Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Klęska lewicowej ekstremy

Treść

Kompletnym fiaskiem zakończyło się we Włoszech dwudniowe referendum w sprawie nowelizacji ustawy o sztucznym zapłodnieniu. Według wyników, ogłoszonych przez włoskie MSW, wzięło w nim udział 25,9 proc. obywateli. Głosowanie zostanie unieważnione, gdyż nie przekroczono wymaganego progu 50 proc. Obserwatorzy zaznaczają, że prawdziwym zwycięzcą plebiscytu jest włoski Kościół, który podkreślając, że kwestia ludzkiego życia nie powinna być przedmiotem głosowania, do ostatniej chwili nawoływał do bojkotu referendum.
Przedmiotem plebiscytu była uchwalona w 2004 r. ustawa, która zabrania wszelkich eksperymentów na dzieciach poczętych, a zatem także na pobranych od nich komórkach macierzystych. Inicjatorzy referendum, którzy nie uznają dzieci poczętych w embrionalnym stadium życia za istoty ludzkie, dążyli do zmiany tej regulacji, argumentując obłudnie, że zmiana ustawy umożliwiłaby prowadzenie badań naukowych w celu znalezienia bardziej skutecznych metod leczenia wielu chorób.
Jedno z pytań dotyczyło rozciągnięcia możliwości sztucznego zapłodnienia, do którego obecnie we Włoszech mają prawo tylko małżeństwa bezpłodne, także na te pary, które - jak twierdzono - nie chcą przekazać dzieciom chorób genetycznych. Obyczajowi ekstremiści chcieli również zniesienia przepisu zakazującego wykorzystywania przy sztucznym zapłodnieniu materiału genetycznego pobranego od osób trzecich.
Komentatorzy nie mają wątpliwości, że skuteczne okazały się apele włoskich biskupów o powstrzymanie się od głosowania. - Nie łamiemy sumień, ale je oświecamy, stając w obronie życia - oświadczył przed głosowaniem przewodniczący Episkopatu ks. kard. Camillo Ruini. To stanowisko kilkakrotnie poparł Ojciec Święty Benedykt XVI. Tuż po ogłoszeniu klęski referendum ks. kard. Ruini wyraził wielkie zadowolenie z faktu, że Włosi wykazali się w tej sprawie wielką dojrzałością. Swego zadowolenia nie krył także premier Silvio Berlusconi, który wcześniej deklarował, że nie pójdzie głosować. - Wyborcy raz jeszcze udowodnili, że potrafią podejmować decyzje w sposób niezależny - stwierdził szef rządu.
Tymczasem swojej wściekłości nie potrafili ukryć obyczajowi ekstremiści. Chociaż dla siebie żądają zwykle absolutnej tolerancji, to wczoraj nie okazali jej tym, którzy ośmielili się przeciwstawić głoszonemu przez nich barbarzyństwu. Już w niedzielę, kiedy było wiadomo, że referendum zakończy się klapą, rozpoczęli bardzo ostre ataki na księdza kardynała Ruiniego, cały Kościół katolicki oraz Papieża Benedykta XVI. Nie szczędzili przy tym przekleństw i inwektyw.
Tylko nieliczni komentatorzy zauważają, że jeśli można mówić o zwycięstwie Kościoła, to w tym sensie, że Włosi odmówili udziału w głosowaniu nad życiem. Z punktu widzenia nauki Kościoła także obecna ustawa jest nie do przyjęcia, ponieważ - choć w ograniczonym zakresie - zezwala na zapłodnienie in vitro, podczas którego dochodzi do poczęcia uśmiercanych później "nadliczbowych" dzieci.
KWM, PAP

Ojciec Marian Sojka CSsR z Rzymu:
Kościół włoski stanął na wysokości zadania. Świeccy zorganizowali się w specjalnym komitecie, który namawiał do bojkotu referendum. Szczególną rolę odegrał w tym ks. kard. Camillo Ruini, który kilkakrotnie publicznie namawiał wierzących i wszystkich ludzi dobrej woli do pozostania w domach. Głos w tej sprawie zabrał również Ojciec Święty Benedykt XVI, który poparł stanowisko biskupów i zachęcił do tego, by nie głosować przeciwko życiu. Na włoskiej scenie politycznej zasadniczo było tak, że lewica nawoływała do udziału w głosowaniu, a ugrupowania postrzegane jako prawicowe były za bojkotem. Argumentacja Kościoła i środowisk z nim związanych, w tym lekarzy i prawników, znalazła zrozumienie u Włochów. Trzeba zauważyć, że wynik nie był do końca pewny, gdyż kampania środowisk lewicowych i liberalnych była bardzo głośna i agresywna. Wykorzystywano też wątki antykatolickie. Po pierwszych poniedziałkowych wynikach widać było już, jak lewica jest wściekła i jak mocno atakuje ks. kard. Camillo Ruiniego. Oskarża się go m.in. o mieszanie się w sprawy polityczne. Wynik referendum interpretuje się jako przebudzenie Kościoła i środowisk katolickich. Wielu publicystów pytało w gazetach, czy aby na wynik referendum nie wpłynęła śmierć Jana Pawła II; czy ona Włochów w pewien sposób nie zmieniła.
not. JS

"Nasz Dziennik" 2005-06-14

Autor: ab