Jestem tu, by razem miłować
Treść
- Nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli, obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła II i jako syn narodu niemieckiego - mówił wczoraj Benedykt XVI podczas wizyty w byłym niemieckim obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau. Ojciec Święty w tym miejscu kaźni w sposób szczególny modlił się o dar przebaczenia i pojednania. Podkreślał, iż ogrom zła, jakie dotknęło ludzi podczas II wojny światowej w obozach zagłady, powinien być dla nas przestrogą. Z miejsc kaźni, z pamięci o czasem bardzo bolesnej przeszłości winny wyrastać wnioski na przyszłość. Ta pamięć powinna przeciwstawiać się złu i sprawiać, by tryumfowała miłość.
Swoją wizytę w byłym obozie zagłady Auschwitz Ojciec Święty rozpoczął od samotnego przejścia przez bramę z napisem "Arbeit macht frei", skąd udał się na dziedziniec Bloku 11. To właśnie tam, pod ścianą straceń, niemieccy okupanci w latach 1941-1943 zgładzili kilka tysięcy osób. Potem więźniów mordowano w komorach gazowych. Byli to głównie więźniowie polityczni, członkowie organizacji konspiracyjnych, osoby związane z organizowaniem ucieczek i pomagający więźniom. Przy ścianie śmierci ginęły także kobiety i dzieci.
Wczoraj Ojciec Święty w miejscu pamiętającym tragiczną historię chciał być sam, w ciszy. Przed Blokiem 11. powitał go prezydent Lech Kaczyński. Na dziedzińcu Benedykt XVI pod ścianą śmierci zapalił znicz i przywitał się z byłymi więźniami obozu Auschwitz-Birkenau. Potem modlił się w celi św. Maksymiliana Kolbego, przy świecy pozostawionej tam przez Jana Pawła II.
Tu również zwyciężyła miłość
Po tej wzruszającej wizycie Benedykt XVI udał się do Centrum Dialogu i Modlitwy, gdzie spotkał się z jego pracownikami i pobłogosławił temu dziełu. Witając Benedykta XVI, ks. kard. Stanisław Dziwisz podkreślał dramat wydarzeń, jakie przed laty nastąpiły na terenie obozu zagłady. - Na tej ziemi rozegrała się tragedia ludzkości. Na tej ziemi nienawiść dosięgła zenitu. Na tej ziemi został znieważony człowiek. Na tej ziemi został znieważony Bóg, który stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Ale na tej ziemi zwyciężyła również miłość. Wystarczy jedno imię: Maksymilian Maria Kolbe. I jeszcze jedno imię: święta Teresa Benedykta od Krzyża, Edyta Stein - powiedział ks. kard. Dziwisz. Podkreślił, iż na tej ziemi, na tych doświadczeniach staramy się budować cywilizację miłości, uczyć się dialogu z człowiekiem i Bogiem.
Ostatnią częścią wczorajszej symbolicznej wizyty w byłym hitlerowskim obozie zagłady była modlitwa przy pomniku ofiar obozu w Birkenau. W nabożeństwie uczestniczyło około 4 tys. osób, w tym 200 byłych więźniów obozu. Ojciec Święty w modlitewnym skupieniu przeszedł wzdłuż tablic upamiętniających narodowości pomordowanych, stawiając przy nich znicze. W tym momencie po ulewnym deszczu wraz ze słońcem na niebie pojawiła się barwna tęcza. Następnie Ojciec Święty poprowadził wielojęzyczną i wieloreligijną modlitwę w intencji pomordowanych.
Obowiązek wobec prawdy
W swoim przemówieniu Ojciec Święty przyznał, iż mówić w miejscu kaźni i niewyobrażalnych zbrodni jest mu bardzo trudno. Szczególnie zaś trudno jest mówić o tym chrześcijaninowi i Papieżowi pochodzącemu z Niemiec. Przypomniał wizytę Jana Pawła II w obozie zagłady w czerwcu 1979 roku i wypowiedziane wówczas przez Ojca Świętego słowa. - Jan Paweł II był tu jako syn polskiego narodu. Ja przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego i dlatego muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli, obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła II i jako syn narodu niemieckiego - syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy zniszczenia i panowania - powiedział.
Ojciec Święty podkreślił także, iż jego obecność w KL Auschwitz-Birkenau to także prośba o łaskę pojednania. To przede wszystkim prośba do Boga, który ma moc oczyszczenia ludzkich serc. - Modlę się o dar pojednania wszystkich, którzy w tej godzinie naszych dziejów wciąż cierpią pod panowaniem nienawiści i przemocy zrodzonej przez nienawiść - dodał.
Benedykt XVI zwrócił także uwagę na cierpiących w obozie Niemców, podając przykład życia Edyty Stein, żydówki i Niemki. Przypominał, iż Niemcy niezgadzający z nazizmem stali się także jego ofiarami, uważani byli za wyrzutków społeczeństwa.
- Tak, te tablice upamiętniają losy nieprzeliczonych rzesz ludzi. Ci ludzie wstrząsają naszą pamięcią, wstrząsają sercem. Nie chcą wywołać w nas nienawiści, ale raczej pokazują, jak straszne jest dzieło nienawiści. Chcą, aby rozum uznał zło za zło i je odrzucił; chcą budzić w nas odwagę dobra i opór wobec zła. Chcą wzbudzić w nas uczucia, które wyrażają słowa włożone przez Sofoklesa w usta Antygony: "Nie jestem tu, aby razem nienawidzić, lecz by razem miłować" - powiedział Benedykt XVI.
Ojciec Święty podziękował także za inicjatywy zrodzone z pamięci o pomordowanych, sprzeciwiające się złu i budujące dobro. - Możemy więc mieć nadzieję, że z miejsca kaźni będzie wyrastać i dojrzewać konstruktywna refleksja i że pamięć przeszłości pomoże przeciwstawiać się złu i sprawiać, że zatryumfuje miłość - dodał.
Marcin Austyn
"Nasz Dziennik" 2006-05-29
Autor: ab