Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kaci pozostają bezkarni

Treść

Z premierem Jarosławem Kaczyńskim rozmawia o. Waldemar Gonczaruk CSsR. Rozmowa została przeprowadzona wczoraj w Radiu Maryja

W końcu Sławomir Skrzypek został wybrany przez Sejm na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Długo to trwało...
- Długo trwało, bo niestety wiązało się z różnego rodzaju kłopotami wewnątrzkoalicyjnymi. Chociaż wydawało się, że zgoda z propozycją prezydenta powinna być oczywista, tym bardziej że nie można było postawić kandydatowi żadnych zarzutów. Z całą pewnością nie jest to człowiek, który czymś zagraża polskim interesom w sferze gospodarczej, w tej sferze, którą zajmuje się bank narodowy, i nie jest to też w żadnym razie ktoś, kto będzie reprezentował kontynuację tego, co było dotychczas. Bo zdaje się, że niektórzy spośród naszych koalicjantów takiego kandydata się obawiali. Ale to mamy za sobą, na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Panie Premierze, jest projekt tzw. ustawy antyubeckiej. Jakie są jej założenia?
- Przede wszystkim chodzi o to, żeby sprawa została postawiona z głowy na nogi. To znaczy, żeby jednak na pierwszym planie postawić odpowiedzialność tych, którzy byli sprawcami zła, którzy łamali ludzi, którzy niszczyli ludzi. I jednocześnie niszczyli Polskę, czyli funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Dziś, mimo siedemnastu lat, pozostają bezkarni. Nie ma nawet oficjalnej ujętej w ramy przepisów prawnych oceny tej organizacji (mówię o SB i organizacjach pokrewnych). Oni otrzymują wysokie emerytury, bardzo często nieporównanie wyższe niż ich ofiary. Krótko mówiąc, dzieje się tutaj moralny skandal i sądzę, że jest najwyższy czas, żeby to zmienić. A ta chwila pozwala mieć nadzieję, że jest to możliwe. Do tej pory były zawsze opory w Sejmie, nie było większości, mam nadzieję, że teraz będzie.

Musiało dojść do tego, o czym napisał ojciec Lombardi, rzecznik Stolicy Apostolskiej, w oświadczeniu przy okazji skandalu związanego ze sprawą ks. abp. Stanisława Wielgusa, że nie jest to i nie będzie prawdopodobnie ostatni przypadek ataku na ludzi Kościoła opartego na dokumentach Służb Bezpieczeństwa. Musieliśmy aż tyle bolesnych rzeczy przejść, żeby ta ustawa dojrzała?
- Niestety, muszę tutaj powiedzieć tak: gdyby nie tego rodzaju wydarzenia, to prawdopodobnie taka ustawa nie miałaby szans. Dzisiaj wydaje mi się, że poza oczywiście znanymi przeciwnikami jakiegokolwiek rozliczenia z przeszłością, jak SLD czy może też niektórzy posłowie z innych partii, wszyscy inni nie będą mogli się temu przeciwstawić, i że ta sprawa zostanie tym razem załatwiona.

Jaki jest główny cel tej ustawy?
- Przede wszystkim to jest ocena ujęta w ramy przepisów prawnych, ocena tej organizacji jako organizacji przestępczej, zbrodniczej, i odebranie wszelkiego rodzaju przywilejów, które do dziś dnia trwają. To jest ten główny sens ustawy, którą będziemy składać w Sejmie, i którą - mam nadzieję - ten Sejm uchwali.

Czy będzie ona umożliwiała ujawnienie zasobów kadrowych SB?
- Oczywiście, że tak. Te zasoby już w jakiejś mierze są ujawniane. Ale tutaj będzie postawiona kropka nad "i".

Kto będzie posiadał pełną wiedzę?
- Tu chodzi o to, żeby w sposób ostateczny - bo dzisiaj też IPN informacje zbiera i ujawnia wszystkich, którzy byli funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa - ci wszyscy ludzie zostali pokazani i żeby stracili przywileje. Przypomnę, że próbowano już kiedyś te przywileje im zabrać i to zostało skutecznie oprotestowane przez Lecha Wałęsę.

Czy będzie jakaś sankcja przewidziana przez tę ustawę dla osób, które bezprawnie przechowują dawne tajne dokumenty?
- Będziemy chcieli, żeby to było poważne przestępstwo. Ale przed tym będzie krótki okres abolicji, czyli ktoś, kto odda dokumenty w tym okresie, będzie mógł liczyć na to, że nie zostanie ukarany.

Panie Premierze, czy rzeczywiście współpraca z wicepremierem Andrzejem Lepperem układa się aż tak źle, że trzeba będzie poddać pod głosowanie wniosek o odwołanie wicepremiera?
- To jest wniosek Platformy Obywatelskiej. Partia opozycyjna ma prawo złożyć wniosek o wotum nieufności. Jest to dość powszechna praktyka. Nie sądzę, żeby warto było się tym tak bardzo przejmować.

Panie Premierze, życie ludzkie to sprawa wielkiej wagi. Wiemy też, że trwają prace nad wpisaniem do ustawy zasadniczej kwestii nienaruszalności ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Jakie jest Pańskie stanowisko w tej sprawie?
- Sądzę, że znaleźliśmy takie rozwiązanie, które bardzo umocni ochronę życia, a jednocześnie jest realne, to znaczy może przejść. Trzeba mieć dwie trzecie w Sejmie i większość w Senacie. Z tą większością w Senacie nie ma żadnego kłopotu, ale dwie trzecie w Sejmie to sprawa bardzo trudna. Wydaje się nam, że znaleźliśmy takie rozwiązanie, które tutaj może być skuteczne, a które - powtarzam - w najwyższym stopniu utrudni albo w ogóle uniemożliwi (chyba żeby przeciwnicy ochrony życia uzyskali dwie trzecie w Sejmie, ale sądzę, że w Polsce się to nie stanie) zmiany zmierzające do tego, aby aborcja była znów legalna, a w każdym razie żeby była łatwiejsza niż w tej chwili.

Czy tym rozwiązaniem jest propozycja w brzmieniu: "Rzeczpospolita Polska chroni życie dzieci poczętych przez ustawodawstwo i wszechstronne wysiłki władz publicznych"?
- Tak, to jest to. Oczywiście to jest formuła, która jest do dyskusji.

Nie podoba się ona obrońcom życia i nie tylko...
- Myśmy kilkanaście lat temu odnieśli ogromny sukces. To było w bardzo szczególnych okolicznościach i tylko jakaś interwencja wyższa doprowadziła do tego, że ustawa antyaborcyjna została uchwalona, chociaż jej zwolennicy byli w mniejszości. W tej chwili chcemy te rozwiązania umocnić konstytucyjnie, doprowadzić do tego, że nie będzie można - tak jak kiedyś się to już stało - poprzez Sejm ich odrzucić (przypominam, że to tylko Trybunał Konstytucyjny zablokował). Dlatego musimy szukać takiej formuły, która uzyska dwie trzecie. Wszystkie inne postulaty są po prostu dywagacjami, powiedzieć można wszystko, ale w polityce jest tak, że trzeba też mieć szanse na sukces. Polityk odpowiada za skutki swojej działalności i sądzę, że także ta najwyższa instancja za to go ocenia.

Ale również politycy posługują się nauką, a badania naukowe stwierdzają jednoznacznie, w którym momencie życie się zaczyna.
- Tylko że proszę pamiętać, iż nauka to jest jedna sprawa, a poglądy bardzo dużej części to jest druga sprawa. Po prostu trzeba tutaj znaleźć rozwiązanie, które umocni i poprawi sytuację, którą już mamy. Uzyskaliśmy w tej sprawie kilkanaście lat temu bardzo znaczący postęp, on się przeniósł na społeczną praktykę, to znaczy mamy dzisiaj inny stosunek ludzi do aborcji niż kiedyś. I na pewno tych aborcji jest nieporównanie mniej niż kiedyś, i to jest na pewno wielki sukces obrońców życia. Dzisiaj chcemy ten sukces jeszcze pogłębić. Realne jest to, co w tej chwili powiedziałem.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-01-12

Autor: wa