Janda faworytem
Treść
Czwórka Polaków - Adam Małysz, Robert Mateja, Kamil Stoch i Marcin Bachleda - wystąpi w rozpoczynającym się jutro 54. Turnieju Czterech Skoczni. Pierwszy konkurs rozegrany zostanie w Oberstdorfie, później zawodnicy rywalizować będą na obiektach w Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku oraz Bischofshofen. Trudno wskazać zdecydowanego faworyta, ale wydaje się, że największe szanse na sukces ma znakomicie skaczący od początku sezonu Czech Jakub Janda. My liczymy na dobry występ naszych reprezentantów, na czele z Małyszem - jedynym Polakiem, który triumfował w tej prestiżowej imprezie.
Miało to miejsce w grudniu 2000 roku. Kwalifikacje do pierwszego konkursu TCS w Oberstdorfie wygrał Adam Małysz. Była to niespodzianka, wręcz sensacja, ale przyjęto ją ze spokojem. Dla wielu sukces naszego reprezentanta był "wypadkiem przy pracy" faworytów, przede wszystkim Niemca Martina Schmitta, na którego liczyli współgospodarze zawodów. Zresztą ostatnie tygodnie, miesiące wcale nie wskazywały, aby w świecie skoków narciarskich miała pojawić się nowa gwiazda znad Wisły. Ale i w samym konkursie pan Adam potwierdził, że udane kwalifikacje nie były dziełem przypadku. Zajął bardzo dobre, czwarte miejsce. Kilka dni później w Garmisch-Partenkirchen było jeszcze lepiej - uplasował się na trzeciej pozycji. Wygrał ten, który wygrać miał, czyli Schmitt. Wydawało się, że Niemiec pewnie zmierza po zwycięstwo w całej imprezie, ale ten turniej miał mieć innego bohatera: Małysza. W Innsbrucku i Bischofshofen nasz reprezentant nie miał już sobie równych. Skakał wspaniale, daleko poza zasięgiem wszystkich rywali, pięknie stylowo, bił rekordy, wygrywał z niespotykaną przewagą. Triumfował w całym turnieju, z największą przewagą nad drugim zawodnikiem w jego historii.
Jak będzie teraz? Czy możliwa jest powtórka, czy Polak ponownie może odegrać w zawodach role pierwszoplanowe? Będzie to szalenie trudne. Małysz - bo o nim mówimy w kontekście walki o czołowe lokaty, dla pozostałych naszych reprezentantów sukcesem będzie już sam awans do finałowej trzydziestki - nie skacze w tym roku bardzo dobrze, rzadko dobrze, częściej przeciętnie. Przez kilka przedświątecznych dni trenował w Zakopanem, jak sam przyznał udało mu się poprawić kilka błędów. W poniedziałek w efektownym stylu wygrał konkurs na Wielkiej Krokwi, jest dobrej myśli. - Czuję się lepiej, lepiej odbijam się z progu, sam jestem ciekaw, jak wypadnę na Turnieju Czterech Skoczni - mówi.
53. Turniej Czterech Skoczni Małysz zakończył na czwartym miejscu. Do trzeciego Austriaka Thomasa Morgensterna zabrakło mu zaledwie 0,2 pkt. Dwa razy stał na podium, plasując się na trzeciej pozycji w Oberstdorfie i na drugiej w Innsbrucku. Teraz, gdyby udało mu się włączyć do walki o podium, byłoby znakomicie. Powtórzmy jednak raz jeszcze - nie będzie to łatwe. Za faworyta uchodzi świetnie skaczący od początku sezonu Jakub Janda. Czech wygrał aż cztery z siedmiu dotąd rozegranych konkursów Pucharu Świata. Prezentował nie tylko znakomitą dyspozycję fizyczną, ale i psychiczną. Mocnym kandydatem do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej jest też triumfator sprzed roku, Fin Janne Ahonen. Liczyć się będą także: rewelacja sezonu, Szwajcar Andreas Kuettel, Niemiec Michael Uhrmann, Austriacy Andreas Widhoelzl i Thomas Morgenstern oraz pewnie Norwegowie, którzy sezon zaczęli odrobinę poniżej oczekiwań.
Bo choć najważniejszą imprezą sezonu są oczywiście igrzyska olimpijskie i na nie wszystkie ekipy szykują szczyt formy, na TCS jadą z wielkimi oczekiwaniami i nadziejami na sukces. Wszak w hierarchii ważności to jedna z najpoważniejszych i najbardziej prestiżowych imprez w narciarskim kalendarzu, znajdująca się tylko trochę niżej od olimpiady i mistrzostw świata. Wygrana w nim to sława i splendor porównywalny ze zdobyciem mistrzowskiego tytułu. Nic dziwnego, że dla najlepszych organizatorzy - jak co roku - przygotowali wyjątkowo cenne nagrody. Zwycięzca prócz gratyfikacji finansowych odjedzie wartym 33 tys. euro terenowym nissanem. Premie po każdym konkursie otrzymają zawodnicy z czołowej dziesiątki. Za miejsce pierwsze 30 tys. franków, drugie o połowę mniej, a trzecie - 10 tys.
54. Turniej Czterech Skoczni rozpocznie się jutrzejszym konkursem w Oberstdorfie. Później, zgodnie z tradycją, zawodnicy rywalizować będą: 1 stycznia w Garmisch-Partenkirchen, 4 stycznia - w Innsbrucku, oraz 6 stycznia - w Bischofshofen. W pierwszych dwóch konkursach na pewno wystąpią: Małysz, Mateja, Stoch i Bachleda. W zależności od ich postawy mogą potem zajść korekty w składzie. Trenerzy Heinz Kuttin i Łukasz Kruczek mocno wierzą jednak, że nie będą one konieczne.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2005-12-28
Autor: mj