Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Karierowicz - współpracownik

Treść

Słaby charakter, nieprzeciętnie inteligentny zawsze będzie oscylował w tym kierunku, gdzie widzieć będzie dla siebie korzyści, nie tylko materialne, lecz przede wszystkim prestiżowe. To główne cechy figuranta o pseudonimie "Blech", czyli premiera Marka Belki, zawarte w materiałach SB zbieranych na jego temat. Czy Belka współpracował ze służbami? Odpowiedź brzmi: tak, ale. To "ale" jest interpretacją ustawy lustracyjnej Sądu Najwyższego.
Teczka osobowa Marka Belki zawiera szereg dokumentów z lat 1984-1987. Na jesieni 1984 r. obecny premier zamierzał wyjechać na wysokopłatne stypendium ekonomiczne w University of Chicago. Podczas rozmowy z wysłannikiem Służby Bezpieczeństwa w łódzkim hotelu "Centrum", "Nawal", a później "Blech", bo taki pseudonim nadano Belce, przyznał ppor. Oryńskiemu, że zdaje sobie sprawę z tego, iż zapewnia mu to korzystne warunki. Oryński stwierdzał: "Ten wyjazd zapowiada się dla nas wyjątkowo korzystnie", a Belka "w zasadzie zaakceptował naszą propozycję". Był jednak ostrożny - zgłosił szereg zastrzeżeń, że nie będzie niczego podpisywał i sporządzał żadnych raportów, ale "godzi się na ustne przekazywanie informacji komuś z konsulatu w Chicago, gdyby nie było to zbyt częste i zbyt kłopotliwe dla niego".
W połowie sierpnia 1984 r. Belka podpisał instrukcję wyjazdową, zobowiązując się do wykonywania w USA określonych zadań i zachowania faktu współpracy w tajemnicy. Nie złamał jej - faktu pozyskania przez centralę wywiadu nie ujawnił ani łódzkiemu Urzędowi Służby Wewnętrznej, ani FBI w Chicago.
- W wywiadzie instrukcja wyjazdowa niejako zastępowała zobowiązanie do współpracy - twierdzi były Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński. Dlaczego więc RIP nie skierował sprawy Belki do sądu lustracyjnego? Według naszych informacji, tylko dlatego, że po pierwsze - jego definicji współpracy nie podziela Sąd Najwyższy, a po drugie - w teczce Belki brakuje dowodów na uzyskiwanie korzyści majątkowych ze współpracy. Ale czy do końca tak jest? W raportach oficera rezydenta z Chicago, ukrywającego się pod pseudonimem "Duncan", są ślady korzyści, jakie miał Belka ze współpracy z wywiadem: zakup po niższej cenie aparatu fotograficznego czy alkoholu, pomoc w przesłaniu korespondencji.
Belka nawiązywał kontakt z konsulatem w zasadzie jedynie wtedy, gdy chciał coś załatwić. "Duncan" skarżył się, podobnie jak centrala w Warszawie, że Belka nie był tak dobrym informatorem, na jakiego się zapowiadał, ale widać "wbrew jego oczekiwaniom zainteresowanie sprawami polskimi na chicagowskim uniwersytecie okazało się zbyt małe". Jedyny ślad przekazanych informacji to opracowanie prof. D. Johnsona o ogólnej sytuacji i prognozie rozwoju światowego rynku. SB uznała je za bardzo wartościowe. Łącznie Belka miał przekazać dwa materiały "o charakterze porównawczym".
Zawsze udzieli pomocy
Po powro cie z USA Belka "zadeklarował, że w wypadku jego wyjazdów zagranicznych zawsze udzieli pomocy wywiadowi, gdyż uważa to za swój obywatelski obowiązek". Niechętnie jednak odniósł się do współpracy z SB, obawiając się wykorzystywania go w rozgrywkach wewnątrzuczelnianych. Zresztą i oficerowie SB uznali, że nie widzą większych szans na zaangażowanie go na odcinku krajowym, bo "odmówi lub z obaw o własny interes współpraca będzie jałowa". Ten "własny interes" w materiałach przewija się kilkakrotnie. Podczas rozmowy przedwyjazdowej Belka stwierdzał, że "odnosi się ze zrozumieniem dla pracy SB, ale nie widzi swojej kariery wiązaniem się" z nią. Dalej mówi, że "obawia się wydajnie pracować", bo to, co przekaże SB, "może być wykorzystane w przyszłości przeciwko niemu". "Typ zdecydowanego na wszystko karierowicza" - osądził oficer SB.
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2005-06-23

Autor: ab