Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Klauzula wyjścia klauzulą niewoli

Treść

Twarde warunki przewidziane w tekście nowej konstytucji europejskiej mogą sprawić, że wyjście z Unii Europejskiej bez zezwolenia byłoby bezprawne. W utajnionym tekście artykułu 46 projektu konstytucji UE, do którego udało się dotrzeć gazecie "Daily Telegraph", mówi się, że wyjście dowolnego kraju z UE winno zostać zaaprobowane przez dwie trzecie państw członkowskich.

W ciągu ostatnich miesięcy Konwent Europejski składający się ze 105 posłów, którym przewodniczy były prezydent Francji Valery Giscard D'Estaing, opracowywał projekt pierwszej konstytucji europejskiej. Zgodnie z jej tekstem, do którego obecnie wnosi się ostatnie poprawki, mniejszościowy blok państw może dyktować swoje warunki. Treść konstytucji nie daje żadnej gwarancji, że kraj pragnący opuścić UE ochroni swoje interesy ekonomiczne, czy też z powrotem otrzyma rezerwy walutowe znajdujące się w Europejskim Banku Centralnym.
Wielu brytyjskich polityków, na czele z byłą premier Margareth Thatcher, już od dawna postuluje wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur UE. Deputowany partii konserwatywnej David Hitcoat-Emori nie krył swojego oburzenia, uznając tekst projektu za skandaliczny. - Mamy do czynienia nie z klauzulą wyjścia, ale z klauzulą niewoli - oświadczył. - Jako skrajny środek będziemy musieli anulować Akt o Europejskich Stowarzyszeniach z 1972 r. W tym przypadku nie da się więcej mówić o dobrowolnej unii, z której można wyjść w dowolnym momencie. To będzie oznaczać koniec najwyższej władzy parlamentu - ostrzegł brytyjski deputowany. Hitcoat-Emori stwierdził, że tekst ukierunkowany na maksymalną integrację przeforsowało dwóch członków Komisji Europejskiej - Francuz Michel Barne i Portugalczyk Antonio Vitorino. To oni werbują do pracy nad tekstem konstytucji prawników Komisji Europejskiej.
Nie po raz pierwszy Wielka Brytania wysuwała bardzo poważne zastrzeżenia wobec projektu konstytucji europejskiej. Już 7 lutego 2003 r. dziennik "Daily Telegraph" informował, że poza Zjednoczonym Królestwem również Francja, Hiszpania, Holandia i Rumunia nie są zadowolone z projektu konstytucji europejskiej. Wielkie obawy wzbudziło wówczas przedstawienie wcześniejszej, pierwszej części projektu konstytucji UE.
Wśród niezadowolonych państw brytyjski dziennik nie wymienił Polski. Tymczasem są powody do głębokiego niepokoju. Jak alarmował publicysta gazety Ambrose Evans, "zgodnie z przedstawionym projektem europejskie państwa utracą kontrolę nad swoją polityką zagraniczną i obronną, ulegając prawnej dominacji UE prawie we wszystkich sferach życia narodowego". Autor zauważył, że nie bacząc na sprzeciw Wielkiej Brytanii, twórcy dokumentu mówią o utworzeniu Unii Europejskiej na "podstawie federacyjnej", która będzie "dominować nad prawami państw członkowskich". W szczególności w trzecim artykule mówi się o tym, że UE będzie dysponować prawem "koordynowania polityki ekonomicznej państw członkowskich", w tym polityki budżetowej. Czwarty artykuł zaś stanowi, że "Unia będzie miała prawo wyznaczania i przeprowadzania wspólnej polityki zagranicznej w dziedzinie bezpieczeństwa, w tym stopniowo określać wspólną politykę obronną".
"Daily Telegraph" pisze, że w rezultacie "prawie cała zagraniczna działalność rządu brytyjskiego będzie w pełni lub częściowo znana UE". Władze Wielkiej Brytanii nie byłyby w stanie samodzielnie tworzyć własnego prawa, o ile nie otrzyma ją na to akceptacji Brukseli. Unia - według projektu konstytucji - miałaby dominować w takich sferach, jak: ochrona zdrowia, polityka socjalna, transport, sądownictwo, rolnictwo, rybołówstwo, energetyka, polityka społeczno-ekonomiczna, ochrona środowiska naturalnego, handel wewnętrzny i zagraniczny, ochrona praw konsumentów. "Rząd brytyjski zareagował na projekt ze zgrozą" - komentował Ambrose Evans. Obwinił on znajdującą się w prezydium Konwentu 13-osobową grupę o zorganizowanie "puczu federacyjnego".
Peter Hain, poseł Wielkiej Brytanii do Konwentu i minister ds. Walii, powiedział, że autorzy projektu zignorowali wolę 105 członków organizacji, która składa się z członków Parlamentu Europejskiego i parlamentów państw członkowskich oraz z przedstawicieli rządów. Zgodnie z projektem "UE będzie kierować polityką zagraniczną i prowadzić ekonomikę", mimo że wielu ostro występowało przeciw takim propozycjom - oburzał się Hain. Jak stwierdził: "Państwa członkowskie UE są kluczowymi elementami strukturalnymi Unii Europejskiej. Nie ma wątpliwości, że w Brukseli toczy się proces tworzenia federacyjnego superpaństwa".
Członek europarlamentu z ramienia partii konserwatywnej, Tim Kirkhope, określił to jeszcze dosadniej: prezydium "flirtuje z dyktaturą". - Powstało poważne zagrożenie dla naszej demokracji parlamentarnej. UE stanęła na głowie. Oni mówią, że wszystkim będzie się zajmować Bruksela. Jest to zupełnie nie do przyjęcia dla narodu brytyjskiego - powiedział brytyjski deputowany.
Tekst projektu konstytucji jest podawany do publicznej wiadomości w częściach. Na początku lata będzie przedstawiony wariant końcowy. Delegaci Konwentu mogą składać projekty zmian, ale nie posiadają prawa głosu. Wypowiadający się dla "Daily Telegraph" dyplomaci UE stwierdzili, że grupa tzw. insiderów Unii (ang. inside - wewnątrz) ustanowiła pełną kontrolę nad prezydium Konwentu.
Wprawdzie, jak zaznaczył Ambrose Evans, wielu mówiło, że prezydium rzuci "ochłapem" w kierunku Wielkiej Brytanii i usunie sformułowanie: "podstawa federacyjna", jednak w żaden sposób nie wpłynie to na przebieg przekazywania władzy Brukseli.
Teoretycznie po zakończeniu procesu rozważania projektu konstytucji dowolne państwo członkowskie ma prawo zawetować dokument. Wówczas Wielka Brytania może zyskać drugą szansę pokrzyżowania działań Konwentu. Jednak jego przewodniczący, Valery Giscard D'Estaing, zagroził, że żadne z państw nie będzie miało prawa blokowania decyzji większości. - Niezgadzający się będą musieli opuścić skład UE - powiedział były prezydent Francji. Jednak jak wówczas wyjść z unijnej niewoli? Co stanie się z państwami, którym np. nie starczy pieniędzy na zapłacenie kontrybucji, a dwie trzecie państw-członków UE i tak powie "nie"?
Skandal ujawniony przez brytyjską gazetę tym bardziej dotyczy popychanej do UE Polski - kraju o daleko mniejszych wpływach polityczno-gospodarczych niż Zjednoczone Królestwo.
Waldemar Moszkowski
Nasz Dziennik 14-03-2003

Autor: DW