Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kara dużo mniejsza od winy

Treść

Po ponad dwudziestu latach od grudniowej tragedii i dziesięciu latach procesowej mitręgi sąd uznał wreszcie generała Czesława Kiszczaka za winnego przyczynienia się do śmierci górników z kopalni "Wujek" w 1981 r. Niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że kara - dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu - jest nieadekwatna do winy. Zdaniem warszawskiego sądu okręgowego, wydając szyfrogram, a nie rozporządzenie, oskarżony spowodował spotęgowanie niebezpieczeństwa i przyczynił się do śmierci i ciężkich obrażeń wśród manifestujących górników. Wyrok jest nieprawomocny.
Sąd Okręgowy w Warszawie skazał wczoraj gen. Czesława Kiszczaka, byłego szefa MSW, za przyczynienie się do śmierci górników na cztery lata więzienia, ale na mocy amnestii złagodził karę do dwóch lat i zawiesił jej wykonanie na trzy lata. Zasądził również 300 zł opłaty, a pozostałe koszty procesu ma pokryć Skarb Państwa. Kiszczak odpowiadał w sprawie o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni "Wujek" po ogłoszeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. Prokurator żądał uznania Kiszczaka za winnego popełnienia zarzuconego mu czynu. Popierali go oskarżyciele posiłkowi - rodziny poszkodowanych w zajściach, a także przedstawiciele NSZZ "Solidarność". Obrońca i sam Kiszczak wnioskowali o uniewinnienie. Główną podstawą procesu jest szyfrogram wydany przez Kiszczaka 12 grudnia 1981 r., w którym informował on o zasadach użycia broni przez zwarte oddziały milicji. Sąd przychylił się do twierdzenia prokuratury, że szyfrogram był wydany bezprawnie i na jego podstawie 15 i 16 grudnia milicjanci zabili dziewięciu górników. Zdaniem sądu, Kiszczak wprowadził regulacje, kierując szyfrogram do wybranych adresatów. Nie informując o tym w formie rozporządzenia całego społeczeństwa, przyczynił się do wzrostu niebezpieczeństwa. Kiszczak nie chciał komentować wyroku. Stwierdził, że nie czuje się winny, a wysłany przez niego szyfrogram był informacją, a nie rozporządzeniem.
Proces Kiszczaka zaczął się w 1994 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił go, uznając, że nie ma dowodów na związek szyfrogramu z wydarzeniami w kopalniach. W 1997 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił uniewinnienie, a sprawę zwrócił sądowi I instancji. Ponowny proces trwał od maja 2001 r. Generał został oskarżony o "sprowadzenie powszechnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ludzi". Bez żadnej podstawy prawnej Kiszczak przekazywał w szyfrogramie dowódcom poszczególnych oddziałów MO swoje uprawnienia do wydania rozkazu o użyciu broni przez te oddziały. Na mocy tej decyzji 15 i 16 grudnia 1981 r. milicjanci strzelali z broni ostrej do górników. W kopalni "Wujek" zginęło 9 górników, a w kopalni "Manifest Lipcowy" raniono 25 osób.
Robert Popielewicz



Dwa lata to za mało
Po ponad dwudziestu latach od grudniowej tragedii i dziesięciu latach od rozpoczęcia pierwszego procesu wreszcie doczekaliśmy się skazania gen. Czesława Kiszczaka. Wbrew jego usilnym dążeniom do zrzucenia z siebie odpowiedzialności za śmierć dziewięciu górników w kopalni "Wujek" sąd uznał, że jest winny. To zdecydowany przełom, biorąc pod uwagę wcześniejszy uniewinniający wyrok byłego ministra spraw wewnętrznych oraz milicjantów, którzy brali udział w pacyfikacji śląskich kopalń. Niestety, satysfakcja ze skazującego wyroku jest co najmniej częściowa. Dwa lata więzienia, w dodatku w zawieszeniu, nie zaspokaja poczucia sprawiedliwości zarówno w rodzinach ofiar, jak i we wszystkich, którzy walczyli z komunistycznym jarzmem. Generał Kiszczak powinien być uznany za winnego popełnienia zbrodni komunistycznej i adekwatnie do tego ukarany.
Zenon Baranowski

źrodło: Nasz Dziennik 18.03.2004

Autor: DW