Jestem z wami
Treść
Dla wielu ludzi pojęcie nieba jest elementem świata abstrakcji. Już dawno samoloty przebiły barierę chmur, teleskopy zaglądają coraz dalej w bezkres kosmosu. Wszędzie tam rozciąga sięmniej lub bardziej znany nam świat dający się opisać za pomocą praw fizyki. Jak zatem traktować spektakularne wydarzenie opisane w Dziejach Apostolskich, które dziś wspomina Kościół? Gdzie jest dziś Chrystus, który wraz z ciałem unosi się w niebo?
Szukając odpowiedzi na te i inne pytania, bardzo łatwo wpaść w pułapkę gnozy, wedle której także rzeczywistość wiary da się kompletnie opisać, wtłoczyć w kategorie empirii. Powraca ona przez wieki w różnych postaciach, jest obecna także dziś w formie wielu prądów współtworzących New Age, w postulatach kierowanych do Papieża, aby Kościół był bardziej poprawny i "elastyczny", w postawach ludzi, dla których słowo "wierzę" jest tożsame ze sformułowaniem "potrafię sobie wyobrazić". Zatraca się coraz bardziej świadomość, iż wiara to trwanie u stóp Tajemnicy...
"Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" - mówi Chrystus. Zaskakiwać może darmowość zbawienia, jakie oferuje. Bramą do niego jest wiara i chrzest, drogą - życie, które oparte na logice krzyża, zeń wyrasta. Tylko tyle i aż tyle. Pierwsi chrześcijanie nie mieli gruntownego wykształcenia teologicznego, w ich umysłach żywo jeszcze tkwiły zwyczaje pogańskie - wiele trudu musieli wkładać apostołowie, aby je wykorzenić, pokazać ich jałowość. Rozumieli jednak coś, czego poczucie my dziś zatraciliśmy. Przyjmując wiarę w Jezusa Chrystusa, mieli świadomość, że wraz z nią otrzymują mądrość i moc, których próżno szukać w mitologiach i pogańskich kultach. Ta moc pozwalała im zbudować nową hierarchię wartości, która zupełnie odmieniła ich dotychczasowy sposób istnienia w świecie. "Dla mnie żyć to Chrystus" - pisał św. Paweł. Świadectwa męczeństwa, jakie zachowały się do naszych czasów, pokazują, że w młodym Kościele nie było to przekonanie odosobnione.
Ciekawe, że główny akcent dzisiejszej Liturgii Słowa nie jest położony na spektakularność faktu wniebowstąpienia. Choć ważny, pozostaje głęboko w tle. Pozornie dziwić może postawa uczniów: odchodzi od nich Jezus, a oni "z wielką radością" wracają do Jerozolimy, wielbiąc i błogosławiąc Boga (por. Łk 24, 53). Inaczej kojarzą się nam rozstania. Trzeba dobrze zrozumieć dzisiejszą uroczystość, ponieważ zapisany jest w niej moment mający kluczowe znaczenia dla rozumienia Kościoła. Jest to miejsce - przestrzeń, gdzie nie ma miejsca na samotność, bezsilność. Jezus jest w nim! Żyje! Niedawno słyszeliśmy zapewnienie: "Nie zostawię was sierotami". Dobrze to też rozumieli uczniowie, którzy uzbrojeni w moc Chrystusa zmartwychwstałego, z wylęknionych i zastraszonych zamienili się w mężów pełnych odwagi i mądrości, poszli na krańce świata, aby zanieść Dobrą Nowinę ubogim.
Wszystko to wymyka się ludzkiemu rozumowi. Pewne jest, że rzeczywistość wiary nie da się opisać przy pomocy praw fizyki, nikt nie potrafi wskazać, gdzie jest niebo, gdzie mieszkają aniołowie. Przykładanie do tego tylko ludzkiej miary tragicznie deformuje mistyczny świat. Kiedyś poznamy prawdę. Chrystus wstępuje do nieba, ale przecież pozostał z nami. Ofiarowuje się za nas na ołtarzach całego świata. Zbawia. Pozostaje tylko w to głęboko uwierzyć i ufnie dać się poprowadzić.
ks. Paweł Siedlanowski
"Nasz Dziennik" 2009-05-23
Autor: wa