Jesteśmy rozpoznawalną marką
Treść
Rozmowa z Konradem Piechockim, wiceprezesem Skry Bełchatów - mistrza Polski w siatkówce
Budujecie w Bełchatowie prawdziwy siatkarski "dream team"!
- Czy tak jest faktycznie, zweryfikuje życie. Nazwiska bowiem nie grają, o wyniku decyduje solidnie przepracowany okres przygotowawczy, poświęcenie w trakcie całego sezonu, łut szczęścia objawiający się choćby w braku poważniejszych kontuzji. Nie chcę być odebrany jako minimalista, mam świadomość, że pozyskanie Stephane'a Antigi czy Daniela Plińskiego jest ogromnym wzmocnieniem drużyny, ale z drugiej strony rosną w siłę także rywale. Proszę zobaczyć, jak spektakularne transfery przeprowadziły choćby PZU AZS Olsztyn i Resovia Rzeszów, które podpisały umowy z rewelacyjnymi zawodnikami. Nasi przeciwnicy również stawiają sobie poprzeczkę wysoko i podobnie mają wielkie ambicje. Często słyszy się opinie, że liga włoska jest najmocniejsza w świecie ze względu na ogromną konkurencję i fakt, że każdy może w niej wygrać z każdym. Wydaje mi się, że my zmierzamy w tym samym kierunku i dlatego wypada się tylko cieszyć.
Oczywiście mam nadzieję, że nasze ruchy transferowe podniosą poziom zespołu, lecz równie ważna jest dla nas praca z młodzieżą. Staramy się stopniowo wprowadzać do drużyny młodych, zdolnych graczy, z którymi wiążemy wielkie nadzieje. Mam na myśli choćby Bartka Neroja.
Lista nowych twarzy w Skrze jest spektakularna, ale największe wrażenie robi nazwisko Antigi. Jak wam się udało nakłonić Francuza do gry w Bełchatowie?
- Zadecydowała wartość niematerialna, jaką jest gra w Lidze Mistrzów, i ambicje, które posiadamy. Pierwszy kontakt ze Stephanem mieliśmy już w minionej edycji LM, rozmawialiśmy wówczas o ewentualnej przeprowadzce i jak się okazało - Francuz jest u nas. Skra ma już określoną markę, jest rozpoznawalna w Europie. Antiga miał inne propozycje, między innymi z ligi rosyjskiej, bardziej atrakcyjne pod względem finansowym. Postawił jednak na nas - zadecydowały cele postawione przed drużyną. Nie kierował się bowiem pieniędzmi, mimo wielu sukcesów na koncie wciąż jest głodny zwycięstw i chciał grać w zespole, który zapewni mu określoną jakość i realizację jego ambicji.
Równie dużym sukcesem co pozyskanie Antigi było namówienie do pozostania w drużynie Mariusza Wlazłego. Co było trudniejsze?
- Oba zadania można porównać. Mariusz także miał ciekawe propozycje, między innymi z Rosji. Kuszono go wyższymi zarobkami. A jednak został u nas. To szalenie dojrzały człowiek, o którym mogę mówić jedynie w superlatywach. Rozważył wszelkie za i przeciw, uznał, że warto nadal grać w doskonałym otoczeniu i miejscu, gdzie ma szacunek; mimo młodego wieku jest gwiazdą i liderem. Mariusz dostrzega w Skrze możliwości dalszego rozwoju kariery sportowej i samorealizacji. To dla niego sprawy ważniejsze niż pieniądze.
Z takim składem i możliwościami zamierzacie nie tylko obronić tytuł w kraju, ale i awansować do Final Four Ligi Mistrzów.
- Trzeba mieć marzenia i wyznaczać sobie ambitne cele. Wygrywanie się nam nie znudziło. Nie jesteśmy jednak zmanierowani, wiemy dobrze, że każdy sezon to nowa historia. Nie chcę już teraz nadmuchiwać balonu, ale nie uciekniemy od wysokich celów. Kolejny tytuł, sukcesy w LM byłyby na pewno pięknym zwieńczeniem pracy, jaką wykonaliśmy w ostatnich latach. Ale to zadanie szalenie trudne, proszę przeanalizować siłę i potencjał klubów europejskich. Znaleźć się w czwórce będzie ciężko, lecz to nasze marzenie i cel zarazem.
Wydawać by się mogło, że obrona prymatu w kraju będzie drobnostką, jednak nie było łatwo - rywale niezwykle się wzmocnili, zapowiada się niebywale trudna walka. Z jednej strony to wam życia nie ułatwi, z drugiej jednak silna liga jest szansą rozwoju dla Skry.
- Jak najbardziej. Nic bardziej nie podnosi poziomu jak rywalizacja w drużynie i z innymi mocnymi drużynami. Posłużę się słowami Michała Winiarskiego, który stwierdził, że grając w każdej kolejce ligi włoskiej mecze z mocnymi i wymagającymi rywalami, doskonali swój warsztat i staje się coraz lepszym zawodnikiem. Podobnie będzie i u nas. Już nie można liczyć na sukces, wychodząc na parkiet bez maksymalnej koncentracji i przekonanym o swej wyższości. Każdy punkt trzeba wywalczyć i dobrze, że tak się dzieje.
To chyba pewien znak czasu - liga polska staje się mocniejsza, trafiają do niej prawdziwe gwiazdy.
- To efekt ciężkiej pracy wielu osób i promocji siatkówki. Odnosimy na jej polu wielkie sukcesy. Reprezentacja zdobyła wicemistrzostwo świata, prezentuje określony poziom, ma swoją markę i klasę. Organizujemy wspaniałe widowiska, nigdzie indziej w Europie nie ma podobnej oprawy i klimatu podczas meczy. Zainteresowanie kibiców i mediów jest ogromne, a to przekłada się na zainteresowanie sponsorów. Gra u nas wielu świetnych zawodników z zagranicy, którzy później wynoszą znakomite opinie o polskiej lidze. I jestem pewien, że będzie jeszcze lepiej.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2007-06-23
Autor: wa