Przejdź do treści
Przejdź do stopki

"Już nic nie muszę sobie udowadniać"

Treść

To miał być wielki sezon wielkiego Tony'ego Rickardssona, najlepszego żużlowca ostatnich lat. Niemal wszyscy byli pewni, że Szwed po raz szósty sięgnie po tytuł indywidualnego mistrza świata i wyrówna rekord legendarnego Ivana Maugera z Nowej Zelandii. Gdy Rickardsson wygrał pierwszą eliminację tegorocznego cyklu, Grand Prix Europy w Chorzowie, to poczucie pewności jeszcze się ugruntowało. Wtedy nikt nie zwrócił nawet uwagi na Duńczyka Nickiego Pedersena, który w śląskich zawodach zajął 2. miejsce. To niespodzianka - myślano, ale nic ponadto. A tymczasem to właśnie Pedersen okazał się rewelacją sezonu. To on, czym zaskoczył wszystkich, łącznie z samym sobą, zdobył mistrzostwo świata. I to zasłużenie.
Urodzony 2 kwietnia 1977 r. w Odense Pedersen nigdy wcześniej nie zaliczał się do światowej czołówki. Dość powiedzieć, że pełnoprawnym uczestnikiem mistrzostw jest dopiero od dwóch lat. Co prawda przed rokiem wygrał chorzowskie GP Europy, ale wtedy traktowano to jako "wypadek przy pracy" najlepszych. W 2001 r. Duńczyk zakończył sezon na 11. miejscu, w następnym był 12. Czy ktoś mógł się więc spodziewać, że w tym roku jego talent tak nieoczekiwanie się ujawni?
W rozpoczynającym zmagania turnieju w Chorzowie Pedersen zajął 2. miejsce. Później był co prawda dopiero 10. w GP Szwecji (w tym kraju chyba nie lubi startować, wszak po kilku miesiącach uplasował się na 11. pozycji w GP Skandynawii - i to były dwa jego najsłabsze występy), ale kolejne starty - z jednym wspomnianym już wyjątkiem - kończył już zawsze w ścisłej czołówce. Wygrał GP Wielkiej Brytanii w Cardiff, był 2. w GP Słowenii w Krsku, 3. w GP Czech w Pradze i GP Polski w Bydgoszczy. Co ciekawe, nie uplasował się tylko na podium GP Danii, choć był bardzo blisko - zajął 4. miejsce.
Mimo to przed kończącym sezon GP Norwegii w Hamar Pedersen zajmował w klasyfikacji generalnej 2. miejsce. Do lidera Jasona Crumpa z Australii tracił jednak tylko punkt, a to tyle co nic. Walka zapowiadała się więc pasjonująco i taka była. Obaj rywale spotkali się w bezpośrednim pojedynku już w wyścigu dziesiątym. Po ostrej walce na starcie prowadzenie objął Crump i pierwszy minął linię mety. Pedersen długo jechał jako trzeci, ale na ostatnim okrążeniu jego motocykl miał defekt i nie ukończył biegu. Ponownie wyjechali razem na tor w biegu 19. i miał on dramatyczny przebieg. Najpierw za spowodowanie upadku Australijczyka wykluczony został Anglik Lee Richardson i bieg został powtórzony. W powtórce groźnie wyglądający upadek miał Pedersen, który długo nie podnosił się z toru i dopiero po kilku minutach, mocno utykając, udał się do parku maszyn. Duńczyk wykazał się jednak hartem i ciała, i ducha, i po chwili wygrał wyścig ostatniej szansy.
Dramatycznie było i w półfinałach. Jako pierwszy awans do finału zapewnił sobie Pedersen, który w swym biegu zajął 2. miejsce. Chwilę później na tor wyszedł Crump. Australijczyk słabo wystartował i ryzykownym atakiem na wirażu próbował przesunąć się na 2. pozycję. Po drodze spowodował jednak upadek Norwega Rune Holty, za co prowadzący zawody sędzia Marek Wojaczek po długiej chwili zastanowienia postanowił go wykluczyć. W ten sposób poznaliśmy już mistrza świata. Po ośmiu latach tytuł powrócił do Danii - ostatnim mistrzem z tego kraju był wspaniały Hans Nielsen.
W finale turnieju w Hamar Pedersen zajął 2. miejsce. Za chwilę mógł już wyrazić swą radość. - Jestem szczęśliwy, że nawiązałem do wspaniałych tradycji duńskiego żużla, który kiedyś dominował na świecie. Ten sukces jeszcze do mnie do końca nie dotarł. Może w pełni zrozumiem to, co się stało, po powrocie do kraju. Cieszę się także, że ten bardzo trudny dla mnie sezon nareszcie się skończył. Przyznam, że sam się dziwię z postępów, jakie zrobiłem w ostatnich dwóch latach. Teraz zdobyłem już to, co dla żużlowca najważniejsze i do końca życia nie będę już musiał sobie w tym sporcie niczego udowadniać - mówi mistrz świata. Mistrz, który uwielbia nurkowanie, którego idolem jest były kierowca Formuły 1 Niki Lauda i który w lidze polskiej reprezentuje barwy RKM Rybnik.
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 7-10-2003

Autor: DW