Jej zaletą jest jawność
Treść
Z poseł Julią Piterą (PO) - członkiem nadzwyczajnej sejmowej komisji, która przygotowała nową ustawę lustracyjną - rozmawia Wojciech Wybranowski
Rozmawiamy na kilka chwil przed ogłoszeniem przez pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego decyzji w sprawie podpisania lub zawetowania nowej ustawy lustracyjnej...
- Miejmy nadzieję, że pan prezydent ją podpisze!
Pracowała Pani nad ustawą o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego i mimo odmiennego zdania niektórych kolegów klubowych twierdzi Pani, że to dobry
i potrzebny dokument.
- Jego zaletą jest bez wątpienia jawność. Za wyjątkiem spraw, które dotyczą obronności czy bezpieczeństwa państwa, wszystkie inne dziedziny życia publicznego powinny być jawne. Nie mam cienia wątpliwości, że tak samo jawne muszą być informacje dotyczące ewentualnej współpracy z SB osób sprawujących władzę na wszystkich szczeblach. Nowa ustawa lustracyjna daje taką możliwość i otwiera akta SB.
Dawni działacze opozycji antykomunistycznej, związani często z podziemną "Solidarnością", mówią dzisiaj, że nowa ustawa lustracyjna i otwarcie akt SB to prześladowanie czy szykanowanie ludzi, którzy dawniej walczyli z reżimem komunistycznym.
- Zwracam uwagę, że nie wszyscy działacze opozycji antykomunistycznej krytykują nową lustrację. W pracach sejmowej komisji uczestniczyli przedstawiciele dawnej opozycji antykomunistycznej, którzy zjechali się z całego świata, i oni podkreślali potrzebę przyjęcia przez Polskę takiej ustawy. Mówiąc o przeciwnikach nowej ustawy lustracyjnej wywodzących się z kręgów dawnej podziemnej "Solidarności", tak naprawdę mówimy o 4-5 działaczach opozycji, którzy piastując obecnie mandaty parlamentarne, są oczywiście bardziej widoczni niż pozostali. To oni, udzielając wywiadów, krytykują ustawę o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Natomiast kompletnie nikt nie zadaje sobie trudu, by zapytać dawnych działaczy opozycyjnych, którzy byli np. w Solidarności Walczącej i dzisiaj mówią, że tę ustawę należy przyjąć. Nie jest więc tak, że senator Zbigniew Romaszewski czy marszałek Bogdan Borusewicz wypowiadają się w imieniu całego środowiska dawnej antykomunistycznej opozycji i krytykują nową lustrację, reprezentując wszystkich opozycjonistów. To nie jest prawda.
Mam wrażenie, że najbardziej przeciwni lustracji są niektórzy dziennikarze...
- Od dziennikarzy tutaj niewiele zależy, więc nawet jeżeli również mam takie wrażenie, to oczywiście niewiele to zmienia. Wiele natomiast zależy od polityków i mnie na przykład dziwi fakt, że pan prezydent, jeżeli ma zastrzeżenia do wersji ustawy lustracyjnej przyjętej przez Sejm, posiadając uprawnienia legislacyjne, nie wystąpił z własną inicjatywą.
Wielokrotnie mówiła Pani, że jednym z ważniejszych zapisów nowej ustawy jest lustracja środowiska dziennikarskiego.
- Oczywiście. Dziennikarz, który ma wpływ na kształtowanie opinii publicznej, nawet jeżeli nie manipuluje faktami, to wystarczy, że coś przemilczy. Jest to niepokojące w świetle różnych informacji pojawiających się w mediach, dzikiej lustracji, która sprawia wrażenie, jakby miała za zadanie skompromitować całą ideę lustracyjną. Dlatego uważam, że ujawnienie archiwalnych dokumentów SB dotyczących związków niektórych dziennikarzy ze służbami specjalnymi PRL jest konieczne.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2006-11-14
Autor: wa