Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kandydat pilnie strzeżony

Treść

Do piątku poznamy nazwisko prezydenckiego kandydata na prezesa NBP. Sprawa omawiana jest w wąskim gronie ministrów Kancelarii Prezydenta. Na krótkiej liście trzech kandydatów figuruje najprawdopodobniej prof. Jerzy Żyżyński. Kadencja Balcerowicza kończy się 10 stycznia br. Zdaniem marszałka Sejmu Marka Jurka, właśnie tego dnia izba może wybrać nowego szefa NBP.
Najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj, a najpóźniej w piątek prezydent poda nazwisko kandydata na prezesa NBP. Po wpadce z prof. Janem Sulmickim, którego kandydatura zaskoczyła wszystkich i który po ogłoszeniu jej przez prezydenta zrezygnował z ubiegania się o stanowisko - w kręgach finansowych panuje całkowita dezorientacja, a o nazwiskach ewentualnych kandydatów mówi się tylko w sensie negatywnym, tj. kto prezesem NBP nie będzie... Panuje opinia, że kandydaci podsuwani są przez dość wąskie grono zaufanych Prawa i Sprawiedliwości - skarbnika PiS Stanisława Kostrzewskiego, wicepremier Zytę Gilowską, Adama Glapińskiego i najbliższych współpracowników prezydenta.

Żyżyński, Sławiński, Wojtyna...
Wiadomo, że rozpatrywane są trzy kandydatury. Jakie - o tym wie tylko ścisłe grono prezydenckich ministrów. Media wymieniały ostatnio nazwiska z tzw. krótkiej listy - prof. Jerzego Żyżyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Andrzeja Sławińskiego z SGH oraz prof. Andrzeja Wojtynę z krakowskiej Akademii Ekonomicznej. Szef Kancelarii Prezydenta Aleksander Szczygło zasugerował jednak wczoraj, że kandydata "należy szukać w innych nazwiskach". Być może tylko część tej listy jest prawdziwa.
Według naszych rozmówców, na liście nie figuruje prof. Sławiński, wieloletni doradca Balcerowicza, który dopiero pod koniec rządów tego ostatniego zaczął sygnalizować, że się z nim nie zgadza. - Nie sądzę, aby prezydent zdecydował się na prof. Sławińskiego. Jest on silnie wspierany przez Stanisława Kluzę, szefa Komisji Nadzoru Finansowego, a prezydent nie może sobie pozwolić, aby całe finanse państwa trafiły w ręce jednej grupy finansistów - twierdzi jeden z ekspertów finansowych, prosząc o niepodawanie nazwiska.
Jako kryterium wyboru minister Szczygło podał doświadczenie kandydata, jego naukowe przygotowanie oraz zdroworozsądkowe podejście do gospodarki.
Z racji braku praktyki bankowej z listy trzeba raczej skreślić prof. Wojtynę, autora m.in. "Szkiców o polityce pieniężnej" i publikacji na temat kosztów dezinflacji. Natomiast niemal na pewno na krótkiej liście znajduje się nazwisko prof. Żyżyńskiego, który od lat prezentuje odmienną od Balcerowicza koncepcję dbałości o stabilność pieniądza - poprzez stymulowanie podaży, a nie ograniczanie popytu. Jego poglądy na gospodarkę dobrze współgrają z koncepcją silnego zaangażowania państwa w politykę gospodarczo-społeczną, która po odejściu premiera Marcinkiewicza wydaje się brać górę w obozie rządzącym. - To świetny kandydat - twierdzi jeden z finansistów doradców zbliżonych do układu rządzącego.

Kto jeszcze?
- Z pewnością nie Zyta Gilowska, bo po pierwsze - kancelaria poinformowała, że widzi ją nadal na stanowisku ministra finansów, a po drugie - gdyby miała odejść z resortu, to jej miejsce zająłby Marcinkiewicz, a przecież on przygotowuje się do stanowiska w zarządzie PKO BP - uważa jeden z ekspertów koalicji. Wyklucza on też kandydaturę Sławomira Skrzypka, pełniącego obecnie funkcję prezesa PKO BP.
Po katastrofalnej wpadce z prof. Janem Sulmickim, który wycofał swoją kandydaturę już po jej ogłoszeniu przez prezydenta, pałac dokładniej sprawdza kandydatów, zanim kogokolwiek weźmie pod uwagę.
Z naszych informacji wynika, że na krótką listę nie trafił dr Cezary Mech, współpracownik prezydenta, w czasie gdy ten zasiadał w warszawskim Ratuszu, twórca programu gospodarczego PiS, były wiceminister finansów i szef dawnej Komisji Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Ten wróg numer jeden tzw. układów w gospodarce traktowany jest przez obóz postkomunistyczno-liberalny jako główne zagrożenie wpływów. W związku z tym obóz ten zorganizował mu czarny PR w postaci serii nieprawdziwych medialnych oskarżeń. Mech jest wybitnym znawcą problematyki finansów i jedynym w Polsce absolwentem renomowanej uczelni IESE w Barcelonie posiadającym tytuł Doctor of Business Administration w dziedzinie finansów.
- Prezesem będzie osoba z trzeciego szeregu, której nazwisko nie pojawiało się nigdzie - typuje jeden z naszych informatorów. Według niego, właśnie to jest przyczyną zwlekania z podaniem nazwiska do publicznej wiadomości. - Wczoraj to był nikt, a dziś - kandydat prezydenta, którego cała powaga wynika z namaszczenia przez głowę państwa - tłumaczy ten punkt widzenia. - Nie można wykluczyć, że w grę wchodzi ktoś całkiem nieznany, ale z drugiej strony - taka kandydatura wiązałaby się z ryzykiem powtórnej porażki, a na to prezydent nie może sobie pozwolić - twierdzi z kolei ekspert związany z PiS.
Małgorzata Goss
"Nasz Dziennik" 2007-01-03

Autor: wa