Jest nas coraz mniej
Treść
Niekorzystne zmiany demograficzne, które rozpoczęły się w Europie Zachodniej w latach 60. ubiegłego wieku, dotknęły przed kilkunastoma laty również kraje Europy Środkowowschodniej, w tym Polskę. Od 4 lat notujemy ujemny przyrost naturalny. Kontynuowanie spadku liczby ludności Polski prowadzić będzie do poważnych problemów związanych choćby z brakiem rąk do pracy czy wzrostem kosztów utrzymania systemu emerytalnego.
Ubiegły rok był już szóstym z kolei, w którym w naszym kraju ubyło ludności. Według Głównego Urzędu Statystycznego, w Polsce mieszkało w zeszłym roku 38 mln 175 tys. osób, czyli o mniej więcej 80 tys. mniej niż w roku 2000. Na ubytek ludności wpłynęło m.in. ujemne saldo migracji - więcej osób opuściło nasz kraj, niż do niego przyjechało. GUS zwraca jednak uwagę, że główną przyczyną spadku liczby ludności jest wyraźny spadek liczby urodzeń. Podczas gdy jeszcze w 1990 r. urodziło się prawie 550 tys. dzieci, to od 1993 r. liczba urodzeń spadła poniżej 500 tys., a obecnie jest to około 350 tys. dzieci rocznie. Wszystko to przy raczej stabilnej liczbie zgonów. W efekcie od 3 lat więcej osób umiera, niż się rodzi, a przyrost naturalny w kolejnych latach od 2002 r. wynosił: -0,1 proc., -0,4 proc., -0,2 proc. Spadek liczby ludności to jednak problem nie tylko naszego kraju, lecz także całej Europy. - W Europie Zachodniej te zmiany demograficzne obserwujemy już od lat 60., w krajach Europy Środkowowschodniej pojawiły się natomiast wraz z początkiem okresu transformacji na przełomie lat 80. i 90., ale postępują szybciej niż na zachodzie Europy, gdzie rozkładały się na trzy dekady - powiedział podczas konferencji poświęconej perspektywom demograficznym Europy Jakub Bijak ze Środkowoeuropejskiego Forum Badań Migracyjnych (ŚFBM).
Starzejemy się
Spadek liczby urodzeń, a także zmniejszanie się liczby ludności, w dodatku w tak szybkim tempie, i w konsekwencji starzenie się społeczeństwa niosą ze sobą szereg zagrożeń dla jego funkcjonowania. Chodzi przede wszystkim o brak rąk do pracy w przyszłości oraz krach systemów emerytalnych, w których świadczenia emerytów wypłacane są ze składek płaconych przez aktualnie pracujących. W tej sytuacji w zachodniej Europie wręcz modne staje się przyjmowanie imigrantów. Do Niemiec wyjeżdżają np. mieszkańcy Turcji, a Francję zasila ludność zamieszkała dotychczas w Afryce. - Można imigrantami zmieniać strukturę populacji w krótkim okresie, w długim okresie to jednak nie działa - stwierdziła Katarzyna Saczuk z ŚFBM. Imigranci bowiem przyjmują zazwyczaj styl życia ludności kraju, do którego przybywają, a więc można spodziewać się spadku ich dzietności, co jeszcze bardziej pogłębi problemy demograficzne.
Choć w obliczu tak wysokiego bezrobocia, jakie mamy w kraju, mówienie o braku rąk do pracy może wydawać się rzeczą abstrakcyjną, to jednak już dzisiaj eksperci przestrzegają przed skutkami emigracji zarobkowej oraz spadku liczby urodzeń. - Nie obawiam się poziomu bezrobocia, lecz tego, że osoby dzisiaj bezrobotne nie znajdą pracy w Polsce, a później nie będzie komu płacić składek emerytalnych - powiedział podczas wtorkowego spotkania z przedsiębiorcami Cezary Mech, ekspert gospodarczy Prawa i Sprawiedliwości oraz były szef Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Dlatego tak ważne jest, by tworzyć warunki do powstawania nowych miejsc pracy w Polsce, a nie skazywać obywateli na wyjazd za chlebem za granicę, gdzie będą pracować na wzrost gospodarczy innego kraju.
W sytuacji spadku liczby urodzeń z zadowoleniem trzeba przyjąć mające na celu wspieranie rodziny zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości wprowadzenia dla najuboższych ulg podatkowych na dzieci. Trudno jednak przypuszczać, że ulgi sprawią, iż wzrośnie liczba młodych obywateli naszego kraju. Zdaniem Katarzyny Saczuk, spadek liczby urodzeń to przede wszystkim efekt zmiany modelu rodziny na ten, w którym rodzice decydują się coraz częściej na urodzenie tylko jednego dziecka.
Artur Kowalski
"Nasz Dziennik" 22-23 października 2005
Autor: mj