Klich nie chce już Loary
Treść
Śmigłowce, broń rakietowa, systemy przeciwrakietowe, samoloty szkolno-bojowe, modernizacja marynarki wojennej - to niektóre z elementów programu rozwoju technicznego Wojska Polskiego do 2018 roku. Bogdan Klich, minister obrony narodowej, zapewnia, że warunek korzystania z przemysłu krajowego będzie spełniany "do maksimum". Innego zdania są związkowcy ze zbrojeniówki. Wskazują na przeciągające się procedury zawierania umów, co może doprowadzić do całkowitej rezygnacji z zamówień w rodzimych zakładach.
- Chcemy kupować nowoczesne śmigłowce, broń rakietową, systemy przeciwrakietowe, samoloty szkoleniowo-bojowe, modernizować marynarkę wojenną. Nastawiamy się także na zakup indywidualnego sprzętu, wyposażenia i uzbrojenia wojskowego - wyliczał Klich, prezentując plany zakupu sprzętu wojskowego na najbliższe 9 lat. Opowiedział się także za informatyzacją w ramach programu C4ISR, który ma za zadanie wspierać systemy dowodzenia i łączności w armii.
Pytany o plany poziomu korzystania z produktów krajowych oględnie oznajmił, iż skala "polonizacji" wszystkich programów jest różna. - Mogę powiedzieć, że zakładamy, iż śmigłowce będziemy kupować w Polsce, jeżeli tylko oferta naszych krajowych producentów będzie atrakcyjna - oznajmił. Dodał, że MON będzie wyciskało "ten warunek polonizacji do absolutnego maksimum". Niestety, tych zapowiedzi nie potwierdza decyzja o rezygnacji sytemu obrony przeciwlotniczej Loara. - Już nam się zdezaktualizował i jest zbyt kosztowny - tłumaczył oględnie szef resortu obrony.
Oburzeni i zaskoczeni takim stanowiskiem Klicha są pracownicy Zakładów Mechanicznych Bumar-Łabędy SA - producenta Loary. - A za rok kupimy taki sam niemiecki system na podwoziu Leoparda, którego Niemcy jeszcze nie mają. W tym kierunku pan minister Klich zmierza. A to jest szkodliwe dla interesów gospodarczych państwa polskiego - twierdzi zaskoczony decyzją MON Zdzisław Goliszewski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Zakładów Mechanicznych Bumar-Łabędy. Według niego, zestaw Loara nie jest wcale przestarzały. - Jest stale modernizowany, bardzo długo był w planach. Niestety, z powodu takich, a nie innych decyzji wojsko ma tylko dwie sztuki. Jest wersja artyleryjska, znacznie wcześniej zrezygnowano z rakietowej, mimo że takiego nowoczesnego systemu nie posiadamy - zauważa Goliszewski. - Nie będzie nic taniej, gdy kupuje się tylko dwie sztuki - dodaje, odnosząc się do argumentu, że system jest "zbyt kosztowny". Z kolei Stanisław Głowacki, przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ "Solidarność", zwraca uwagę na zwlekanie z podpisaniem zamówień w naszym przemyśle obronnym w ramach tzw. pakietu antykryzysowego. - Obawiamy się, że teoretycznie może być taka sytuacja, iż wszyscy będą nam tłumaczyć, że są środki na modernizację i zamówienia. Natomiast umyślnie będzie odbywało się przeciąganie zawierania umów, aby na końcu roku stwierdzić, iż niestety nie uda się już tego zrealizować albo że po prostu nie ma pieniędzy - podkreśla Głowacki.
Doktor hab. Romuald Szeremietiew, były wiceszef resortu obrony, wskazuje na to, że duże środki, które zainwestowano w opracowanie Loary, zostaną zaprzepaszczone. - Jestem zaskoczony taką decyzją. Prace nad zestawem Loara są już ukończone w jego wersji artyleryjskiej - przeszedł on wszystkie próby. Również w co najmniej 80 proc. gotowa jest jego wersja rakietowa. Wiadomo, że ten system jest istotny, jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą. Posiada on zasięg wyższy niż rakiety Grom, a niewątpliwie taka ochrona przeciwlotnicza jest nam potrzebna. Ponadto ten program trwa już długo - wydano na niego sporo pieniędzy i rezygnowanie w sytuacji, kiedy można go łatwo zakończyć, wydaje mi się dziwne - zauważa Szeremietiew.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2009-10-27
Autor: wa