Joanina - 2 lata czy 6 miesięcy?
Treść
Przewodniczący Komisji Europejskiej wyraził wczoraj nadzieję, że wszystkie rządy "uszanują porozumienie, które one same jednomyślnie osiągnęły kilka dni temu". W ten sposób Barroso odniósł się do zapowiedzi premiera Jarosława Kaczyńskiego o konieczności doprecyzowania ustaleń z Brukseli w czasie konferencji międzyrządowej. Chodzi o czas, na jaki można będzie blokować decyzje na mocy tzw. kompromisu Joaniny po 2017 roku. Joanina pozwoli na odwlekanie decyzji przez dwa lata - wskazuje premier Kaczyński. Unijny politycy mówią raptem o kilku miesiącach zwłoki.
Uzgodnienie wydłużające czas działania tzw. hamulca było określane mianem jednego z głównych sukcesów Polski w Brukseli. Niestety, nie zapisano tego postanowienia w mandacie negocjacyjnym. Zawarcia "dżentelmeńskiej umowy" w tej sprawie, o której mówią przedstawiciele naszych władz nie potwierdzają przedstawiciele innych państw. Premier Portugalii Jose Socrates powiedział: "Byłem na szczycie i wiem, co zostało uzgodnione. Mandat jest bardzo jasny i precyzyjny jeśli chodzi o to, co ma być zrobione". Zagraniczni politycy, a także media interpretują polską zapowiedź jako chęć "renegocjacji" ustalonych już kwestii. - To zostało jasno rozstrzygnięte na Radzie Europejskiej w zeszłym tygodniu. Mandat to mandat, umowa to umowa. Czas teraz, żeby IGC (konferencja międzyrządowa) sfinalizowała prace - uważa rzeczniczka Komisji Europejskiej Pia Ahrenkilde Hansen. - Tekst mandatu na Konferencję Międzyrządową nie równa się tekstowi traktatu. Niektóre zapisy trzeba będzie doprecyzowywać, bo nie są do końca jednoznaczne. Wszystkie kraje muszą zaakceptować nowy traktat, bo będzie to nowy byt prawny, więc Konferencja Międzyrządowa będzie miejscem, gdzie pewne zapisy zostaną ujednoznacznione. Pewne deklaracje polityczne zostały zgłoszone, w związku z tym teraz chodzi o opisanie ich jak najlepszym językiem, tak by nie było odmiennych interpretacji - usłyszeliśmy od rzecznika MSZ Roberta Szaniawskiego.
- Dla strony polskiej było pewnym zaskoczeniem, że w mandacie negocjacyjnym nie znalazły się zapisy mówiące o dwuletnim okresie możliwości odwlekania decyzji. Komisja Europejska ma rację, że mandat jest zamknięty, natomiast jeśli jakiekolwiek inne ustalenia politycznej natury byłyby czynione, powinny znaleźć się normalnie w ostatecznej wersji traktatu. Konferencja Międzyrządowa będzie musiała przelać na język prawny wszystkie ustalenia zawarte w mandacie negocjacyjnym - tłumaczy europoseł Konrad Szymański (PiS). Wydaje się więc, że w tej chwili ostateczny kształt porozumienia zależy od stron, które go zawarły. Od tego, czy będą traktowały je jako obowiązujące. - Mam nadzieję, że Francja i Niemcy przychylą się do tego, żeby właśnie w tej wersji mechanizm zabezpieczający wpisać do nowego traktatu - dodaje Szymański.
Polska deklaracja do Karty Praw Podstawowych chroni moralność
Nie wszystkim na Zachodzie podoba się też polska deklaracja do unijnej Karty Praw Podstawowych (KPP), która brzmi: "Karta w żaden sposób nie wpływa na prawo państw członkowskich do stanowienia prawa w zakresie moralności publicznej, prawa rodzinnego, a także ochrony godności ludzkiej i poszanowania fizycznej i moralnej integralności człowieka." - Ta polska deklaracja daje pełną jasność: prawo polskie ma pierwszeństwo przed Kartą Praw Podstawowych niezależnie od tego, jakie pomysły w kwestiach mogą mieć instytucje unijne - tłumaczy rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Robert Szaniawski, który zapewnia, że ta deklaracja już została przyjęta i z pewnością będzie obowiązywać. Ponadto w pozostałym obszarze regulowanym przez KPP Polska, podobnie jak Irlandia, zastrzegła sobie prawo przystąpienia w przyszłości do tzw. protokołu brytyjskiego, który znosi obowiązywanie Karty w odniesieniu do spraw rozstrzyganych przed sądami brytyjskimi. Przystąpienie do protokołu mogłoby nastąpić, jeżeli taka potrzeba wynikłaby ze szczegółowych analiz skutków prawnych działania KPP w Polsce.
Część lewicowej prasy zagranicznej wykorzystała deklarację w sprawie ochrony moralności i rodziny jako pretekst do kolejnych ataków na Polskę. Czwartkowy "El País" alarmuje, że "ultranacjonalista minister edukacji Roman Giertych (znany ze swego katolickiego radykalizmu i homofobii) mógłby bez problemów zrealizować swój plan uznany przez Brukselę za dyskryminacyjny - zakazu rozmawiania lub demonstrowania swego homoseksualizmu w klasach, bez możliwości skarżenia się (przez nauczycieli) do Luksemburga". Artykuł "El País" sprowokował szereg antypolskich komentarzy na portalu internetowym pisma, jednocześnie wszelkie próby prostowania przekłamań były blokowane przez administratorów strony.
Krzysztof Jasiński
Aneta Jezierska
"Nasz Dziennik" 2007-06-30
Autor: wa