Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kadencja zadłużania

Treść

Rządy koalicji SLD - UP pokazały, że lewica nie ma żadnego pomysłu na gospodarkę. Przez 4 lata ich jedyną receptą na rządzenie było zadłużanie kraju, które w ostatnich latach przyrastało wręcz w astronomicznym tempie. Dodatkowo po kadencji SLD-owskich rządów pozostaliśmy z rekordowym bezrobociem w Europie.

Ogromny wzrost zadłużenia państwa, największe bezrobocie w Europie i niezdolność gospodarki do tworzenia nowych miejsc pracy, a poza tym fatalny stan infrastruktury i niski poziom inwestycji - obraz polskiej gospodarki po rządach koalicji SLD - UP jest tragiczny. Ostatniemu SLD-owskiemu premierowi Markowi Belce nie przeszkodziło to jednak stwierdzić, że pozostawia polską gospodarkę w dobrym stanie. Tylko trochę ponad 3,5 roku wystarczyło SLD-owcom, aby o ponad połowę zwiększyć zadłużenie Skarbu Państwa. Jeszcze na koniec 2001 roku wynosiło ono 283,9 mld zł, a na koniec lipca br. już 444,2 mld zł. Oznacza to, że przez ten okres zadłużenie państwa przypadające na jednego obywatela zwiększyło się o mniej więcej 4,2 tys. zł.
Jednocześnie rósł też deficyt budżetowy. O ile w budżecie na 2001 rok brakowało 32,5 mld zł, o tyle już w zeszłorocznym - aż 41,5 mld zł. Na ten rok natomiast zaplanowano deficyt w wysokości 35 mld zł. Gdyby jednak nie kreatywna księgowość rządu koalicji SLD - UP, to byłby on nawet o 20 mld zł wyższy. Zmieniono bowiem sposób klasyfikacji niektórych wydatków w ten sposób, by nie były traktowane jako wydatki budżetowe. Część wydatków wypchnięto również poza budżet, choćby przez zaniżenie dotacji dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - w takim przypadku ZUS, zamiast dostać środki na wypłatę emerytur i rent z budżetu państwa, musiał pożyczać pieniądze w bankach albo też spychać pewne zadania na samorządy bez przekazania im środków z budżetu na ich realizację.

Profity dla wybranych
Na pierwsze efekty polityki zadłużania nie trzeba było długo czekać. Znajdowała ona bowiem odbicie w budżecie państwa. Po prostu na część niezbędnych wydatków zaczęło brakować pieniędzy. Sam koszt obsługi zadłużenia wzrósł w zeszłym roku do 23 mld zł, pochłaniając już kilkanaście procent naszych budżetowych dochodów. Stąd też cięcia wydatków i słynny już plan Hausnera, a więc m.in. likwidacja Funduszu Alimentacyjnego czy niekorzystne dla emerytów i rencistów zmiany w sposobie waloryzacji świadczeń, a do tego zapaść w służbie zdrowia. Dziurę budżetową łatano, sprzedając niemal bez zastanowienia resztki państwowego majątku - żeby tylko przypomnieć głośną prywatyzację STOEN-u i sprzedaż części akcji banku PKO BP.
Trudno się też cieszyć z tempa wzrostu gospodarczego. W 2002 r. PKB wzrósł o 1,4 proc., w 2003 r. o 3,8 proc., a w ubiegłym o 5,3 proc. Gdyby nie osłabienie wzrostu gospodarczego notowane w tym roku, moglibyśmy z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość naszej gospodarki. Jednak nic z tego. O boomie inwestycyjnym nie było mowy, a rozwój gospodarczy wynikał głównie ze wzrostu wydajności pracy. Wynika z tego, że we wzroście gospodarczym bierze udział tylko część społeczeństwa. Natomiast gdyby osoby bezrobotne pracowały, dałyby istotny impuls do zwiększenia popytu na dobra i usługi, przyczyniłyby się tym samym do jego utrwalenia.
Bezradność wobec plagi bezrobocia to najbardziej bezpośrednio odczuwalny przez społeczeństwo efekt rządów SLD. Szczególnie trudna pozostaje sytuacja ludzi młodych, z których około 40 proc. pozostaje bez pracy. Na niewiele zdały się manipulacje przepisami, które zniechęcały bezrobotnych do rejestrowania się w urzędach pracy. Cały czas bowiem ich liczba oscyluje wokół 3 mln osób, a ze stopą bezrobocia na poziomie 17,8 proc. jesteśmy liderem bezrobocia w Europie.
Artur Kowalski

"Nasz Dziennik" 22-23 października 2005

Autor: mj