Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Jednostronny punkt widzenia

Treść

W zdominowanej przez Żydów prasie amerykańskiej można dostrzec pewne różnice w poglądach na sprawę ustanowienia trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie między ekstremistami syjonistycznymi i żydowskimi liberałami. Zasadniczo jednak oba nurty reprezentują stanowisko uniemożliwiające ustanowienie trwałego pokoju.
Przykładem jest dziennik "The Wall Street Journal", w którym 31 lipca br. ukazała się na ten temat analiza zalecająca prowadzenie bardziej ustępliwej polityki względem Palestyńczyków. Myśl przewodnia analizy opublikowanej w "The Wall Street Journal" jest wydrukowana grubym drukiem na wstępie artykułu: "Izrael może pomóc Abbasowi przez zburzenie płotu bezpieczeństwa" (Israel can help Abbas by taking down its security fence).

Kosmetyczne rozbieżności
"The Wall Street Journal" zaleca zaniechanie budowy i rozmontowanie muru, którego przebieg na wielu odcinkach znacząco uszczupla terytoria palestyńskie. Istnienie tego muru redakcja uważa za niezgodne z jakąkolwiek wizją permanentnego pokoju na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie reprezentująca całkowicie żydowski punkt widzenia gazeta propaguje pogląd, że pokój w Palestynie musi opierać się na całkowitym złamaniu zbrojnego oporu Palestyńczyków przeciw izraelskiej agresji. Tymczasem każdy obiektywny obserwator nie ma wątpliwości, że realizacja takich planów w najmniejszym stopniu nie rokuje osiągnięcia trwałego i sprawiedliwego pokoju na Bliskim Wschodzie.
Jeszcze bardziej beznadziejne stanowisko zajmują żydowscy ekstremiści, którzy chcą narzucić premierowi palestyńskiego rządu Mahmudowi Abbasowi rolę w procesie pokojowym podobną do tej, jaką hitlerowcy narzucili judenratom (żydowski samorząd) w gettach w czasie okupacji niemieckiej w Polsce. Niemniej używanie przez prasę amerykańską określenia "płot" w stosunku do betonowo-stalowego muru znacznie wyższego i dłuższego niż berliński, jak również mającego spełniać rolę podobną do murów otaczających niegdyś żydowskie getta, jest dowodem na to, do jakiego stopnia prasa amerykańska jest pod kontrolą Żydów.
Reprezentująca stanowisko umiarkowanych Żydów redakcja "The Wall Street Journal" podaje, że Ariel Szaron i Mahmud Abbas są w trakcie budowania "wzajemnego zaufania". Autorzy komentarza nawet nie zdają sobie sprawy, że w oczach czytelnika postronnego brzmi to tak, jakby ktoś mówił o budowaniu wzajemnego zaufania między przewodniczącym żydowskiego samorządu w getcie a niemieckim komendantem, który w każdej chwili może wydać rozkaz jego zabicia.
W tym samym duchu przemawiał 24 czerwca 2002 r. prezydent USA George W. Bush, który zachęcał do takiego wzajemnego zbliżenia, domagając się jednocześnie pozbawienia wszystkich funkcji publicznych przewodniczącego Autonomii Palestyńskiej Jasera Arafata jako "niezdolnego do skończenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego".

Prawda wychodzi na jaw
W obliczu codziennych amerykańskich strat w ludziach w Iraku, jak również niepewności co do prawdziwych powodów podboju Iraku przez USA popularność prezydenta Busha wyraźnie spada. Widzi się na autach wywieszki "Stop Bush" lub nawet bardziej ubliżające - "Bushit".
Do coraz większej liczby Amerykanów dociera świadomość, że Irak ani nie miał broni masowego rażenia, ani w żaden sposób nie współpracował z terrorystami Osamy bin Ladena. Obecnie mało kto podziela zdanie m.in. redakcji "The Wall Street Journal", że Irak był faktycznie śmiertelnym zagrożeniem dla Izraela. Jednocześnie coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że Izrael jako jedyne państwo na Bliskim Wschodzie ma wielki arsenał broni masowego rażenia - znacznie większy niż posiada np. Wielka Brytania.
Wzrasta liczba Amerykanów świadomych, że tak naprawdę to Izrael jest państwem zagrażającym sąsiadom bronią masowego rażenia i że rządzący nim ekstremiści syjonistyczni najwyraźniej chcą hegemonii Izraela nad wszystkimi państwami Bliskiego Wschodu. O tym zdominowana przez Żydów prasa naturalnie nie pisze.
Nie wiadomo też, jaki skutek będą miały groźby Busha pod adresem Syrii. Słyszy się opinie, że USA dokonają w lutym 2004 r. podboju Syrii jako państwa rządzonego przez terrorystę i despotę w osobie Baszara Assada. Na razie piszą, że Assad zaczął być "bardziej umiarkowany". Mimo tego, według opinii niektórych powołanych do służby rezerwistów, przygotowania do podboju Syrii wydają się być w toku.

Ucieczka od problemów
W obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich amerykański elektorat może być więc całkowicie rozczarowany dotychczasową polityką Busha zarówno zagraniczną, jak i wewnętrzną. Amerykanie lubią dobrobyt, pokój i otwartość. Kiedyś znany pisarz amerykański John Dos Passos powiedział, że "Amerykanie są bezgrzesznymi ludźmi, którzy bezbolesną drogą dostają się do nieba". Dlatego też w USA mamy do czynienia ze stałą walką, aby usunąć wszelkie wątpliwości natury moralnej. Udowadnia się więc, iż tzw. aborcja jest uzasadniona etycznie, że stosowanie przemocy wobec muzułmanów gdziekolwiek na świecie przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa mieszkańców Ameryki przed terrorystami, jak również, że homoseksualiści nie są zboczeńcami i jedynie dokonują alternatywnego wyboru seksualnego. Nie sprzyja to trwałemu sojuszowi syjonistów-Żydów popierających te wszystkie dewiacje z syjonistami-"na nowo urodzonymi" chrześcijanami.
Do spadku popularności prezydenta Busha przyczynia się także duży wzrost bezrobocia w USA, jak i w ogóle poważne problemy gospodarcze. Nie może on też liczyć na poparcie homoseksualistów. Jako "na nowo urodzony" chrześcijanin Bush sprzeciwia się nadaniu im specjalnych przywilejów.
Iwo Cyprian Pogonowski
Nasz Dziennik 14-08-2003

Autor: DW