązali się w niej, że przez 10 lat nie nabędą bezpośrednio lub pośrednio żadnego innego banku w Polsce. Termin tego zobowiązania upłynie dopiero za trzy lata, a tymczasem UCI, nie oglądając się na umowę, nabyło drogą pośrednią BPH, nie występując przy tym o zgodę do polskiego nadzoru bankowego. MSP oskarża inwestora o złamanie prawa, zarzucając mu, że powinien wystąpić o zgodę na nabycie BPH jeszcze przed fuzją z niemieckim HVB. Zgodnie z art. 25 prawa bankowego osoba zamierzająca bezpośrednio lub pośrednio objąć lub nabyć akcje banku zobowiązana jest każdorazowo wystąpić z wnioskiem do Komisji Nadzoru Bankowego o wydanie zezwolenia na wykonywanie prawa głosu na walnym zgromadzeniu, jeżeli w wyniku objęcia lub nabycia akcji osiągnęłaby lub przekroczyła określone progi głosów na WZA (10 proc., 20 proc., 25 proc., 33 proc., 50 proc., 66 proc. i 75 proc. głosów). Prawnicy MSP wskazują, iż wystąpienie o zgodę KNB powinno nastąpić przed nabyciem banku, a nie po nim. Sankcja za złamanie art. 25 przewidziana jest w art. 26 prawa bankowego, który stanowi, że inwestor z mocy prawa traci uprawnienie do wykonywania głosu z nabytych akcji. Rozpatrywany obecnie wniosek UCI zmierza, według tej interpretacji, do przywrócenia utraconych uprawnień. Wspomniane przepisy prawa bankowego stanowią implementację Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2000/12/WE w sprawie podejmowania i prowadzenia działalności przez instytucje kredytowe. MSP stoi na stanowisku, że nie jest możliwe wydanie zgody na wykonywanie prawa głosu z akcji ex post. Prawo bankowe milczy na temat takiej sytuacji. Wobec tego KNB pozostałoby tylko umorzyć postępowanie i wezwać UniCredito do odsprzedania akcji BPH. Wezwanie takie już w końcu ubiegłego roku wystosował Skarb Państwa.

Kompromitacja Balcerowicza
Zdaniem prof. Cezarego Kosikowskiego, przewodniczącego Rady Legislacyjnej przy premierze, postanowienie prezesa NBP Leszka Balcerowicza o wyłączeniu wiceministra Cezarego Mecha z postępowania w sprawie UniCredito jest obciążone poważnymi wadami. Prezes NBP m.in. nie wskazał właściwej podstawy prawnej wyłączenia, nie przekazał postanowienia ministrowi finansów jako organowi, który delegował wiceministra Mecha, a na dodatek kontynuował czynności Komisji bez udziału wszystkich jej członków. Balcerowicz wydał postanowienie bez oceny wiarygodności informacji zgłoszonych we wniosku UCI o wyłączenie Mecha.
"Uprawdopodobnienie jest surogatem dowodu. Różnica między nimi nie polega na mniejszej wiarygodności informacji, lecz na odformalizowaniu czynności związanych z ich uzyskiwaniem" - napisał prof. Kosikowski, nawiązując do stwierdzenia prezesa NBP, iż okoliczności świadczące o braku bezstronności należy tylko uprawdopodobnić.
Zdaniem prof. Kosikowskiego, przewodniczący KNB nie zwrócił także uwagi na to, że wyłączony członek KNB jest w Ministerstwie Finansów osobą odpowiedzialną za funkcjonowanie instytucji finansowych i nie może odmawiać udzielania wywiadów i informacji mediom, ale czyni to w imieniu rządu, a nie własnym. Tymczasem nieautoryzowane wypowiedzi wiceministra dla mediów posłużyły prezesowi Balcerowiczowi za podstawę oskarżenia go o brak bezstronności. "Niepokoić musi to, że przewodniczący KNB, wychodząc poza materiał wskazany we wniosku o wyłączenie, sam zaczął dobierać inne wypowiedzi prasowe członka KNB, aby tylko uzasadnić jego wyłączenie" - zaznaczył przewodniczący Rady Legislacyjnej.
Autor opinii prawnej zwrócił uwagę, że na gruncie kpa można wyłączyć nie tylko członka, ale i przewodniczącego organu kolegialnego, ponieważ ten ma możliwość wpływania na pozostałych członków, a jego głos jest decydujący przy równej liczbie głosów.
"Zastanawiające są czas i pośpiech, z jakim przewodniczący KNB wydał postanowienie. Wniosek o wyłączenie wpłynął 6 marca, a już 8 marca wydano postanowienie. Nie wiadomo, czym był spowodowany ów pośpiech i jak on się miał do dalszego prowadzenia postępowania, już bez udziału wyłączonego członka KNB" - zauważył prof. Kosikowski. Szczególną jego uwagę zwrócił fragment uzasadnienia, w którym Balcerowicz powołał się na dowód... opatrzony klauzulą "zastrzeżone". "Dowód, którego nie można ujawnić (a nie stanowi on tajemnicy państwowej), nie istnieje, a samo przekonanie przewodniczącego KNB na ten temat jest nie tylko nieskromne, lecz przede wszystkim niewystarczające" - podkreślił autor opinii. W jego ocenie, "podmiot zagraniczny, który złożył wniosek o wyłączenie członka KNB, doskonale wpasował się w polskie realia polityczne, a przewodniczący KNB stał się wykonawcą jego woli".
Małgorzata Goss

Jarosław Kaczyński, przewodniczący PiS
Fragment wypowiedzi udzielonej wczoraj Radiu Maryja

Burzę rozpętał Donald Tusk, wygłaszając niesłychanie agresywne, prymitywne przemówienie. (...) Może i dobrze się stało, różni ludzie się odsłonili. W "Gazecie Wyborczej" pani Łuczywo napisała, że Donald Tusk powiedział w końcu to, co powinien powiedzieć. Nasza diagnoza, że mamy do czynienia z szybko budowanym sojuszem sił lewicowych, że znów siły wywodzące się z Komunistycznej Partii Polski, bo takie reprezentuje pani Łuczywo, są na pierwszej linii, została potwierdzona. (...) My walczymy o Polskę demokratyczną, w której zwykli Polacy mają coś do powiedzenia, (...) natomiast druga strona nie jest w stanie przedstawić wprost swojej koncepcji i w związku z tym kamufluje ją, przypisując nam zamiary i działania, których nie mamy i których nigdy nie podejmowaliśmy. Próbuje się wmówić Polakom, że jest dzisiaj w kraju zagrożenie dla demokracji, chociaż w gruncie rzeczy jest tylko zagrożenie dla układu, który jest całkowicie antydemokratyczny. (...) Bardzo charakterystyczne było stwierdzenie pana Tuska, że my chcemy położyć rękę, jak on powiedział "łapę", na pieniądzach. Prawda jest taka, że łapę na pieniądzach, jeśli już cytować pana Tuska, chce położyć jego partia, bo przecież centralną postacią tej fuzji, która ma się dokonać, jest Jan Krzysztof Bielecki, który niezależnie od swojego formalnego członkostwa, albo braku członkostwa, jest niezwykle ważną osobą w PO. Ta operacja, która jest w tej chwili prowadzona, jest niezwykle szkodliwa w sensie gospodarczym, niszczy rynek usług finansowych. (...) Chcemy móc rządzić tą sferą, która jest przyznana konstytucyjnie rządowi, i chcemy także doprowadzić do tego, żeby aparat państwowy był sprawny. (...) Jeżeli pan Tusk nie powiedział w gruncie rzeczy słowa na temat pana Balcerowicza, to dlatego, że on wiedział, że tego wprost się bronić nie da.
not. AG

"Nasz Dziennik" 2006-03-16

Autor: ab