Kluza zamiast Gilowskiej
Treść
Projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, jeden z najważniejszych projektów, jakie obecny rząd przesłał do Sejmu, ma zaprezentować z trybuny sejmowej... podsekretarz stanu Stanisław Kluza, a nie wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. Zdaniem części komentatorów, rząd celowo dystansuje się od własnego projektu, nie chcąc wchodzić w konflikt z prezesem NBP Leszkiem Balcerowiczem, który sprzeciwia się konsolidacji nadzoru nad instytucjami rynku kapitałowego. To niezbyt dobra zapowiedź dla prac nad ustawą i polskiej gospodarki, która - jak twierdzą eksperci - mogłaby wejść w życie już w sierpniu. Niejasne stanowisko rządu może jednak spowodować, że prace nad projektem się wydłużą.
W piątek Sejm ma przeprowadzić pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o nadzorze finansowym. Przewiduje on konsolidację nadzoru nad instytucjami rynku kapitałowego w jednej instytucji - Komisji Nadzoru Finansowego, co pociągnie za sobą likwidację trzech funkcjonujących obecnie organów nadzorujących: Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych oraz Komisji Nadzoru Bankowego. Zmiana ta wychodzi naprzeciw współczesnym przemianom na rynku kapitałowym, które polegają na zacieraniu różnic pomiędzy sektorem papierów wartościowych, bankowym i ubezpieczeniowym. Bliskie powiązania między instytucjami kredytowymi, ubezpieczeniowymi, inwestycyjnymi i funduszami emerytalnymi, pojawianie się hybrydowych produktów finansowych i wzrastająca rola konglomeratów finansowych sprawiają, że wyspecjalizowane instytucje nadzorcze, odrębne dla każdego typu działalności, nie są w stanie skutecznie nadzorować rynku kapitałowego, podlegającego intensywnym procesom globalizacji.
Mimo że projekt konsolidacji nadzoru finansowego należy do najważniejszych ustaw, jakie rząd przesłał do Sejmu - wicepremier Zyta Gilowska nie przedstawi go Izbie osobiście. Zamiast niej wystąpi podsekretarz stanu Stanisław Kluza.
Kompromis z NBP
- To sygnał, że rząd nie stanie murem za własnym projektem, lecz jest otwarty na kompromis z NBP - uważa były współpracownik minister Gilowskiej. Jego zdaniem, może to doprowadzić do zmian merytorycznych w projekcie pod dyktando Leszka Balcerowicza. Wprowadzenie ustawy w życie w obecnym kształcie pozbawiłoby prezesa NBP funkcji szefa nadzoru nad sektorem bankowym.
Autorem projektu jest były wiceminister finansów Cezary Mech.
Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy pod koniec marca, a już w kwietniu Mech został zdymisjonowany na prośbę wicepremier Zyty Gilowskiej.
- Rząd Marcinkiewicza skraca linię frontu - ocenił wówczas jeden z ekspertów. - Chodzi o to, że atakowany ze wszystkich stron rząd chciał za wszelką cenę uniknąć otwartego konfliktu z Balcerowiczem, a właśnie osoba ministra Mecha jest tą, na którą prezes NBP reaguje alergicznie - wyjaśnia nasz rozmówca.
Niejasne stanowisko szefa rządu i wicepremier Gilowskiej wobec projektu może również spowodować, że prace nad nim ulegną wydłużeniu.
Raczej nie w sierpniu
- Ta ustawa mogłaby wejść w życie już w drugiej połowie sierpnia - twierdzi ekspert związany z rynkiem kapitałowym. Połączenie KPWiG oraz KNUiFE nie przedstawia żadnych problemów i może dokonać się bardzo szybko. Więcej trudności wywoła włączenie KNB do Komisji Nadzoru Finansowego, co - według ustawy - ma nastąpić w 2007 roku. Dzisiaj nadzór nad bankami jest niejako "wtopiony" w NBP - nie ma tu żadnej odrębności finansowej, materialnej i personalnej. Szefem KNB jest prezes NBP, Komisja obraduje w budynkach NBP, korzysta ze sprzętu NBP, NBP finansuje także jej działalność. Dzisiaj nikt nie potrafi powiedzieć, ile kosztuje podatnika nadzór nad bankami, bo NBP potrąca sobie te koszty z zysku, co zmniejsza jego wpłaty do budżetu państwa. Po uchwaleniu ustawy ta sytuacja się zmieni - to banki komercyjne, a nie polski podatnik będą musiały finansować skonsolidowany nadzór finansowy.
- Stąd ten sprzeciw wobec konsolidacji nadzoru. Dzisiaj wszyscy są zadowoleni: NBP, ponieważ ma władzę nad bankami i dysponuje pieniędzmi na nadzór, i banki komercyjne, gdyż nie muszą płacić z własnej kieszeni - wyjaśnia były pracownik bankowości.
Za wyprowadzeniem nadzoru bankowego z NBP przemawia też istniejący obecnie konflikt interesów pomiędzy jego działalnością jako instytucji nadzorującej sektor banków komercyjnych a polityczną działalnością w zakresie ustalania polityki pieniężnej. NBP jednak zaprzecza w materiale przesłanym do redakcji, jakoby taki konflikt interesów w ogóle miał miejsce.
Małgorzata Goss
"Nasz Dziennik" 2006-06-21
Autor: ab